Z psem w restauracji: El Popo

Nie ma to jak dać się zaskoczyć czymś miłym. Taka niespodzianka spotkała mnie kiedy pewnej niedzieli szukaliśmy z Najlepszym Mężem jakiegoś fajnego miejsca, w którym moglibyśmy zjeść obiad. Ja zastanawiałam się na jaki posiłek mam ochotę, a Najlepszy przeglądał serwis z ocenami restauracji filtrując, do których z nich można wejść z psem. W końcu niedzielny obiad najlepiej smakuje kiedy rodzina jest w komplecie, nieprawdaż? Okazało się, że przyjaznym psom lokalów gastronomicznych różnego rodzaju w Warszawie jest całe mnóstwo – jeśli uwierzylibyśmy temu, co podawane jest w internecie. I już myślałam, że będziemy długo wybierać, kiedy okazało się, że jako takie oznaczone jest również El Popo.

To miejsce, do którego Najlepszy zabrał mnie kilka razy kiedy
jeszcze nie był Mężem, a Lajeczki nie było wcale na świecie. Kojarzy mi się bardzo przyjemnie, żeby nie powiedzieć „z młodością”, bo w moim wieku to byłaby przesada. Prawdopodobnie jest to najlepsza w Warszawie restauracja z meksykańskim jedzeniem. Chociaż przyznaję, że mogę nie kojarzyć, jeśli coś nowego w tym rodzaju pojawiło się na mieście. Podsumowania robi się na ogół na końcu, ale ja od razu mogę napisać, że w tym miejscu niewiele się zmienia (i to jest duży plus): jedzenie jest smakowite, a obsługa profesjonalna.

Dla pewności przed wyjściem z domu zatelefonowaliśmy do restauracji, by
upewnić się, że można do El Popo wejść psem. Nie jest to konieczne, ale
wybierając lokal przez internet można zostać wprowadzonym w błąd, więc
zawsze lepiej zadzwonić i sprawdzić od razu czy nas przyjmą, niż potem
stać z pustym żołądkiem pod drzwiami i w pośpiechu szukać czegoś innego.
To ostatnie nam się kiedyś przydarzyło i wcale nie było zabawne.

Trudno powiedzieć, czy lokalizacja restauracji jest dobra. Z jednej strony: znajduje się ona w środku miasta i zawsze łatwo do niej dotrzeć. Z drugiej: bliskość Opery Narodowej sprawia, że wieczorami (szczególnie w weekend) bardzo trudno zaparkować gdzieś w okolicy. Nam trudna sztuka znalezienia miejsca parkingowego udała się po jednym objeździe okolicy, ale nie zawsze jest tak łatwo.

Na miejscu powitano nas i zaproponowano miejsce przy wejściu. Byłam odrobinę zawiedziona. Lajka jest na ogół grzeczna i poprawnie zachowuje się w miejscach publicznych, ale myślę, że warto psu wynagrodzić jego cierpliwość i opanowanie zapewniając ustronne miejsce, w którym będzie mógł odpocząć, a nawet pospać. Pies przy drzwiach narażony jest na kontakt z każdą przechodzącą osobą, co może zburzyć jego spokój i niepotrzebnie go podekscytować. Na szczęście była to chwilowa sytuacja. Wkrótce przygotowano stolik obok i od tej chwili wszystko było w porządku.
 

W misce jest cudowny napis „Psy górą”

Kiedy w barach i restauracjach pytają mnie „Czy przynieść wodę dla pieska?”, z reguły grzecznie dziękuję. Lajka rzadko pija z cudzych misek, a ja nie widzę powodu by dodatkowo fatygować kelnera, jeśli mały rozkapryszony potwór pewnikiem i tak nie skorzysta z tej uprzejmości. Tym razem nie było mnie przy stoliku i kiedy się przy nim pojawiłam tuż obok stała duża miska dla psa. I po raz pierwszy mój pies napił się z restauracyjnej miski. Normalnie cud się zdarzył.

Na przystawkę zamówiliśmy dwa rodzaje Quesadillas (z chorizo i kurczakiem), a na danie główne  Fajitas de camaron (krewetki grilowane z warzywami i tortille) oraz Bistek azteka (stek z polędwicy z dodatkami). Do picia zamówiliśmy wodę i sok, a ja skusiłam się jeszcze na truskawkową margaritę (pyszota). Podanie zamówionych dań poprzedziło pyszne czekadełko w postaci nachosów z sosem – chociaż nam nie trzeba dodatkowo zaostrzać apetytu.

Po zjedzeniu quesadilla i rozpoczęciu dania głównego zaczęłam się zastanawiać czy jednak nie przesadziłam. Wszystkie dania w El Popo są rozsądnych rozmiarów (nie ogromne, ale duże), co oznacza, że niewiasta o średniej pojemności żołądka może się najeść samą przystawką. W jedzeniu krewetek musiał mi już pomóc Najlepszy Mąż – i to wcale nie znaczy, że on był głodny. To jedno z tych miejsc, w których można zjeść „trochę” więcej „z łakomstwa”. Za obiad dla dwóch osób zapłaciliśmy 212 złotych (cena podana bez napiwku). Może to nie jest mało, ale zjedliśmy naprawdę smacznie, dużo (to było też trochę przerażające – ile ja mogę zjeść) oraz w miłym otoczeniu. Myślę, że warto podkreślić, że wszyscy byliśmy odpowiednio obsłużeni. Tu mam na myśli również to, jak obsługa traktuje osoby z psami i chodzi mi o prawdziwy profesjonalizm, czyli całkowicie naturalne zachowanie. Miło jest gdy nasze oczekiwania są spełnione, a nie doświadczamy dysonansu poznawczego – szczególnie w przypadku aspołecznych jednostek, z których składa się nasza rodzina 😉

Lajson, Najlepszy i Pańciunia polecają:
El Popo
ul. Senatorska 27
http://kregliccy.pl/elpopo/

UPDATE: Od czasu jak odkryliśmy możliwość wejścia do El Popo z psem bywamy tam częściej – polecam wszystkie owocowe margarity 🙂
W ostatnie wakacje odświeżono wnętrze restauracji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *