Spacer z psem po Kampinoskim Parku Narodowym: Palmiry

Ostatnio tak nam się aura zepsuła, że możemy tylko z tęsknotą wspominać długie spacerki na słoneczku. W weekend prawie cały czas padało, więc ograniczałyśmy się do dreptania po okolicy. Za to półtora tygodnia temu udało nam się podjechać do Kampinoskiego Parku Narodowego. Ze względu na niewielką odległość jest to najczęściej wybierany przez nas weekendowy teren spacerowy. I, nie pyszniąc się, sporą część szlaków mamy już przedreptane – w istocie nie ma się czym chwalić, bo to nie jest wcale duży park 😉

Spacer nie był zbyt długi, przeszliśmy ok. 12 km (sporadycznie przydarzają nam się trasy po dwadzieścia parę kilometrów). Zrobiliśmy pętlę: wyruszając z parkingu przy lesie w Palmirach czarnym szlakiem, który przy cmentarzu i muzeum zmieniliśmy na czerwony, a następnie wróciliśmy do tego samego punktu po zmianie szlaku na żółty przy Mogilnym Mostku.

Warszawiacy  z pewnością kojarzą Palmiry właśnie z powodu cmentarza – ważnego miejsca w historii II Wojny Światowej. Jednak ani cmentarz ani muzeum nie są miejscami na spacer z psem.
Wybraliśmy akurat taką trasę, ponieważ tamtego dnia nie mieliśmy czasu, by bardziej oddalić się od miasta. Z reguły staramy się dojechać do odleglejszej części lasu – to gwarantuje nam spotkanie z minimalną liczbą turystów, a co za tym idzie spokój. W każdy cieplejszy dzień, w Kampinosie roi się od spacerowiczów, rowerzystów i tych z kijami, a w sezonie także grzybiarzy (chociaż zbieranie runa leśnego jest w Parku zabronione).

Wszystkie części trasy już kiedyś przebyliśmy (niektóre kilkukrotnie) jednak nie było to problemem, ponieważ wielką zaletą Kampinosu są naprzemiennie ułożone kontrastowe tereny – pasma wydm i obszary bagienne, co zapewnia zmienność krajobrazu i różnorodność roślinności. A tak mniej poetycko – można iść, gapić się i człowiek się nie nudzi, bo obrazki się zmieniają – raz jest piaseczek i sosenka, a raz bajorko i chaszcze. Pieskom z pewnością spodobają się szczególnie bagienka. Nam frajdę może sprawić  „polowanie” na zwierzynę, która wcale nie chowa się gdzieś głęboko – oczywiście jeśli zabieramy psa, to napotkanie na swojej drodze np. dzika może nie być dla nas aż tak przyjemną rozrywką (bo, że jednak będzie atrakcją, to pewne). W każdym razie, dość łatwo tu spotkać łosia, który jeśli nie będziemy zachowywać się jak dzicz w dziczy, raczej nie będzie się kwapił, by przed nami uciekać.

Muszę jeszcze dodać, że jest to wycieczka raczej dla zmotoryzowanych, ponieważ zarówno do parkingu we wsi,
jak i tego przy muzeum, nie da się dojechać warszawską komunikacją miejską. Do
cmentarza kursuje autobus, ale jeżeli dobrze pamiętam, tylko w okolicach
Wszystkich Świętych. Do samych Palmir dojeżdżają autobusy linii BIS Komunikacji Miejskiej Łomianek (z Metra Marymont). Nie orientuję się jednak, gdzie dokładnie we wsi znajduje się przystanek. Wytrwali wędrowcy mogą jednak zdecydować się na dojście do Palmir drogą od pętli autobusowej w Truskawiu (linia 708 z Metra Młociny).
Samochodem najwygodniejszy dojazd jest drogą krajową nr 7 (trasa na Gdańsk). Jest też możliwość dojazdu od strony Truskawia, jednak ta droga nie jest w najlepszym stanie, więc nie polecam.

4 thoughts on “Spacer z psem po Kampinoskim Parku Narodowym: Palmiry

  • 24/03/2014 at 06:09
    Permalink

    Przez długi czas mieszkałam niedaleko Puszczy Kampinowskiej i bywałam tam regularnie. Ludzie zbierają grzyby, łazą poza szlakami – masakra. Warto wspomnieć ze pies w Puszczy na być na smyczy. Mam psa mysliwskiego i chodzimy po lasach na 15 metrowej lince. Ale psów na smyczach w Puszczy nie widywałam – zawsze sa puszczone luzem a na mnie ludzie tylko dziwnie sie gapia że swojego prowadzam na 15 metrowym sznurku … Tylko że tak jak napisaliście – spotkanie łosia czy dzika nie jest zadnym problemem i wtedy może byc problem.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Reply
    • 26/03/2014 at 07:46
      Permalink

      Niestety ten park narodowy rządzi się swoimi prawami – nikt go tak dokładnie nie pilnuje (jak pozostałych), okoliczni mieszkańcy taktują jak zwykły lasek przy domu, a weekendowi przyjezdni z Warszawy nie są lepsi. Też jakiś czas mieszkałam w pobliżu, a część mojej rodziny pochodzi z okolic puszczy, więc znam mniej więcej temat. Jeżeli chodzi o psy, to w Kampinosie jest problem nie tylko ze spacerowiczami z psami puszczonymi luzem, ale też z psami z okolicznych wsi, które same sobie chodzą na spacery. Kilka razy zdarzyło mi się spotkać taka grupę i nie było to komfortowe przeżycie.
      Jakiś czas temu przeglądałam przepisy i jeżeli dobrze wszystko zrozumiałam, to w naszym pięknym kraju psa w ogóle nie wolno puszczać luzem w lesie (nawet w prywatnym), co moim zdaniem jest przesadą.
      Wam się chwali, że chodzicie na lince, ale niestety wciąż mamy może niedoświadczonych/niedouczonych właścicieli psów, którzy uważają, że pies po prostu jest i tyle.

      Reply
    • 26/03/2014 at 09:48
      Permalink

      w prywatnym też nie? Dziwne. Ogolnie w Polsce nigdzie nie wolno spuszczac psa ze smyczy. Luzem moze latac tylko po wybiegach. Moim zdaniem to przesada. Jednak parki narodowe to co innego i tu psy powinny byc na smyczach itp.
      A spotkanie grupy psów bez opiekunów to bardzo stresujące przeżycie. Nas z Berkiem czasem gania psiak który wyłazi przez dziurę w okolicznym domu. I jest tylko jeden a i tak się stresuję …

      Reply
    • 26/03/2014 at 19:10
      Permalink

      Jasne, nie sposób się nie zgodzić, że parki narodowe powinny być należycie traktowane przez psiarzy.
      Tak jak napisałaś – w Polsce można puścić psa luzem na wybiegu, albo jeśli się ma hektary (tylko nie lasu) – moim zdaniem sytuacja głupia i dramatyczna, bo przy odpowiednich regulacjach prawnych np. obowiązkowych szkoleniach i egzaminach, można by znacząco ułatwić życie zarówno zapsionym jak i pozostałej części społeczeństwa.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *