Podróże

Wakacje z psem: Saint-Tropez i Cannes (dzień jedenasty)

W końcu udaliśmy się na podbój Lazurowego Wybrzeża. Niestety okazało się, że na prawie każdej plaży znajduje się zakaz wprowadzania psów. Dokładnie: jadąc drogą wzdłuż wybrzeża, w każdej miejscowości plaże były tylko dla ludzi, a że jedno miasteczko praktycznie stykało się z kolejnym, to pies nie miał szansy pohasać nad wodą. Oczywiście Francuzi nie byliby sobą, gdyby zakaz ten nie był notorycznie łamany. Tego dnia mieliśmy poważny plan by zwiedzić Saint-Tropez i Cannes oraz napawać oczy lazurowym kotem, i tak uczyniliśmy.

W tym miejscu sezon się jeszcze nie skończył, co potwierdzały tłumy turystów oraz śmiałkowie wciąż kąpiący się w morzu. Mijaliśmy sporo Polaków i co mnie trochę zdziwiło – ich psów. Chociaż głównie były to mikrociapki, czyli psiaki w rozmiarze nie komplikującym dodatkowo trudów podróży.

Z rzeczy, które mnie najbardziej zdziwiły – do McDonald’s w Cannes można wejść z psem – widziałam na własne oczy. Był to chyba pierwszy sieciowy lokal fastfood, do którego udałoby się wejść Lajce, ale niestety zostawiłam ją na zewnątrz (oczywiście nie samą). Druga rzecz to popularność gry w bule. Grają głównie starsze osoby, często na miejskich skwerach (jeżeli nawierzchnia pozwala) i nie da się ich nie zauważyć.
I jeszcze Pałac Festiwalowy w Cannes – jest tak mały i brzydki, że nikt normalny nie może go w pierwszej chwili rozpoznać.

A teraz tradycyjnie:

Po drodze nad morze.

Znaleźliśmy.
Saint-Tropez.

 

Photobombing – level Lajeczka, czyli sama słodycz.

I jeszcze morze…
 

… i miasto.

A to nasz przewodnik po cytadeli („proszę państwa, oto dziura w murze”).

Pojemnik na woreczki pusty jak u nas, i przez chwilę można się poczuć jak w domu.

Żeby nie było, że kłamiemy: morze i miasto jednocześnie 😉

Odpoczynek pod platanami – to prawdopodobnie najpopularniejsze tam drzewa.

Po drodze do Cannes.

Pierwsze, co rzuca się w oczy w Cannes. Tu nie odpuścisz sprzątania po psie, bo „psich stacji” nie da się nie zauważyć – są wielkie, niebieskie i natkniesz się na nie na każdym kroku. Z boku przypadkowo złapany pan grający w bule.

Palmy być muszą.

„Cywilizowane” grodzone plaże z barami. Zgaduję, że na te można się wbić z psem, jeżeli nie normalnie, to za odpowiednią opłatą.

W poszukiwaniu Pałacu Festiwalowego, czyli najbardziej niepozornego i paskudnego budynku.

Lajka na czerwonym dywanie. „Co ja tutaj robię?”

„Ufff… można uciec.”

Walizka też chce zażyć sławy.

Na koniec: w starszej części miasta.

Może Ci się spodobać

2 komentarze

  • Odpowiedz
    Ola Mikler
    15/04/2014 o 15:34

    Byłam tam,piękne miejsce :).

  • Odpowiedz
    Anonimowy
    19/05/2015 o 21:13

    To prawda, pałac jest paskudny, stałam kiedyś pod nim kilka minut i do głowy mi nie przyszło, że to ten budynek 🙂 Aleksandra U 🙂

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *