Podróże

Wakacje z psem: Arles, Avignon i Gordes (dzień dziesiąty)

Po tym jak pogoda prawie zepsuła nam końcówkę pobytu we Włoszech, Prowansja postanowiła rozpieszczać nas słońcem. Zwiedzanie zaczęliśmy od trzech urokliwych miasteczek: Arles, Avignon oraz Gordes. Dla prawdziwego psiarza może nie był to dzień idealny – leniwie plątaliśmy się po chodnikach, odhaczając kolejne zabytki na liście do zwiedzenia (m.in. kościoły i klasyczne ruiny po Romanie), ale było przyjemnie. Lajka zbierała same komplementy (a Francuzi potrafią wyrażać zachwyt – dzikie szczebiotanie brzmi w ich języku fantastycznie), zaś ja co i rusz wychwytywałam słowa oznaczające „piękne”, „uszy”, „oczy” itp.

Piesa była też po raz pierwszy wycałowana przez obcą osobę na ulicy i zniosła to dzielnie. Mnie niestety w tej chwili zamurowało i nie mogłam złożyć sensownego zdania w jakimkolwiek języku włącznie z ojczystym. Bo jak to tak? Rzucić się na obcego psa i obcałować go po pyszczku? Winą za to zachowanie obarczam francuski temperament. Zwiedzanie okazało się bajecznie proste – miałam wrażenie, że w tym kraju ludziom jest wszystko jedno, czy pies spaceruje na smyczy, czy bez.
Poniżej fotorelacja:

Po prawej katedra św. Trofima w Arles.

Pod katedrą – dobra miejscówka, by poczekać na zwiedzającego Najlepszego Męża.

Po prawej amfiteatr w Arles, który można zwiedzać z psami (psy bezpłatnie).

Dzika zwierzyna w okolicach amfiteatru.

Jak napisałam – miejsce urokliwe.

My na tle amfiteatru. Wahanie Lajki – do pańci czy do pańcia.

Odpoczywamy na murku nad rzeką.

Parking w Avignon – zwróćcie uwagę na maleńki obrazek na podłodze (piesek, dziewczynka i chłopczyk).

Pałac papieski w Avignon.

Może nie „papieskie kremówki”, ale za to „Delicje Papieskie”.

Spójrzcie po lewo – niestety ze względu na słabo zaznaczone krawężniki (tutaj jeszcze nie jest najgorzej), Lajka miała czasami problem z odróżnieniem chodnika od jezdni.

Psia stacja – było ich sporo, ale nie we wszystkich były woreczki.

Lajka na słynnym moście w Avignon.

Kiedy wzrost nie pozwala na obejrzenie czy też dokładne powąchanie czegoś, pańcia przychodzi z ratunkiem.

Po lewej Gordes.

W samym mieście było…

…stromo…

…malowniczo…

… i romantycznie.

I na koniec informacja, że blogger mnie pokonał. Chciałam zaktualizować czytane przeze mnie blogi w zakładce po prawej stronie, ale udało mi się tylko skasować wszystko, co tam było. Czekam na jakieś lepsze dni bloggera, bo na razie nic nie mogę z tym zrobić. Mam nadzieję przeczekać ten błąd. Mieliście kiedyś taki problem?

Może Ci się spodobać

2 komentarze

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *