Pies w przestrzeni publicznej, czyli człowiek z psem jako gorszy sort

Pod barem mlecznym w Olsztynie –
czekamy na informację o możliwości wejścia z psami.

Niedawno wróciliśmy z majówki, która w moim przypadku poza miłymi wspomnieniami zaowocowała również pewnymi mniej miłymi przemyśleniami. W czasie tego wyjazdu brałam udział w trzech sytuacjach, które tyleż mnie zezłościły, co sprowokowały do przyjęcia nowej postawy w stosunku do właścicieli psów i osób ich krytykujących. Do tej pory byłam wyrozumiała – znosiłam naszą sytuację, sposób, w który często się nas traktuje ze spokojem, czasem ze smutkiem, ale też ze zrozumieniem dla adwersarzy. Dziś mówię dość! Bo głupoty w postaci wydawania pochopnych sądów i generalizowania nie da się wybaczać bez przerwy.

Zacznę od początku, czyli od wydarzeń na wspomnianej majówce. Jest to zaledwie wstęp do tego, co chcę przekazać i w dodatku przydługi, więc mniej cierpliwym zalecam dla spokoju pominąć kolejne trzy akapity.

Trzy historie, których czytać nie trzeba, ale można:

I. Lokum na majówkę wybieraliśmy przez internet – zdecydowaliśmy się na warmiński gościniec, który spełniał kilka naszych warunków, wyglądał dość przyjemnie i oczywiście akceptowano w nim zwierzęta. Pokój zarezerwowaliśmy przez popularny portal oferujący takie usługi. Trochę się zdziwiliśmy kiedy na miejscu, w recepcji usłyszeliśmy, że „trzeba zgłaszać przyjazd z psem, ponieważ nie wszystkie pokoje są dostępne dla gości z psami; psy gubią sierść i następni goście mogą się skarżyć, że śmierdzi psami; niektórzy goście mogą mieć alergię” itd. Specjalnie szukałam hotelu z pokojami wyłożonymi wykładziną dywanową, ale okazało się, że właśnie w tych pokojach nie wolno przebywać zwierzętom z wyżej wymienionych powodów. Wyraźnie akcentując wyświadczanie nam przysługi, recepcjonista znalazł dla nas inny pokój – maleńką klitkę na poddaszu z całą masą uniedogodnień. Po wniesieniu i częściowym wypakowaniu bagaży musiałam mocno zastanowić się, gdzie umieścić psie miski, żeby w nie przypadkiem nie wejść. Dodam, że cena wraz z obniżeniem standardu pokoju nie zmalała. Za to nasz romantyczny nastrój zdecydowanie się ulotnił. Na stronie internetowej owego przybytku, ani na portalu, przez który rezerwowaliśmy pokój nie było nawet drobnym drukiem informacji o tym, by informować wcześniej o przyjeździe z psem.

 

Piesa Warmią, Mazurami i lokalną przyrodą była zainteresowana nawet za bardzo.

II. W związku z niechęcią do przebywania na miejscu, zebraliśmy się i pojechaliśmy na wycieczkę. Wieczorem po powrocie, Najlepszy Mąż zapytał w restauracji o możliwość wejścia na śniadanie z psem. Dowiedział się, że bez problemu można tam zabrać ze sobą czworonoga. Nie powiem jak bardzo się zdziwiłam, kiedy rano, tuż po tym jak weszliśmy na salę i zaczęliśmy wybierać stolik (wiadomo, że z psem lepiej zająć miejsce z boku tak, by nie przeszkadzać innym gościom) podeszła do nas właścicielka głośnym i nerwowym szeptem oznajmiając „Słuchajcie! Tu nie możecie wchodzić z psem.”. Dalej nastąpił potok wyjaśnień, że w stylu „inni goście blablabla…”. Oczy mi się szeroko otworzyły ze zdumienia, poczułam się naprawdę dziwnie, ale nie zdążyłam wyjaśnić sytuacji, bo zaprowadzono nas do salki obok, gdzie przy akompaniamencie dzieci grających w piłkarzyki mogliśmy zjeść śniadanie „w spokoju”.
I chociaż było pyszne, a obsługa poza wymienionymi sytuacjami bardzo miła, to nieprzyjemne wrażenie pozostało. Zapłaciłam za pobyt, starałam się jak mogłam nikomu nie przeszkadzać swoim zachowaniem, a w szczególności moim psem, jednocześnie ignorując wesołe, poalkoholowe łamanie regulaminu gościńca oraz zasad savoir-vivre’u przez innych gości. Pomimo tego, to ja poczułam się gościem niemile widzianym. Żadnemu psiarzowi tego miejsca nie polecę, bo może zwierzęta są tam akceptowane, ale goście z psami są ledwo tolerowani.

 

Każda okazja jest dobra by smutnąć – szczególnie, gdy się czuje nieproszonym gościem.

III. Wracając do Warszawy wpadliśmy do ustronnie położonego folwarku. W budynku znajdował się hotelik oraz restauracja, a na terenie wieża widokowa, z której można było podziwiać jezioro. Po wizycie na wieży zdecydowaliśmy się zjeść w tym urokliwym miejscu obiad. Niestety w drzwiach restauracji stał yorkowaty cerberek łypiąc na nas małymi oczkami. Piesek ten należał do gości siedzących przy stoliku obok, którzy zajęci posiłkiem i rozmową nie zwracali uwagi na to, że ich podopieczny ma zbyt wiele luzu na smyczy i uniemożliwia ludziom przejście. Najlepszy Mąż zaproponował, żeby obejść budynek i wejść drugimi drzwiami, ale ja stwierdziłam, że to byłaby przesada. Po całym weekendzie miałam dość ustępowania. Źle wychowany pies i niepilnujący go właściciele, to nie mój problem. Lajeczka miała  co prawda spore i słuszne obiekcje, gdyż yoreczek głównie w jej stronę kierował swoją niechęć. Kiedy wchodziliśmy piesa przemknęła chyłkiem, podczas gdy ja starałam się ignorować awanturnika zdecydowanie dającego nam znać, że zagryzie nas wszystkich. Właściciele cerberka przejęli się tylko tym, że przeszkodzono im w spożywaniu posiłku.

Po tym wszystkim, co tak „uprzyjemniło” mi majowy długi weekend pomyślałam, że życie jest niesprawiedliwe. Bo ja naprawdę się staram jak mogę, być dobrym i odpowiedzialnym właścicielem psa. Robię to na różne sposoby:
Mój pies jest szkolony i wychowywany. Zachowuje się na ogół poprawnie, ale cały czas pracujemy aby potrzymać te efekty oraz pozbyć się braków, które czasem się pojawiają.
Zachowuję kontrolę nad psem nawet, kiedy jest bez smyczy. Mój pies nie podchodzi do psów na smyczy i ludzi bez mojego pozwolenia. Jestem w stanie go zatrzymać, odwołać, nakazać by szedł blisko mnie.
Sprzątam po psie. Wszystkie moje torebki (nawet te najbardziej wyjściowe), kieszenie bluz, kurtek i spodni zaopatrzone są w woreczki na psie odchody. Zimą w ciemnościach przeszukuję trawnik przy użyciu latarki w telefonie, by nie zostawiać nieprzyjemnej niespodzianki innym użytkownikom trawnika.
Umiem przepraszać. Nie jestem nieomylna i zdarza mi się popełniać błędy, zresztą mojemu psu również. Czasami nawalamy jako team popisując się buractwem, ale umiem przyznać się do pomyłki, czy porażki. Przepraszam nawet za pozornie niewinne zachowania, które mogą się nie podobać innym ludziom. Nie tylko za to, że mój pies szczeknie na kogoś, ale nawet za podejście i powąchanie osoby, która go do tego nie zaprosiła. Uważam, że każda interakcja zainicjowana przez psa bez zgody drugiej strony wymaga przeprosin, bo nie każdy musi mieć na nią ochotę.

 

Pies nauczony przebywania w różnych miejscach, czas spędzony w restauracji chętnie poświęci na drzemkę. Na zdjęciu Lajka w praskiej Planecie Żiżkov.

Po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że to nie życie, ale ja sama jestem niesprawiedliwa dla siebie. Psiarze są ganieni głównie za niesprzątanie i źle wychowane psy. Do tej pory przyznawałam krytykom rację – faktycznie grupa chamo-brudasów, którzy nie sprzątają po swoich zwierzętach i nie zwracają uwagi na ich zachowanie jest duża w moim mieście. Sami właściciele psów to zauważają, uznając słuszność wspomnianych zarzutów. Dlaczego jednak, ja miałabym się utożsamiać z tą grupą? Co ja mam wspólnego z tymi ludźmi poza posiadaniem psa? Nie widzę powodu, dla którego miałabym brać na siebie odpowiedzialność za cudze uchybienia, tłumaczyć się z nich, a w szczególności ponosić ich konsekwencje.

Z psem czy bez niego, jestem dobrze wychowanym człowiekiem i tak chcę być traktowana. Nie próbuję wchodzić tam, gdzie nie wolno z psem, ale jeśli ktoś wpuszcza nas do siebie razem to chcę być traktowana na równi z innymi ludźmi. Nie chcę być traktowana ani jak ktoś gorszy, ani jak lepszy. Całkowicie akceptuję to, że osoba prowadząca własną firmę może sobie nie życzyć klientów z psami. W końcu, nie szkodząc innym, powinniśmy mieć prawo decydowania o tym jak prowadzić działalność, by móc robić to zgodnie z własnym światopoglądem. Jako klient oczekuję tylko jednego i uważam, że mam do tego prawo: jasnych zasad. Również tych dotyczących zwierząt. Mam dość zgadywania, dopytywania się, bycia pouczaną i łajaną.

 

Informacja na drzwiach warszawskiej kawiarni Roślina znajdującej się na Bielanach. Przystępnie, estetycznie i wszystko jest jasne.

Nie interesują mnie cudze doświadczenia z innymi właścicielami psów. Gdybym oceniała przypadkowego przedstawiciela dowolnej grupy społecznej, zawodowej itp. według wyobrażeń zrodzonych po spotkaniu kilku niemiłych jej przedstawicieli, to musiałabym już dawno temu zacząć wyjątkowo źle oceniać większość spotykanych osób. Od dorosłych ludzi wymagam więcej niż uogólniania na całą grupę sądów powstałych pod wpływem kilku jej przedstawicieli.

 

Zakaz wprowadzania psów na Wyspę Młyńską w Bydgoszczy – spory zielony teren, bardzo przyjemne miejsce na spacer.

Inne wymagania mam w stosunku do reguł panujących w przestrzeni publicznej. Publicznej, czyli wspólnej, tej która jest tworzona przez nas wszystkich i finansowana przez nas wszystkich.

W moim mieście istnieje infrastruktura dla bardzo różnych grup: są place zabaw dla dzieci, ścieżki rowerowe, siłownie plenerowe, wkrótce powstanie plac zabaw dla dorosłych itd. Nie ma w nim jednak ani jednego dobrze zaprojektowanego, realnie użytecznego wybiegu dla psów (o placu zabaw nie wspomnę). Nie ma co jednak narzekać na brak wybiegów, gdy w niektórych częściach miasta problemem jest znalezienie kosza na śmieci pomimo tego, że posprzątać po psie trzeba. Poza tym nie wydaje mi się byśmy jako psiarze byli w czymś gorsi. Nie przekona mnie argumentacja, że dzieciom się należy, bo to „przyszłość narodu”; rowerzystom się należy, bo dzięki nim jeździ mniej samochodów po mieście i powietrze jest mniej zanieczyszczone itp. Takich argumentów jest wiele, a ich autorzy w większości dążą do tego by pokazać, że wszystkie inne grupy coś z siebie społeczeństwu dają (wszyscy dzięki nim zyskujemy), a z właścicieli psów nie ma pożytku. Na ogół takie przepychanki sprowadzają się do oskarżeń o to, że psy brudzą i niszczą.
Myślę jednak, że właściciele psów coś z siebie dają, chociaż pewnie, tym którzy psów nie mają trudniej to zauważyć. Choćby taki drobiazg jak fakt bycia bardziej aktywnym m.in. spędzania większej ilości czasu w ruchu na świeżym powietrzu, a co za tym idzie bycie dłużej zdrową i produktywną jednostką (jak już jesteśmy przy zyskach dla społeczeństwa). Jest takich rzeczy więcej – w tym miejscu podaję tylko przykłady.
Spojrzałabym też na to z innej strony: jedna osoba wyjdzie dla zdrowia na rower, druga wyjdzie pobawić się z psem; jeden emeryt znajomości z ludźmi zawiera na siłowni plenerowej, drugi podczas spaceru z psem. Chyba widać do czego dążę. Wśród rozmaitych ludzkich potrzeb różna może być droga do ich realizacji. Części społeczeństwa to ułatwiamy, innym niestety nie.

 

Zakaz nie-wiadomo-czego w Bielsku-Białej. Bo wiadomo, że psy nie powinny załatwiać potrzeb fizjologicznych na trawnikach. Gdzie powinny to robić? Nikt nie wie, ale każdy ma nadzieję, że gdzieś bardzo daleko.

Niestety pomimo prób budowy infrastruktury dla psów, widzę też w mieście nieco inny kierunek zmian. Zmian na gorsze, które prowadzą do wykluczenia psów z przestrzeni publicznej. Przykładem tego są oburzające zakazy wstępu z psem do miejsc takich jak parki. Wiem, że niektórzy chcieliby całkowicie wykluczyć psy z przestrzeni miejskiej, a ja widzę wielkie zagrożenie w różnego rodzaju zakazach wstępu. Bo jeśli coś jest zabronione to od razu kojarzy się z czymś złym. Idąc tym tropem możemy stwierdzić, że jeśli psom zabrania się wstępu do wielu miejsc, to może być w tym coś słusznego, że psy są niebezpieczne, brudne itp. Poza tym ludzie boją się tego, czego nie znają, więc im bardziej wykluczamy psy z naszego życia, tym bardziej przyczyniamy się do tworzenia lęków przed nimi. I tak pojawia się błędne koło – brak nam rzetelnych informacji o psach, więc trzymamy je z dala od siebie, przez co mniej o nich wiemy i tak dalej…

 

Państwowe muzeum w Puławach. Poinformowano nas, że można wejść tylko z pieskiem na rękach, czyli małym. Bo jak powszechnie wiadomo „mały pies, to nie pies”.

Wydaje mi się, że przyczyn chęci zamknięcia przestrzeni miejskiej dla psów można upatrywać w kilku ludzkich postawach:

1. Braku sympatii dla psów.
Rozumiem, że można psów nie lubić, ale to nie jest powód do wykluczenia ich ze wspólnej przestrzeni. Różnych rzeczy można nie lubić (niektórzy nie lubią szpinaku, inni dzieci, jeszcze inni osób o określonym kolorze skóry), jak wiemy ta droga prowadzi do ostrej niepoprawności politycznej w najlepszym przypadku, a w najgorszym do agresywnych przejawów nietolerancji. W przypadku zwierząt w mieście widać, że kończy się to porozrzucanym po trawnikach jedzeniem z trutką lub gwoździami celem eliminacji zwierząt. Czyjeś osobiste sympatie i antypatie nie mogą być argumentem w sporze. Podobnie nie mogą nimi być uogólnienia faktycznie występujących zjawisk, jak niesprzątanie po psach przez niektóre osoby, w formie „srają wszędzie tymi psami” – proszę wtedy o odpowiedź kto i gdzie konkretnie. Szczególnie jednak nie nadają się do dyskusji przykłady nieprzyjemnych lub niebezpiecznych jednostkowych przeżyć związanych z psami np. „pies mnie pogryzł”, „pies sąsiadów nasikał mi na wycieraczkę” (to drugie akurat sporo nam mówi o sąsiadach).

2. Źle pojmowanej sympatii dla psów.
Stworzyliśmy gatunek, którego szczególną rolą jest towarzyszenie nam, a później przenieśliśmy się do miast. Dla psa naturalnym środowiskiem jest otoczenie jego człowieka, niezależnie od tego czy ten człowiek mieszka na wsi, czy w mieście. Niestety wiedza dużej części społeczeństwa o psach jest znikoma i tu upatrywałabym chęci usunięcia z miasta psów przez grupę miłośników zwierząt chcących uszczęśliwić pieski pozwalając im wrócić do bardziej naturalnych dla nich warunków (czyli gdzie właściwie?). W oczach tych osób posiadacze psów „miejskich” zwyczajnie męczą zwierzęta.

3. Lęku przed psami.
Wiem, że to bardzo trudna sprawa. Współczuję ludziom, którzy mają różnego rodzaju fobie. Sama – przypuszczam, że jak większość ludzi – mam pewne irracjonalne lęki i wiem jak trudno je przezwyciężyć. Pomimo tego uważam, że również czyjś paniczny lęk nie jest dobrym argumentem do wykluczenia psów. Oczywiście należy takie osoby otoczyć szczególną troską i nie pozwalać psom zbliżać się do nich bez ich wyraźnego pozwolenia. Usunięcie źródła lęku jest tylko tymczasowym rozwiązaniem i nie zastąpi pracy nad pozbyciem się go.
Nie możemy wykluczać (i tym samym naruszać dobrostanu) jednej grupy (ludzie z psami) z powodu innej (ludzie bojący się psów). Tak samo jak nie eksterminujemy pająków i nie budujemy tylko niskich budynków pomimo, że arachnofobia i akrofobia są w społeczeństwie dość „popularne”.

 

Dal kontrastu: Lauba – galeria sztuki współczesnej w Zagrzebiu. Najbardziej psiolubne miejsce związane ze sztuką, do którego trafiła Lajka.

Wszystkich zagorzałych przeciwników psów w przestrzeni publicznej zachęcam do nabycia dystansu do sprawy drogą przemyśleń i poszukiwania empatii. Ponieważ uzasadnianie zakazu wstępu psów tym, że jakieś psy gdzieś coś zniszczyły, czy zabrudziły lub ogólnie tym, że psy niszczą i brudzą, jest najgłupszym możliwym przejawem ignorancji. Najbardziej niszczą, brudzą i hałasują ludzie, a im jeszcze nigdzie wstępu nie zakazujemy 😉

 

24 thoughts on “Pies w przestrzeni publicznej, czyli człowiek z psem jako gorszy sort

  • 13/05/2016 at 09:23
    Permalink

    🙁 Ten tekst tylkko podsycił moje lęki przed pierwszym wspólnym wyjazdem z Lilką. Tez zarezerwowałam nocleg przez jeden z portali ale skontaktowałam sie przy okazji bezpośrednio z włascicielami i upewniłam, czy na pewno mozna z czworonogiem i czy są w zwiazku z tym dodatkowe opłaty. Doskonale rozumiem twoje odczucia po tym, jak dostaliscie gorszy pokój bez zadnego rabatu i nie zazdroszczę. Kiedy tylko w jakims miejscu nie ma zakazu wprowadzania psów czuje radość pomieszaną ze zdziwieniem a przecież nie tak powinno być. Świetny tekst! pozdrawiamy,

    http://www.projektamstaff.blogspot.com

    Reply
    • 14/05/2016 at 12:44
      Permalink

      Nie trzeba się bać 😉 My mimo wszystko dość często wyjeżdżamy z psem i na ogół jest w porządku, ale faktycznie lepiej upewnić się przed wyjazdem, że informacje o psiolubności hotelu itp. są aktualne. Mam nadzieję, że Wasz pierwszy wyjazd okaże się udany 🙂

      Reply
    • 14/05/2016 at 12:48
      Permalink

      Nie dziwię się – myślę, że to temat,który podnosi ciśnienie wielu psiarzom 🙂

      Reply
  • 14/05/2016 at 21:59
    Permalink

    Kiedyś miałam jeszcze gorszy wypad, pod namiot z psami. Rezerwując miejsce na polu namiotowym (z oferty, gdzie napisane było, że można z psami) chyba ze trzy razy podkreśliłam, że będą to dwa bulteriery, w odpowiedzi usłyszałam, że to żaden problem, byleby wśród ludzi były na smyczy. Kiedy już pojechałam na miejsce, to nagle się okazało, że z TAKIMI psami to oni mnie nie wpuszczą. Na szczęście, koleżanka która mnie tam zawiozła, dość dobitnie wyjaśniła, że w takim razie chcemy zwrotu pieniędzy za dojazd, bo zostałyśmy oszukane. Wtedy dopiero znalazło się jakieś miejsce w kącie na mój namiot.

    Reply
    • 15/05/2016 at 07:16
      Permalink

      Faktycznie potraktowali Was haniebnie, ale bardzo podoba mi się, że potrafiłyście wyegzekwować swoje prawa. Chciałabym tak umieć 🙂
      Moim zdaniem to jest jedna z najbardziej przykrych rzeczy jakie spotykają właścicieli psów – osądzanie psa po wyglądzie. Wściekłe, hałaśliwe maluchy mają wstęp wszędzie, a większe psy już niekoniecznie, nawet jeśli są super-ułożone.
      A właściciele TTB prawdopodobnie mają ogólnie przekichane. Chociaż nie mam często kontaktu z tymi psami, to jestem przyzwyczajona, że zawsze jak rozmowa schodzi na nie, ktoś zaczyna mnie uświadamiać jakie to niebezpieczne, agresywne psy i oczywiście jaki mają nacisk szczęk. Przypuszczam, że jako właścicielka bulterierów dobrze to znasz. Staram się opowiedzieć coś więcej, żeby przełamać stereotyp, ale większość ludzi i tak pozostaje przy przekonaniu, że to jakieś straszne zwierzęta 🙁

      Reply
      • 23/06/2017 at 22:38
        Permalink

        Mam psiaka ze schroniska, mieszańca w stylu owczarka belgijskiego i sięga mi do połowy łydki. Pomimo, że jest przepiękna, przy okazji jest CZARNA… Nie spodziewałam się, że kolor sierści może aż tak wpływać na jej postrzeganie. Bardzo dużo osób jak widzi ją idącą szybszym krokiem automatycznie się odsuwa. Dopiero po tym jak usłyszą, że jest to SUNIA to się uspakajają. Zadziwia mnie to, bo jest o połowę mniejsza od np. labradorów, czy goldenów, a na nie ludzie aż tak nie reagują…

        Reply
  • 17/05/2016 at 19:54
    Permalink

    Zgadzam się z wymową Twojego tekstu w stu procentach. Dwukrotnie byliśmy nad morzem z moim psem i zawsze był cyrk z noclegiem. ("A duży pies? – No, 15 kg. – Aha, to taki wielkości yorka? – Ech, no tak z pięciu yorków…" – i już wiadomo, że noclegu nie będzie). Z jedzeniem zazwyczaj nie mieliśmy problemów, bo jadaliśmy na zewnątrz, ale podejrzewam, że problem byłby jeszcze większy niż z noclegiem.

    Inna kwestia jest taka, że wielu właścicieli to naprawdę straszne buraki i powtarzam, że naprawdę nie dziwię się, że ludzie nie lubią psiarzy. Mam lękliwego psa i najbardziej irytuje mnie, gdy ktoś nie pilnuje swojego czworonoga i pozwala mu podbiegać do Joy. Albo gdy muszę lawirować między kilkoma psimi kupami, by posprzątać po moim psie.

    Mimo to lubię zabierać Joy wszędzie. Ludzie kiedy słyszą, że jest lękliwa, reagują sympatią i zrozumieniem. A przy tym mamy okazję zbudować pozytywny wizerunek właścicieli psów. Również jakiś czas temu musiałam przeprosić panią, do której Joy podbiegła (tylko podbiegła, nie skakała ani nic), ignorując moją komendę. A inni właściciele? Pozwalają podejść wielkiemu psu i jeszcze się dziwią, że nie chcesz go pogłaskać.

    Reply
    • 18/05/2016 at 05:35
      Permalink

      Z jedzeniem to fakt. Ludzie często jeżdżą na wakacje w sezonie – jedzą w ogródkach restauracyjnych, bo tak przyjemniej i są potem przekonani, że "wszędzie można wejść z psem". Potem jedzie się w to samo miejsce poza sezonem i tyłek przymarza do ławki w tym samym ogródku 😉

      Co do lękliwości, to Lajka ma taką smutną, zrezygnowaną minę, że większości przypadków ludzie sami się orientują, co trzeba zrobić i wrzeszczą na swojego psa lub dziecko "zostaw, piesek się ciebie boi". Nawet, jeśli ja wiem, że to chwilowo nie lęk, a poza – "patrz jak mnie zasmucasz, zły człowieku".

      Też kiedy przepraszam i zabieram mojego psa (bo jest raczej mało towarzyski, ale lubi sobie powąchać wszystko np. całkiem przypadkową stopę), widzę takie lekkie niedowierzanie we wzroku ludzi (typu "z psem, a jednak człowiek"). Masz rację – to pomaga budować pozytywny wizerunek. Miłe słowo naprawę dużo dla nas robi 🙂

      Reply
  • 18/05/2016 at 08:19
    Permalink

    Ja miałam chyba do tej pory dużo szczęścia, bo w większości miejsc, w których do tej pory byliśmy z psem (hotele, agroturystyka, restauracje) mieliśmy bardzo pozytywne doświadczenia. Spotkało nas dużo życzliwości i miłych słów na temat tego, że nasz pies jest "taki duży i taki grzeczny", i wyrozumiałości, kiedy zdarzało się, że zaszczekała np. na psa przy stoliku obok. Chociaż prawdą jest, że przed każdym wyjazdem 2x upewniam się, że pies na pewno jest mile widziany (nawet jeśli booking twierdzi, że tak 😛 )

    Reply
  • 18/05/2016 at 08:46
    Permalink

    Fajny tekst, dzięki! Szkoda, że nie napiszesz w jakim to hotelu/pensjonacie się znalazłaś. Mogli sobie podarować te komentarze… to było bardzo słabe i nie wstydziłabym się nazywać tu po imieniu.

    Reply
    • 19/05/2016 at 05:08
      Permalink

      Dziękuję 🙂
      Nie chciałam tu się skupiać na jednym przypadku, ale też nie bardzo umiem "obsmarować kogoś w necie" nawet, jeśli piszę tylko niemiłą, ale jednak prawdę 🙁

      Reply
  • 18/05/2016 at 09:34
    Permalink

    Doskonale rozumiem o co chodzi. My ostatnio z psem byliśmy w Zakopanem w sierpniu, bo tam braliśmy ślub. Na szczęście z noclegiem nam się udało, bo zawsze jeździmy w to samo miejsce i właścicielka traktuje nas jak rodzinę, więc naszego psa również. Udało nam się też bez większych problemów zjeść obiad w "restauracji" u wylotu Doliny Białego i wypić kawę w kawiarni "W podwórku" (te miejsca polecam). Fakt, że przy ładnej pogodzie wybieramy miejsca na dworze, żeby być "z boku". W obu miejscach jednak najpierw zapytaliśmy, czy możemy wejść z psem. Na szczęście nie było z tym żadnych problemów, a wychodząc też podziękowaliśmy. Usłyszeliśmy na odchodnym, że gdybyśmy nie spytali, ona nawet by nie wiedziała, że był z nami pies, bo taki grzeczny. Bez większych problemów – i tu byłam mile zaskoczona – udało nam się z psem poruszać busami po Zakopanem. Ani razu nikt nam nie odmówił, nie prosił nawet o kaganiec, ani nie stawiał warunków. A przy okazji przeszliśmy całą Dolinę Chochołowską, bo tam można wchodzić z psami. A gdy się rozpadało, z psem, przejechaliśmy część drogi powrotnej w ciuchci, która tam kursuje. Pani bileterka spojrzała na nas i z uśmiechem życzyła nam miłej podróży. Fakt, że u nas jest ten plus, że Ciastek jest raczej mniejszym psem (6,5 kg), w związku z tym nie ma problemu, żeby wziąć go na ręce, czy na kolana. Ale nie wszędzie tak jest niestety…

    Reply
    • 19/05/2016 at 05:15
      Permalink

      Nie przeczę, że podczas wielu wyjazdów faktycznie udaje się wszystko zorganizować bezproblemowo. W Polsce mamy niestety gorsze doświadczenia. I te kilka kilo psa na ogół robi różnicę 😉 Ale jak większość psiarzy uważam, że grunt to dobre wychowanie i myślę, że bywając w różnych miejscach z grzecznym "maluchem" pracujecie też na lepszą opinię dla małych psów, która jest nieco nadszarpnięta (dla odmiany) wśród psiarzy 🙂

      Reply
  • 19/05/2016 at 17:10
    Permalink

    A ja musze przyznac ze prowadzac tzw agroturystyke w Szwecji bardzo lubie gosci z psami. I to zupelnie nie dlatego ze sama mam psy. Goscie z psami sa zwykle duzo bardziej poukladani niz inni goscie. Nie zdazylo mi sie odbierac domku po "psiarzach" zeby byl nieposprzatany lub uzgodnione i zaplacone za sprzatanie (w SE gosc wynajmujacy dom letniskowy zwyczajowo sprzata po sobie lub oplaca sprzatanie). Nie zdazylo mi sie po "psiarzach" odebrac domu z zazyganymi lozkami i g…nem na podlodze a po gosciach tzw zwyczajnych – a i owszem plus smierdzaca zzatechla ryba w lodowcw jako bonus. Zapraszam psiarzy do nas jesli zdecydujecie sie na wyjazd na wakacje do Szwecji 🙂

    Reply
  • 30/06/2016 at 23:06
    Permalink

    oczywiście, że do parku w Puławach wejść z psem można! To głównie tam większość psów się spotyka na wspólną zabawę 🙂 Jedynie nie można wejść na teren przy pałacu- właśnie tam gdzie jest zrobione zdjęcie ale to tylko ze względu na pawie, które tam chodzą 😉 reszta parku wolna- można biegać do woli!

    Reply
    • 01/07/2016 at 08:21
      Permalink

      Wiemy o tym 🙂 Podpis pod zdjęciem dotyczy muzeum, a nie parku. Właśnie dlatego większa część naszej rodziny poszła do muzeum, a my na spacer do parku i wcale nie żałujemy park jest świetny 🙂

      Reply
  • 30/07/2016 at 10:20
    Permalink

    Ogólnie coś w tym jest,że psiarze jesteśmy traktowani jako gorsi( nie dotyczy tych z małymi, kudłatymi z kokardką;) )

    Ale osobiście ja jako psiarz i osoba posiadająca psa nie dziwie się sytuacji I "trzeba zgłaszać przyjazd z psem, ponieważ nie wszystkie pokoje są dostępne dla gości z psami"- ale fakt,że powinniście wiedzieć o tym wcześniej i mieć świadomość jaki pokój rezerwujecie.
    Nie mówiąć już o skrajnościach silne alergie czy ludzie z dziećmi ja osobiście nie chciałabym przyjechać i spać w pokoju zasierścionym przez psa( sami wiecie,że nie da się pozbyć sierści do końca) czy gdzie wcześnie spał pies i "czuć mokrym". Mówcie co chcecie,ale psy z sierścią ŚMIERDZĄ! szczególne z taką dłuższą typu husky, border, berneńczyk i szczególnie jak właściciele mają podejście "kąpie jak się wytarza w smrodku,a tak to pływa w jeziorku". Tak samo w restauracji, wyobrażasz sobie przyjść i siedzieć koło ON, który był nie kąpany przez rok i wali mokrym psem i "stęchlizną"'?!To już wolałaby opisanego yoreczka na środku przejścia.;p

    Ja jako właściciel psa staram się,żeby nikomu nie przeszkadzał. Bardzo często wchodzę z nim w różne miejsca, gdzie można lub gdzie nie do końca można 😉 ale jak ktoś mi zwróci uwagę, każe mi wyjść przesiąść cokolwiek- to się nie oburzam, wykłócam " a co panu przeszkadza?!" tylko ustępuję. Bo nie każdy chce jeść czy siedzieć przy psie- I MA DO TEGO PRAWO!
    Fakt,że mój zazwyczaj leży na kolanach i tak jak Wasza Lajka na zdjęciu ma wyrąbane, więc większość ludzi nawet nie wie,że ze mną jest pies.

    Reply
    • 01/08/2016 at 19:34
      Permalink

      Co do śmierdzącego/brudnego psa w restauracji itp., to jako klient oczekuję, że właściciel zostanie z takim psem wyproszony – podobnie jak brudny/śmierdzący człowiek. Wprawdzie przestrzeganie zasad higieny jest ważniejsze od przestrzegania reguł savoir-vivre'u, a jednak wolałabym ne być zmuszoną zadowalać się tylko tym, że właściciele psów przestrzegają tych pierwszych 😉

      Jednak nie zgodzę się, że nie da się pozbyć psiej sierści czy zapachu z pokoju hotelowego. Jeżeli w pokoju pachnie psem i znajduje się w nim sierść, to znaczy, że osoby odpowiedzialne nie przykładają się wystarczająco do swojej pracy lub nie mają odpowiednich środków czystości.

      Reply
  • 23/06/2017 at 11:35
    Permalink

    Poruszyłaś bardzo ważny temat! Ja nie odczułam aż takiej niechęci, może dlatego, że jako weganka i tak jestem czasem niejako dziwakiem? Od pewnego czasu otaczam się głównie samymi psiarzami i/lub weganami, którzy są tacy jak ja, może dlatego nie czuje się gorszego sortu? Co prawda nie wyjeżdzalismy nigdzie, bo Tajga jest szczekaczem i nie chce nikomu przeszkadzac, ale w sumie drące sie całymi dniami i nocami dzieci mnie przeszkadzaja… I jakoś nikt dzieciatych nie traktuje jako klientów gorszego sortu, a ja niejednokrotnie wysiadalam z komunikacji miejskiej czy rezygnowalam z zakupow, bo nie moglam zniesc wrzasku dracego sie, rozwydrzonego, niewychowanego bachora. Jakoś Tajga na poczcie, w banku, w knajpie czy podczas drobnych zakupów nikomu nie przeszkadza, nie sciaga z pólek, nie szczeka, nie biega, nie slini wszystkiego. W Warszawie i tak jest bardzo psiolubnie, w moim rodzinnym Podkarpaciu pewnie nawet nie wpuszczonoby nas do autobusu, o knajpie nie wspomne. Tam czas sie zatrzymal – miejsce psa jest w budzie, na łańcuchu :/

    Reply
  • 23/06/2017 at 11:59
    Permalink

    Bardzo długo mieszkałam w Warszawie, teraz mieszkam w Gdyni.
    Staram się nigdzie nie wyjeżdżać bez psa, bo jest staruszkiem i bardzo przeżywa jak go zostawiam.
    Ogólnie mój pies jest przedziwny, zaprzyjaźnił się nawet z teściową, która boi się piesków.

    Zauważyłam, że w Warszawie jest w sumie najwięcej miejsc, które akceptują wizyty ze zwierzętami. Nie ma też problemu ze znalezieniem noclegu. Im mniejsza miejscowość, tym coraz więcej kłopotów. Oczywiście jeżeli poszukamy odpowiednio wcześniej, to na pewno coś znajdziemy. Ale warto zawsze podkreślić, że będziemy z psem.
    Natomiast nie ukrywam, że staram się bardzo mocno, żeby ewentualne kwatery, na które jedziemy jak najmniej brudzić sierścią. Ale wydaje mi się, że jest to już po prostu związane z kulturą człowieka.

    Nie będę jednak ukrywać, że szalenie mnie złości, kiedy ktoś utrzymuje, że akceptuje tylko małe pieski. Te maleństwa są w stanie zrobić dużo więcej szkód, niż duże psy, które ze względu na swoje rozmiary muszą być w jakiś sposób szkolone przez właściciela, żeby była nad nimi jakakolwiek kontrola. Małego psa można w razie czego podnieść i przytrzymać. Dużego już niekoniecznie. Jeszcze bardziej absurdalne są ograniczenia wagowe. Skąd oni będą wiedzieli ile waży mój pies ? Czy mają wagę w oczach czy rzeczywiście przed zameldowaniem wymagają jakiegoś potwierdzenia ? Przedziwne.

    Reply
  • 23/06/2017 at 13:06
    Permalink

    Bardzo przykre doświadczenie. Nam udało się na szczęście trafić w bardzo przyjazne miejsce, gdzie faktycznie pies był witany bardzo miło, restauracja miała stoliki obok sali dla osób z psami (nasz zostawał w kennelu w pokoju). Zachwyciło mnie też, że na terenie co kawałek były umieszczone kosze na kupy z zestawami jednorazowymi. Da się, choć niestety szło to w parze z ceną za sam hotel i dodatkową opłatą za psa. No i mają na stronie informację, żeby zgłaszać przyjazd z psem i że unikają „ras niebezpiecznych”. Z nami podróżował malamut.

    Reply
  • 23/06/2017 at 13:55
    Permalink

    Zgadzam się z Tobą w 100%. Idą gdzieś z psem na miasto często czuję sie jak intruz. Wpuszczą, albo nie wpuszczą gdziekolwiek – to loteria. A często jak wpuszczają to dostaje się takie miejsce, że aż chce się uciekać.
    Na szczęście nie wszędzie ale nadal jest to spory problem.

    Kiedy to się w końcu zmieni? 🙁

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *