Podróże

Wakacje z psem: Turyn (dzień czwarty)

Trochę dyskutowaliśmy przed czwartym dniem naszej podróży, o tym dokąd się udamy. Propozycje były dwie: Turyn lub Mediolan. Jeżeli kiedyś staniecie przed takim wyborem, to podaję wam jedyną słuszną odpowiedź: Mediolan. Ja przedtem nie byłam w Turynie, więc postanowiliśmy się tam udać.

Co tu dużo mówić – włoskie miasto jak włoskie miasto. Dziwny ruch drogowy, ludzie mówią głośno i gestykulują, a na każdym rogu jakiś zabytek po Romanie. Swoją drogą łebski facet był ten Roman, że gdzie nie pojechał to coś postawił (cała nasza podróż była pod znakiem Romana) i ile on podróżował*. Dla amatorów do zwiedzania kilka muzeów, kościołów i rzecz jasna jakieś palazzo, czy dwa też się znajdą. Lajki, jak widać na zdjęciu po lewej, nie urzekł – chyba za mało zieleni i za wąskie chodniki. W związku z naszym brakiem zainteresowania czymkolwiek, co oferował Turyn, skończyło się na włóczeniu (momentami trochę bez celu) i oglądaniu bardzo znanych budowli i niezwykłych zabytków.

Jako klasyczna ciapa nie sprawdziłam jakie są przepisy dotyczące psów i starałam się podglądać miejscowych. Materiału miałam sporo, bo na rasowce i kundelki natykaliśmy się na każdym rogu, jednak część była na smyczy, a część luzem. To piesa też raz na smyczce, a raz bez sobie hasała, w zależności od natężenia ruchu (na smyczce jednak trudniej się zgubić).
A wyglądało to mniej więcej tak:

Taka zwyczajna ulica.

Dekoracja placu.

 

Chwila zabawy w parku.

Cudowna architektura.

O, tam jest zielono! Ale my tam nie doszliśmy 🙁

Powrót do hotelu.

* Taki tam żart 😉

Może Ci się spodobać

Brak komentarzy

    Zostaw odpowiedź

    Proszę uzupełnić poniższe działanie: *