Opinie

Po co nam smycz?

Widzicie zdjęcie po lewej stronie? Pies, za nim ulica, opiekun jak można się domyślać w pewnym oddaleniu. Groza! – nic dodać nic ująć. Pewnie tego pieseła zaraz przejedzie autko. Jak nic za chwilę coś strzeli, błyśnie i pies w popłochu właduje się pod koła samochodu, który akurat będzie przejeżdżał (choćby ulicą tą nic nie jechało od lat dwudziestu). A właściciela tego psa, to lepiej zamknąć od razu, gdyż krzywdzi zwierzę niewinne i społeczeństwo naraża na straty fizyczne, materialne i moralne.
Dobra, tak sobie tylko żartuję – nawet nie wiem dokładnie, gdzie było zrobione to zdjęcie. Lajka ma na nim minę zobojętniałą, a nawet gdyby zdecydowała się na szaloną ucieczkę, to raczej nie będzie marnowała czasu na w tył zwrot, ani tym bardziej biegła tyłem, więc prawdopodobnie wpadnie na ukochanego pańcia, który ją właśnie postanowił uwiecznić w tym malowniczym zakątku.
To taki wstęp do rozmyślań, które można zatytułować „co z tą smyczą?”.

Ja mam stosunek do smyczy ustalony: nie cierpię. Uważam, że to okropne – tak zmuszać uczciwych ludzi do paradowania po mieście z kawałkiem sznurka, czy taśmy w ręku. Możecie powiedzieć, że nie umiem się smyczą posługiwać – bo w istocie nie jest to takie proste zadanie, ale dla mnie jest ona zwyczajnie niewygodna. Kiedy idzie się przez miasto z torebką, która jak wiadomo zsuwa się z ramienia w najmniej odpowiednim momencie, płaszczem pod pachą, bo akurat jak na złość zrobiło się ciepło i trzeba coś z siebie zrzucić oraz jakimś małym pakuneczkiem (efektem krótkiej acz intensywnej bytności w cukierni lub księgarni spowodowanej nagłym atakiem potrzeb nie zawsze sprecyzowanych a silnych nieodmiennie), to ostatnią rzeczą, której potrzebujemy potykając się na nierównych trotuarach stolicy jest dodatkowy sznurek w ręku. Psia kość! Jakby dorosły człowiek nie był w stanie wychować i panować nad domowym zwierzem. Jakbyśmy wszyscy byli szaleńcami, którym nie można zaufać.

Dodam, że te tasiemki z wyjątkowo lekkimi, a przez to bardzo słabymi karabińczykami, które wybieram do prowadzenia psa, nie powstrzymałyby nawet kota, gdyby był odpowiednio zdeterminowany by uciec. Nie widzę jednak powodu by obarczać brzemieniem ciężkiego kawała metalu szyję Lajsona, który zazwyczaj robi co może by być grzecznym psem, chociaż ma swoje chwile (ale o tym już trochę pisałam).
Natomiast na mieście Lajka jest bezbłędna – nawet bez komendy stara się trzymać blisko (im większy tłum, tym bliżej mnie idzie piesa) i bez problemu wybiera swoją ścieżkę (idąc z boku lub z tyłu), co na smyczy niestety nie jest możliwe. Ludzie idący z naprzeciwka lub nawet obok często nie zwracają uwagi na smycz i beztrosko się w nią zaplątują. Ostatnio gdy wysiadałyśmy z autobusu, wsiadający i napierający na nas tłum rozdzielił mnie i piesę, żeby nie robić większego zamieszania i jakoś się pozbierać musiałam rzucić krótką smycz na ziemię dzięki czemu udało nam się wysiąść – jednak nie była to bezpieczna sytuacja.

W obronie Lajki napiszę, że ona i ze smyczą jest cudowna – idzie ładnie, nie plącze się o krzaki, słupki, czy śmietniki (wie z której strony je minąć), a jeśli zaplącze się jej łapka, to sama  ładnie ją podnosi by wyplątać się ze smyczy. Ze smyczą i bez testowaliśmy piesę w warunkach bojowych (intensywnego ruchu miejskiego) w kraju i za granicą.

Dodam, że argument o ciągnięciu na smyczy przyjaciela, wysuwany przez niektórych osobników nazbyt przejętych losem czworonogów, nie przemawia do mnie zupełnie. Rozumiem, że można uważać, iż pies to najlepszy przyjaciel człowieka, a przyjaciela ciągać na sznurku się nie godzi. Ale nie oszukujmy się – przyjaciel ten akurat wiele nam wybaczy i w sznurkach nie widzi nic niegodnego. Piszę z własnej perspektywy: mnie jest niewygodnie i to jest główny mój zarzut. I nie po to spędzam mnóstwo czasu i energii ucząc psa, że nie wybiega się bez pozwolenia na ulicę i nie wolno gonić każdego spotkanego kota, by potem ograniczać naszą wolność sznurkiem. Piszę „naszą” bo oprócz zwykłego uważania na siebie, musimy obie dodatkowo zwracać uwagę na smycz, co wcale nie uprzyjemnia nam spaceru.

Niestety za prowadzeniem psa na smyczy przemawia jeden bardzo silny argument – przepisy miejskie. Wcale nie z powodu niezwykłego uznania dla władz, które je ułożyły, szczególnej racjonalności tychże przepisów lub przekonania, że powstały one w wyniku ciężkiej pracy umysłowej szanowanych ekspertów. Mandat! Kara pieniężna przemawia do wielu psiarzy znakomicie, niezależnie od tego jak absurdalne wydają im się przepisy, których przestrzegać pod jej groźbą musimy. Oczywiście jest też grupa tych, którzy uważają prowadzanie psa w mieście na smyczy za jedyny słuszny sposób, tych którzy lubią chodzić ze smyczą (trudno mi to sobie wyobrazić), ludzi podczas treningu psa oraz grupkę nieumiejącą/niechcącą nauczyć psa chodzenia bez smyczy lub posiadającą psa skłonnego do ucieczek, u którego zawsze zachodzi ryzyko, że przy pierwszej okazji da drapaka.

Tak więc z jednej strony wmawia nam się, że tak trzeba (trzymać psa na smyczy) dla bezpieczeństwa. Czyjego zasadniczo? Czy nie traktuje się nas jak osoby niepoważne i nieodpowiedzialne w dodatku niepotrafiące w sposób bezpieczny utrzymywać i zarządzać swoim mieniem. Tylko ja mam wrażenie, że ktoś nas tu upupia?
Upatruje się też w tym jakiegoś efektu rozwoju kultury – bo w mieście to pies ma być na smyczy, prowadzony równo i elegancko. Jakby trzymanie zwierza na postronku to był jakiś niezwykle podnoszący nas akt, świadczący o wysokim stanie zaawansowania społeczeństwa (może i o czymś w tym stylu świadczy, ale raczej w drugą stronę). Ktoś nas tu chyba robi w balona i słychać z oddali brzęczące słoiki (bez urazy).

Z drugiej zaś strony na wszelkiego rodzaju kursach mami się nas wizją beztroskiego hasania z psem luzem (i tu pytanie: Kto jest luzem? Wizja jest tak atrakcyjna, że może jednak brak smyczy to wolność dla człowieka?). Kojarzycie może anegdotkę o psach towarzyszących bezdomnym, często podawaną jako przykład: Podkreślę, że te psy towarzyszą bezdomnym, a nie należą do nich. Można to w ten sposób ująć, ponieważ podążają za swoimi panami bez dodatkowej zachęty i pilnują się ich wiernie pomimo braku smyczy oraz treningu. Takie sytuacje, które można zaobserwować niejednokrotnie są podawane jako obraz doskonałego podążania psa za przewodnikiem. Tak ma się pies nas pilnować.
Tylko po co nam taki wzór, jeśli nawet po osiągnięciu ideału nie możemy praktycznie spożytkować naszych umiejętności.

A co Wy myślicie o smyczy? Bo ja jej już chyba dość nawymyślałam 😉

Może Ci się spodobać

7 komentarzy

  • Odpowiedz
    D.
    14/10/2014 o 07:49

    Ja akurat smycz uważam za narzędzie niezbędne, ale też mój pies jest zupełnie inny, niż Twoja grzeczna Lajeczka: owszem, pracujemy, uczymy się, ćwiczymy, ale młodość w połączeniu z silnym instynktem łowieckim robią swoje. Niby T. jest nauczona, że nie wybiega się na ulicę, ale na pewno nie zwolniłabym jej ze smyczy na małym trawniczku w centrum miasta. Jeżeli akurat mój pies nie wpakowałby się pod auto, to pewnie ktoś by mu w tym pomógł, wołając go, a ja dostałabym zawału i tyle by było z naszej miejskiej przygody. 😛

    Co do społeczeństwa w ogóle… Nie do końca się z Tobą zgadzam w kwestii upupiania. Tj., owszem, odpowiedzialnych ludzi, którzy nie tylko potrafią swojego psa wyszkolić, ale przede wszystkim krytycznie ocenić jego umiejętności i stopień posłuszeństwa rzeczywiście takie przepisy ograniczają. Ale – powiedzmy sobie szczerze – takich osób jest mało. Niewielu właścicieli potrafi spojrzeć na swoich pupili krytycznie i powiedzieć sobie wprost, że np. jest agresywny, lękliwy lub po prostu nieposłuszny. Zamiast tego mówią osobom, które ich pupil zaczepił "ale on nic nie zrobi".

    • Odpowiedz
      filozof
      14/10/2014 o 16:23

      Dzięki za opinię, właśnie byłam ciekawa jak widzą to inni 🙂
      Przedstawiłam tylko moje zdanie 🙂 Rozumiem i akceptuję, że każdy ma swój własny pogląd na smycz. Też uważam ją za niezastąpione narzędzie (w pracy z psem). Po prostu chciałabym, żeby każdy pilnował własnego nosa, czy może raczej własnej smyczy (oczywiście nie wchodząc ze swoim sierściuchem innym w paradę).
      Ja to jestem taka trochę optymistka jeśli chodzi o ludzi, ale nie wydaje mi się żebym ich przeceniała. Może ja żyję w jakimś miejscu z kulturalnymi psiarzami, ale nie wydaje mi się, żeby to była jakaś szczególna enklawa w Warszawie. Trochę wyobraźni, trochę uśmiechu, trochę empatii i spokoju, i z większością da się dogadać.
      Poza tym obecne regulacje są do kitu, bo o ile straż miejska nie stoi nad głową, to ludzie prowadzają swoje psy jak im się podoba. Nie wydaje mi się żeby przepisy bardzo wpływały na sposób trzymania psów poza tymi momentami kiedy trzeba robić jakiś slalom pomiędzy miejskimi funkcjonariuszami.
      Lajka nie zawsze była taka. Gdy ją adoptowałam, to był demon szybkości, a instynkt łowiecki niestety wciąż w pełni sprawny (obecnie mamy sezon na wiewiórki – mała dostaje świra jak za nimi węszy). Jeden plus, to że teraz czasem myśli i można ją odwołać 🙂

  • Odpowiedz
    bohunpies
    14/10/2014 o 17:19

    Oh marzy mi się taki pies, który by za mną podążał 🙂 Niestety Bohun ma swoje sprawy do załatwienia, a jak mu się znudzi to w ostateczności w parku powłóczy za mną.Jednak poza parkiem nigdy nie puściłabym go bez smyczy, bo zwyczajnie nie ufam mu na tyle. Zbyt wiele jest kotów do pogonienia, psów do posprzeczania, suk do obwąchania (lub zgwałcenia) i wiele innych. Ale na szczęście na smyczy chodzi cudownie, w ogóle nie ciągnie, dopasowuje się do mojego tempa, a do tego teraz mam leciutką smycz z polarkiem, której praktycznie nie czuję 😉

    I niestety zbyt wiele widzę psów na co dzień, które spuszczone ze smyczy, w ogóle nie kontrolowane mają swojego właściciela w głębokim poważaniu i robią co im się rzewnie podoba.

    • Odpowiedz
      filozof
      14/10/2014 o 18:07

      Ważne żeby się jakoś ze swoim czworonogiem dogadać i właśnie wiedzieć jak go prowadzić w jakich okolicznościach. Tak więc trzeba mieć z piesełem i społeczeństwem jakiś kompromis.
      Kiedyś usłyszałam od kogoś, że każdego psa da się nauczyć wszystkiego… no niestety nie jest to prawda. Czasem "choćby skały sr…". Ups! I wcale nie uważam żeby, to była jakaś ujma dla psa – tak jak ludzie każdy z nich ma inne talenta. Fajnie mieć takiego psa, który do nas pasuje, któremu my pasujemy.
      Czyżbym ja jednak przeceniała ludzi? Naprawdę tak wielu puszcza psy samopas i się z nimi nie komunikuje? Do tej pory miałam wrażenie, że to raczej rzadkość. Większość psów, które spotykam (nawet tych nieszkolonych) jest do pewnego stopnia posłuszna (chociaż teraz przypominam sobie z naszego parku różne – na szczęście raczej zabawne – kontrprzykłady). Stawiałabym raczej na pomoc i edukację niż na zakazy, które jak widać guzik dają. Może gdyby tak potraktować tę grupę psiarzy jak ludzi myślących, to odwdzięczyliby się społeczeństwo.
      Tak sobie tylko gdybam… Rozmarzyłam się 🙂

    • Odpowiedz
      piesberek
      15/10/2014 o 05:17

      Też rzadko spotykam psy puszczone samopas i niekontrolowane przez właściciela. Ale nie chodzę z psem po miejskich parkach, a tam pewnie to wygląda zupełnie inaczej. Mnie bardziej zaskakuje zerowe obeznanie z zachowaniami swojego psa. Ileżto razy musialam prosić o odwołanie psa bo zaczynam mi mega ustawiać Berka i sekundy dzieliły psy od konfliktu bo Berek już był w pozycji obronnej. A ludzie stoja i cieszą sieze psy sie bawią… Hmmm……
      Dla mnie smycz w miescie to podstawa, bo Berek miastowy nie jest i nie będzie. Na polach? Smycz nie istnieje. Zgadzam się z przedmówczynia – trzeba próbować zrozumiec SWOJEGO psa, miec do niego indywidualne podejscie i wyczuć jak go prowadzić i kiedy. I tez uwazam ze nie kazdego psa da sie wszystkiego nauczyc, bo gdy zaczyna sie element walki o nową sztuczkę to pies jak sie postawi i nie bedzie chcial to i tak nic nie zrozumie. Zycia psa jest krótkie – zrobmy coś pod niego ;). A Lajka pięknie est wychowana i gratuluje tej swobody jaką mozecie jej zapewnić. Trzymam kciuki zeby wszystko było dalej super ! 🙂

  • Odpowiedz
    Ola Mikler
    15/10/2014 o 14:02

    Dla mnie smycz mogłaby nie istnieć, ale mając takiego psa to niemożliwe. Staram się jak najczęściej chodzić do lasu, gdzie pies może swobodnie pobiegać ale i tak na codziennych spacerach mam wyrzuty sumienia, że mój pies większą czasu spędza na spacerach. Dla mnie taki pies nigdy nie będzie do końca szczęśliwy. Chociaż robię wszystko, żeby być bliżej spuszczania psa ze smyczy przy innych ludziach to i tak w mojej głowie gdzieś tam nadal siedzi ta myśl, że jest to niemożliwe biorąc pod uwagę też to, jak ostatnio kilka osób zwróciło uwagę na trudny charakter Emeta. A charakter zmienić nie tak łatwo..

    • Odpowiedz
      filozof
      16/10/2014 o 13:29

      Ja rzadko gdzieś komentuję, bo jestem strasznie leniwa i na ogół nie chce mi się przelogować na konto Lajkowe (no chyba, że już na nim jestem), ale Twojego bloga czytam regularnie. Podziwiam pracę jaką wkładasz w szkolenie Emeta – zazdraszczam szczególnie trenowania obi (Lajka stawia bierny opór jak próbujemy). Muszę też dodać, że film wakacyjny to prawdziwa bomba. Charakter psa Ty znasz najlepiej i nie daj sobie wmówić czegoś innego, a przede wszystkim nie nastawiaj się negatywnie. Czasami ludzie nawet dobrze nam życząc i chcąc nam pomóc niechcący podcinają nam skrzydła. Pieseła masz wciąż młodego – macie jeszcze czas na naukę.
      Pamiętaj, że świetnie opiekujesz się Emetem, a bieganie luzem to nie wszystko 😉

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *