Opinie

Zasady są po to żeby je łamać, czyli o rodzajach prawd w wychowaniu i tresurze psa

Jak wiemy są trzy rodzaje prawd: prawda, półprawda oraz g*wno prawda. Niestety, gdy dochodzimy do psich tematów okazuje się, że na tym gruncie często żeruje sobie całkiem bezkarnie „prawda objawiona”. Charakteryzuje się tym, że jest przytaczana bezmyślnie, czyli bez zastanowienia nad jej treścią, bez chwili refleksji nad źródłem czy kontekstem tej zaiste złotej myśli. I tak nasza prawda objawiona, to często z prawdy najprawdziwszej zrobiona półprawda lub całkiem g*wno prawda.

Od jakiegoś już czasu jesteśmy tacy mądrzy i wiemy, że teoria dominacji jest be i fui i możemy wyjaśnić jej pochodzenie nawet wyrwani o północy z łóżka, trener jest nam potrzebny tylko wtedy, gdy chcemy startować w poważnych zawodach (bo przecież trening z klikerem i bez mamy opanowany do perfekcji), a jak mamy prawdziwy problem, to wiemy, że trzeba iść do behawiorysty (których większość jest be i fui, bo przecież my wiemy lepiej). I z całą naszą wiedzą książkowo-internetową (ba! seminaryjną nawet) wydaje nam się, że jesteśmy tacy super.

Bardzo dobrze, że mamy swobodny dostęp do informacji. Całe mnóstwo książek i artykułów w internecie (szczególnie jeżeli nieźle radzimy sobie z językiem angielskim) troszkę nas jednak rozleniwia. We współczesnym świecie pochłaniając wiedzę często wraz z nią absorbujemy cudze opinie nie będąc w stanie ich oddzielić od obiektywnej treści (od faktów) lub też wykazujemy nadmierne zaufanie do autorytetów. Znany „pozytywny” trener coś powiedział/napisał i już bierzemy to za pewnik zamiast krytycznie przeanalizować. Tak tworzy się prawda objawiona. Z czasem zapominamy o źródle, niekiedy nawet wytłumaczenie jakiegoś poglądu/teorii nam ucieka, ale cytujemy dalej – nie wiedząc kogo albo dlaczego, bo tak się przyzwyczailiśmy lub słyszeliśmy to tak wiele razy.

I tak, kiedy już odprawiliśmy egzorcyzmy nad rodzimą kynologią wypędzając z niej (jeżeli nie całkowicie, to w dużej części) nieszczęsną teorię dominacji z całym jej wpływem na metody wychowania i tresury psów, wpadamy w pułapkę szkolenia pozytywnego. Zostawiam bez komentarza beznadziejne przypadki „ma być milusio, słodziusio i cacy” jednostek, które uważają, że wszystko poza pozytywnym wzmocnieniem (rozumianym często jako nieumiarkowane nagradzanie) jest złe, ponieważ mniej więcej trzeźwo myślący człowiek jest w stanie sobie wyobrazić, a nawet sam dojść do wniosku, że czasami użycie tak nieprzyjemnych sprzętów jak kolczatka czy obroża elektryczna ma sens i jest w pełni uzasadnione. Bardzo bym jednak chciała, żeby pozostali psiarze zastanowili się czasem powtarzając naczelne „pozytywne” mądrości.
Nie chodzi mi o to, żeby odrzucić wszelkie autorytety, lecz aby dobierać je rozważniej i nie przyjmować tego co głoszą bezkrytycznie. Ja sama bardzo się cieszę, gdy szanowany przeze mnie naukowiec, trener lub behawiorysta wyraża pogląd zbieżny z moim i traktuję to jako potwierdzenie, że nie całkiem błądzę.
Jeżeli jednak jakąś naukę próbuje „sprzedać” wam znajomy psiarz, to wzmóżcie czujność i nie udawajcie, że wszystko wiecie i rozumiecie, ale pytajcie: „Dlaczego? Po co? Skąd to wiesz? Dlaczego tak uważasz?”. Apeluję: niech długi ciąg pytań ciśnie się wam na usta!

Kilka przykładowych półprawd z podstawowego szkolenia i wychowania psa:
– Nie wolno pozwalać psu bawić się smyczą, bo będzie ją niszczył lub przygryzał podczas spacerów.
Odpowiedź: Jasne, że nie dajemy psu smyczy do żucia w wolnych chwilach i nie pozwalamy mu się nią bawić kiedy wyprowadzamy go na spacer (to by było bardzo niewygodne). Jednak nic nie szkodzi,  byśmy od czasu do czasu bawili się nią z psem, w taki sposób, aby był on w stanie wyraźnie odróżnić, kiedy wolno mu brać smycz do pyska, a kiedy nie.
– Nie wolno bawić się z psem dłońmi – pies ma wiedzieć, że nie wolno łapać pyskiem ludzkich rąk.
Odpowiedź: Pies, jeśli przyjdzie mu do głowy kogoś użreć, to i tak to zrobi. Jeśli jednak nauczymy go jak mocno można złapać nasze dłonie tak, by nie zrobić nam krzywdy, to istnieje duża szansa, że będzie w stanie kontrolować siłę nacisku.
– Nie wolno powtarzać komend – jeżeli będziemy powtarzać komendy, to pies nauczy się wykonywać nasze polecenia z opóźnieniem, dopiero po kolejnej wydanej komendzie, wiedząc, że nawet jeśli się nie spieszy i czasem nas ignoruje i tak otrzyma nagrodę.
Odpowiedź: Podczas szkolenia faktycznie dobrze jest uczyć psa, aby natychmiast wykonywał nasze polecenia. Jednak sesja szkoleniowa, podczas której skupiamy uwagę psa na sobie, różni się od prawdziwego życia, w którym ogół bodźców odwracających uwagę psa zmusza nas do powtarzania komend i nie jest to ani błąd, ani jakiś szczególny problem.
– Psa nie wolno całować, bo lizanie pysków jest to zachowanie poddańcze, wykazywane przez szczenięta,a my nie chcemy okazywać uległości psom.
Odpowiedź: Pomijając aspekt zachowania higieny, nie widzę problemu. Przeciętny burek nie skojarzy szybkiego całusa w łeb z lizaniem pyska, a przyzwyczajenie psa do tego, że ludzie przysuwają twarz do jego pyska może nam w przyszłości oszczędzić kłopotów. Nam po raz pierwszy zdarzyło się we Francji, że obca osoba wycałowała Lajkę i muszę przyznać, że byłam wtedy bardzo szczęśliwa, że mój pies zniósł to cierpliwie zamiast odgryźć pół twarzy swej fance. Czy mogłam temu zapobiec? Niestety nie, pani wydawała się miła, siedziała na murku fontanny koło Lajki i pozwoliłam jej głaskać psa. Nawet gdybym zdążyła zaprotestować przed niechcianym całusem, to raczej nie jest wskazane wydawanie nerwowych dźwięków, kiedy obcy trzyma twarz przy pysku naszego psa.
Nie jestem pewna, czy na zdjęciu na samej górze daję piesie buziaka, czy tylko ją przytulam.

Najważniejsza rzecz jednak, to że każdy ma prawo wychowywać swojego psa w sposób jaki mu odpowiada i uczyć go tego, co uważa za ważne i korzystne przy użyciu wybranych przez siebie metod (oczywiście o ile nie wyrządza w ten sposób krzywdy psu i nie szkodzi otoczeniu). Każdy może kierować się prawdami, półprawdami lub g*wno prawdami, które sam wybiera i nic nam do tego, w myśl zasad, że prawda „moja jest mojsza niż twojsza” i „wolnoć Tomku w swoim domku”.

I jeszcze prowokacyjnie – kilka zdjęć przedstawiających zabawę straszliwym, demonizowanym patykiem (mój pies, moje zasady):

To miał być post namawiający do krytycznego myślenia – absolutnie nie hejterski – nie będę jednak kryć, że powstał jako sprzeciw po porcji bzdur, które ostatnimi czasy udało mi się przeczytać w internetach oraz usłyszeć od znajomych psiarzy.

Jeżeli udało się wam dobrnąć do końca, to mam jeszcze szybkie pytanie: Co dokładnie oznacza słowo „pozytywne” w terminie „szkolenie pozytywne”? Bo niestety wiele osób nie wie lub myśli, że wie będąc w błędzie.

Może Ci się spodobać

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    AsiaSml
    21/04/2014 o 19:17

    Zdjęcia z patykiem – super! Boniaczkowa też uważa, że to najlepsza zabawka! A ja w pełni się z Tobą zgadzam! Rad chętnie wysłucham, ale jakieś tam pojęcie mam i rzeczywiście zdroworozsądkowe podejście się przyda. Pozdrawiamy, Asia i Bona http://piesoswiat.blogspot.com/

    • Odpowiedz
      filozof
      22/04/2014 o 04:35

      Tak trzymać 🙂
      Trochę mi się goryczy ulało, bo ile można słuchać ludzi, z których każdy ma swoją jedyną słuszną teorię i jeszcze nierzadko wypowiada się z pozycji samozwańczego autorytetu 😉
      A patyk ma podwójną złowrogą moc, bo nie dość, że pies się nim pewnikiem zakrztusi i udusi, to jeszcze nie będzie chciał z nami współpracować, bo sobie znajdzie patyk i będzie się bawił sam 😉

  • Odpowiedz
    Ola Mikler
    22/04/2014 o 20:24

    Zgadzam się ale w ogóle to jest przykre co się dzieje :P. Każdy teraz ma coś do powiedzenia niekoniecznie mając wiedzę,bo coś przeczytał,usłyszał. No i nie każdy też zachowuje rozsądek tylko ślepo idzie jakąś drogą

    • Odpowiedz
      filozof
      24/04/2014 o 06:57

      To fakt. Mnie jeszcze denerwuje szczucie jednych grup ideologicznych na drugie, co często odbywa się już na poziomie "czym karmić psa".

  • Odpowiedz
    DeeDee
    25/04/2014 o 13:02

    Prawda jest taka, że to, o czym piszesz, dotyczy nie tylko psiego wychowania, ale dosłownie każdej dziedziny życia: żyjemy w kraju, w którym mieszka 40 milionów ekspertów od wszystkiego. Najlepiej widać to w niszowych sportach, kiedy nagle jakiś Polak zaczyna wygrywać i każdy z dnia na dzień staje się specjalistą od np. panczenów. 😉

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *