Akcesoria

Wybór smyczy dla psa (cz.2)

Jest to druga część tekstu (przed jej przeczytaniem sugeruję zapoznanie się z pierwszą częścią).
Ostatnio pisałam o zwykłych smyczach, więc teraz przyszła pora na poemat o smyczy automatycznej, czyli tej, którą popularnie nazywamy „flexi”. Należy jednak pamiętać, że „Flexi” to nazwa zastrzeżona przez producenta najpopularniejszych (i jak wiemy z doświadczenia najlepszych dostępnych na rynku) smyczy tego typu.*

Flexi to rodzaj smyczy z plastikową dość masywną rączką, z której w miarę jak pies się od nas oddala wysuwa się (w zależności od modelu) taśma lub linka. W rączce znajdują się dwa przyciski, które pozwalają zablokować smycz na chwilę lub na stałe (na dłuższy czas bez konieczności jej przytrzymywania) na wybranej przez nas długości. Dostępne są smycze, których całkowita długość wynosi 3-10 metrów. Długość smyczy możemy wybrać dostosowując ją do własnych potrzeb, natomiast głównym wskaźnikiem wyboru powinna być waga psa. Każdy „rozmiar” flexi jest przeznaczony dla psów do określonego ciężaru ciała. Tego parametru należy przestrzegać – wraz z podaną maksymalną wagą psa zmienia się wytrzymałość smyczy. Należy też zwrócić uwagę na rączkę, ponieważ w modelach dla mniejszych psów jest ona mniejsza i może się okazać, że niektórym opiekunom psów będzie trudno ją utrzymać w dłoni.
Obecnie można kupić nie tylko smycze automatyczne w różnych kolorach i o różnych wzorach rączki i na rączce, ale też z dodatkami takimi jak np. pojemnik na woreczki na psie odchody, czy latarka.

Po lewej: ściągnięta flexi – pozostawiona w stanie bez blokady. Po prawej: flexi ze zmienionym ustawieniem przycisków – zablokowana na wybranej długości.

Pies prowadzony na flexi, o ile nie jest ona zablokowana na konkretnej długości, cały czas czuje lekkie napięcie (mechanizm cały czas ściąga flexi, a pies ją wyciąga), dlatego ten rodzaj smyczy najlepiej sprawdza się przypięty do szelek, w których nacisk rozkłada się na większej powierzchni klatki piersiowej. Jak wspomniałam nie jest on szczególnie silny i większość psów szybko się do niego przyzwyczaja, jednak nie jest to komfortowe uczucie i nie ma potrzeby, żeby pies odczuwał je na tak delikatnej części ciała jaką jest szyja – po prostu w takim wypadku zrezygnujcie z obroży. Absolutnie nie powinno używać się takiej smyczy przypiętej do kolczatki, obroży zaciskowej lub półzaciskowej. Proponuję małą próbę: przymierzcie obrożę swojego psa, podepnijcie do niej flexi i rozciągnijcie za plecami, tak aby nacisk rozłożył się na najwrażliwszej części waszej szyi, pobawcie się nią chwilę w ten sposób. Może nie będzie źle, ale fajnie też nieszczególnie.

Flexi najlepiej używać wtedy, gdy chcemy psu dać więcej wolności, a różnych względów nie możemy go puścić luzem (np. zabraniają tego przepisy lub teren nie jest całkiem bezpieczny), natomiast użycie linki w danych warunkach byłoby kłopotliwe (np. na spacerze w mieście). Tu trzeba zastrzec, że spacer na smyczy automatycznej nie może być traktowany jako zamiennik czy nawet namiastka spuszczania psa ze smyczy. Na flexi pies nie może przemieszczać w taki sposób, w jaki robiłby to bez smyczy. Nie może się rozpędzić, swobodnie biegać i węszyć, bawić się z innymi psami ma do dyspozycji teren o promieniu kilku metrów, którego centrum jest człowiek. Szczególnie przestrzegam przed zabawą z drugim psem jeśli jeden pies jest prowadzony na smyczy automatycznej – łatwo można w ten sposób doprowadzić nie tylko do zaplątania się w smycz ludzi i psów, ale też  w wyniku tego do drobnych (i poważniejszych) urazów u przedstawicieli obydwu gatunków.

Pamiętajmy też, że flexi możemy użyć jak zwykłej smyczy, czy smyczy przepinanej, blokując ją na odpowiadającej nam długości i ewentualnie zmieniając tę długość podczas spaceru, jeśli jest taka potrzeba. Muszę jednak zaznaczyć, że ze względu na plastikową rączkę nie jest to najwygodniejszy sposób użycia.

Przy okazji pisania o smyczach automatycznych muszę odnieść się do kilku zarzutów przeciwko nim, o których wspominałam w poprzednim tekście.

Jeden z nich mówi, że pies będąc przypiętym do tej smyczy czuje napięcie i w zasadzie cały czas ciągnie – jest to w tym wypadku skuteczna taktyka – pies żeby dokądkolwiek dojść musi to robić, cały czas przemieszcza się w ten sposób i w ten sposób wzmacniane jest u psa ciągnięcie. Ten zarzut nie przekonuje mnie do końca. Przecież psy na ogół nie idą, szarpiąc się na rozciągniętej na całą długość flexi. Jeżeli zaś by tak było, to zarzut ten można by odnieść do każdej innej smyczy. Natomiast nieustające lekkie napięcie, z którym mamy do czynienia w przypadku flexi jest dużo delikatniejsze, niż siła z jaką pies musiałby ciągnąć na smyczy, żeby przeszkadzało to przeciętnemu właścicielowi psa. Rozumiecie do czego dążę? To wyczuwalne napięcie jest całkiem niewspółmierne do tego, co normalny właściciel identyfikuje jako ciągnięcie na smyczy. Psy przyzwyczajone do flexi całkowicie je ignorują i wiedzą kiedy smycz jest zablokowana. To jednak dotyczy psów nauczonych chodzenia na luźnej smyczy, a zrozumienia tego, czym jest luźna smycz, nie ułatwimy psu prowadzając go na flexi i na niej go tego raczej nie nauczymy. Musimy zapamiętać, że flexi to nie jest smycz do nauki – nie jest to narzędzie szkoleniowe, ale sprzęt spacerowy.
Inny zarzut dotyczy zaburzenia komunikacji na linii człowiek-pies. Faktem jest, że na flexi trudniej jest kontrolować psa, biorąc również pod uwagę, że nadużywanie guzika do blokady smyczy jest bezsensownym szarpaniem psa. Dlatego warto zacząć korzystać z tego rodzaju smyczy, gdy pies nauczony jest już ładnego chodzenia na smyczy, kiedy wie co oznacza ten sznurek nie pozwalający mu się zbytnio oddalić oraz w momencie, gdy pies ma opanowane zatrzymywanie się na komendę a także podchodzenie do nas na komendę. W takim wypadku możemy zablokować, czy skrócić i zablokować smycz po wydaniu komendy psu bez zbędnego szarpania się nawzajem. Spacer przeprowadzony w taki sposób będzie przyjemny dla obu stron. Pamiętajmy, że pies nienauczony posłuszeństwa i współpracy, jeśli rozpędzi się na tych dostępnych dla niego kilku metrach, to może pociągnąć nas o wiele mocniej niż na zwykłej smyczy. Biorąc pod uwagę jak trudno zwinąć ręcznie flexi by ściągnąć psa do siebie (nie tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, ale choćby wtedy, gdy zbliżamy się do przejścia przez jezdnię) musimy pamiętać, że nasza ogólna kontrola nad psem powinna być na wyższym poziomie niż w przypadku, gdy używamy tylko zwykłych smyczy.
To co postuluję, to w tym wypadku wykorzystanie innego sposobu komunikacji. Lekkie machnięcie (które w żadnym przypadku nie jest szarpnięciem i nie powinno być nieprzyjemne) nie pomaga nam już w komunikacji z psem. Flexi nie da się wykorzystać w ten sposób, więc musimy komunikować się z psem werbalnie. W mojej opinii flexi nie zaburza komunikacji z psem – po prostu uniemożliwia nam korzystanie z jednego kanału. Na szczęście mamy inne do dyspozycji. My natomiast powinniśmy obserwować psa, by odbierać od niego informacje.
Flexi jak wszystko jest dla ludzi, ale… jeden człowiek przy użyciu noża i widelca zje posiłek, drugi wykorzysta je do zadźgania sąsiada. Nie ma nic złego w narzędziu jako takim, problem jest z użytkownikami, którzy nieumiejętnie się z nim obchodzą. Należy uważać, by było ono prawidłowo i etycznie wykorzystywane. Opiekun psa, który chce używać flexi, powinien nauczyć się to odpowiednio robić i chociaż mechanizm jest dość prosty, wymaga to od człowieka pewnej zręczności i refleksu, by sprawnie operować blokadą oraz nie zaplątać siebie i psa w linkę.
Tak więc: jeżeli jesteś doświadczonym opiekunem psa, pies rozumie i jest posłuszny twoim komunikatom werbalnym, kontrolujesz go, gdy jest puszczony luzem oraz umiesz operować smyczą automatyczną, to może być ona dla ciebie wygodnym i przydatnym narzędziem.

Linką na ogół nazywamy długi sznur z liny, taśmy, tworzywa sztucznego lub skóry z karabińczykiem na jednym końcu, ale bez rączki na drugim, o długości ok. 5-20 metrów (przy czym najpopularniejsze są te średnie o dł. 10 m).

„Prawie” linki (obie posiadają rączkę) o dł. 10 m – po lewej stronie z liny, a po prawej z taśmy.

Wybierając linkę należy znaleźć kompromis pomiędzy trwałością i wytrzymałością materiałów, z których jest zrobiona, a ich wagą. Mały pies nie powinien nieść na sobie zbyt ciężkiego karabińczyka (a te przy linach są często bardziej solidne i masywne niż przy smyczach), a (średnio) 10 metrów dowolnego materiału, z którego zrobiona jest linka też potrafi sporo ważyć. Ważne by linka nie nasiąkała wodą (lub o ile to możliwe jak najmniej nasiąkała), ponieważ to dramatycznie zwiększa jej ciężar, powodując u psa nie tylko dyskomfort zamiast przyjemności ze spaceru, ale też może wpłynąć na jej odczuwanie, a przez to na zachowanie psa. Przydałoby się też, aby wybrana przez nas linka była łatwa do czyszczenia, bo to, że będzie się brudzić, jest pewne ze względu na sposób jej użycia (dość często linka leży na ziemi). W zestawie do niej dobrze jest zaopatrzyć się w solidne rękawiczki bez palców, żeby chronić dłonie przed obtarciami i brudem (a jednocześnie nie zmieniać chwytności rąk).

Rączka przy lince nie jest nam potrzebna, ponieważ niezależnie od tego, czy używamy jej do nauki podstaw posłuszeństwa, czy do sportu, nie trzymamy jej za koniec jak smyczy. Używamy jej w inny sposób – na ogół rzucamy ją na ziemię i używamy w ostateczności do zatrzymania psa. Ułatwieniem, wykorzystywanym przez wiele osób, jest zawiązanie kilku supełków umieszczonych w pewnej odległości od siebie na końcu bez karabińczyka. Łatwiej za nie chwycić, ale przede wszystkim dzięki nim istnieje możliwość zatrzymania uciekającego psa przez przydepnięcie linki bez ryzyka, że prześliźnie się ona pod podeszwą buta.

Osobiście jestem zwolenniczką przypinania linki do szelek, a nie do obroży. Poza często znaczącym ciężarem samej linki i karabińczyka, istnieje ryzyko zaplątania się linki w coś (np. krzak, w mieście kosz na śmieci) i szarpnięcia psa.

Niewątpliwym plusem linki jest to, że możemy mieć dwie wolne ręce do szkolenia psa, a jednocześnie pewność, że pies nam nie ucieknie.

W odróżnieniu od flexi linka jest bardzo dobrym narzędziem szkoleniowym, często używanym do nauki przywołania. Przydatna jest jednak w każdej sytuacji, gdy chcemy symulować puszczenie psa luzem, a jednocześnie nie mamy nad nim tyle kontroli, by naprawdę to zrobić.
Linka niezależnie od tego, czy rzucamy ją na ziemię, czy jej koniec trzymamy w rękach nie jest najłatwiejszym narzędziem (są i tacy nadgorliwcy, którzy cały czas trzymają linę zwijając i rozwijając ją z zależności od potrzeb, ale nie jest to szczególnie wygodne). Obtarcia rąk i nóg u jej użytkowników nie są rzadkimi urazami. Biorąc pod uwagę, że użycie linki nie jest łatwe (wymaga koordynacji i refleksu) oraz nie jest przyjemne (linka się brudzi, trzeba cały czas jej pilnować, by się nie zaplątała i by nie zrobić nią sobie lub komuś krzywdy), zalecałabym użycie jej tylko w celach szkoleniowych. Na przykład w czasie, gdy uczymy psa podążania za przewodnikiem i przywołania, czyli podstaw pozwalających nam później puszczać psa bez smyczy. Wyjątkiem oczywiście są sporty takie jak np. tropienie, w którym pies idzie prowadzony na lince.

Z mniej typowych smyczy, z którymi możecie się spotkać, wymienić można jeszcze „smycz z obrożą”, czyli tak zwaną startówkę. Jest to smycz z rączką z jednej strony i pętlą na szyję psa z drugiej (pętla może być blokowana lub nie). Wykorzystywana w sportach, w których pies startuje bez obroży (np. agility) – pozwala na szybkie (w zasadzie jednym płynnym ruchem) pozbycie się całego niepotrzebnego sprzętu tuż przed startem.

Od góry: smycz z linki z pętlą, nasza startówka w barwach Placu.

* W tekście używam nazwy „flexi” ponieważ zwyczajowo przyjęło się określać w ten sposób wszystkie smycze automatyczne.

Pierwsza część tekstu: Wybór smyczy dla psa (cz.1)

Może Ci się spodobać

5 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *