Podróże Spacery

Plaża w Orłowie, czyli piechełenki szaleństwa nadmorskie

Na chwilę zamilkłam z powodu choroby. Gdzie najlepiej łapie się przeziębienie? Rzecz jasna nad naszym pięknym Bałtykiem, nad którym zawsze wieje i pada (a dokładnie zawsze wtedy, gdy postanowimy spędzić tam urlop). To też przydarzyło się nam w poprzedni weekend, kiedy to pojechaliśmy całą rodziną do Trójmiasta. Ja w celach edukacyjnych (jak się ma mały rozumek, to człowiek całe życie musi się uczyć), a Najlepszy Mąż z Lajeczką w bardziej rekreacyjnych. Oni śmigali całe dnie nad morzem i jeziorami, a ja pleśniałam w szkolnej ławce. Jednak uparłam się, że chociaż jeden spacer po plaży odbędę.
Wybrałam plażę dla psów w Orłowie. Jednym z powodów były nasze wcześniejsze jej odwiedziny (w czasie, gdy była to jedyna plaża dla psów w Trójmieście). Myślałam, że tym razem z łatwością na nią trafimy (poprzednio zrobiliśmy sobie ładny lecz niepodziewany spacer) i nie będziemy tracić czasu błądząc, ale nie… I tym razem przejechaliśmy Aleją Zwycięstwa  w tę i z powrotem szukając jakiejś wskazówki, gdzie należy się zatrzymać – oczywiście nadaremno. W końcu zaparkowaliśmy w środku osiedla i wyruszyliśmy na dalsze poszukiwania. Podsumowując: oznakowanie fatalne (o ile gdzieś faktycznie jest). Pewnie lokalsi lepiej sobie radzą przekazując tajemną wiedzę o psiej plaży z pokolenia na pokolenie.

Plażę znaleźliśmy wracając ze spaceru raczej przez przypadek. Oznaczona jest maleńkimi tabliczkami, które trudno odczytać z większej odległości, a że poprzednio, gdy byliśmy w tym miejscu pas piasku był węższy a tabliczki większe, to zupełnie nas zmyliło. Zresztą 100 metrów plaży dla psów zawsze mnie śmieszyło. Na stu metrach, to Lajeczka nawet nie zdąży się rozpędzić i już będzie musiała hamować (a nie jest ona szczególnie wielka i raczej zwrotna). Może należy się cieszyć, że w ogóle takie miejsce istnieje. Cóż… sezon się zaczął, a przepisów nie chcieliśmy łamać, jednak biorąc pod uwagę jak trudno tam trafić i jaki jest rozmiar tej plaży może lepiej będąc zmotoryzowanym darować sobie takie atrakcje i pojechać gdzieś za miasto. Pamiętam, że na półwyspie Helskim znaleźliśmy plażę dla psów o długości 500 metrów, co już moim zdaniem jest całkiem rozsądne.
To co zasługuje na pochwałę, to ilość koszy na śmieci. Nie jest to jednak efekt troski o psiolubnych, bo takimi koszami usiane jest wybrzeże na całym odcinku od mola w Orłowie do Sopotu. Można by się przyczepić do ich estetyki, bo to zielone metalowe kosze podobne do tych, które pamiętam z kolonii (model popularny w ośrodkach wypoczynkowych rodem z PRL). Muszę jednak przyznać, że na granicy plaży i drzew znalazłam psią stację, w której naprawdę były woreczki (co w naszych warunkach nie jest takie oczywiste).
Dobra, dosyć tego jojczenia (choć choroba mnie częściowo usprawiedliwia). Co mi tam! I tak było pięknie!
Lajeczce natomiast każda plaża zawsze się podoba, wszystkie nieodmiennie ją radują. Ona uwielbia biegać po piachu, choćby bez widocznego celu. I zdarza jej się, że po prostu galopuje raz w jedną, a raz w drugą stronę dla samej przyjemności czucia piachu pod łapkami. Jedyne co jest niefajne, to morze, które jest przepotworne, bo co chwilę wychyla się by pożreć Piechełenkę.

Może Ci się spodobać

7 komentarzy

  • Odpowiedz
    bohunpies
    30/06/2014 o 10:46

    Zdjęcia nr 1 i 3 są fantastyczne! Jak takie plaże wyglądają w praktyce? Są jakoś ogrodzone? Kończy się psa plaża i nagle zaczynają się leżący ludzie? 😉 choć obłożenia raczej nie widać, pogoda taka piękna 😀

    • Odpowiedz
      filozof
      30/06/2014 o 13:07

      Nie są ogrodzone – są tylko oznaczone tabliczkami, tak jak to widać mniej więcej na ostatnim zdjęciu. Jeśli przyjrzysz się dokładnie, to dalej widać jeszcze dwa znaki (jeden za kawałkiem skarpy). Pierwszy (środkowy duży) to regulamin, a drugi to już koniec plaży. Nigdy nie widziałam tam leżących ludzi, ale też nigdy nie byłam tam w środku sezonu. tego dnia kiedy robione były zdjęcia nawet podczas spaceru łapała nas mżawka (za to mogliśmy nacieszyć oczy tęczą).
      Na Helu natomiast plaża dla psów oznaczona była tabliczką przy jednym z wejść. Tam jest to 500 metrów. Plaża jest od strony morza, a gdy tam byliśmy też nie było zbyt ciepło, więc prawdopodobnie większość ludzi spacerowała od strony zatoki.

  • Odpowiedz
    D.
    30/06/2014 o 16:50

    Szkoda, że te plaże takie maleńkie. 100 metrów to dla mojego psa jak 3 kroki, kiedy chce sobie pobiegać, 500 – trochę lepiej, ale też bez szału, gdyby się rudzielec chciał rozpędzić. Mam nadzieję, że uda się nam kiedyś zabrać T. nad morze; bardzo jestem ciekawa, jak zareaguje na słoną wodę w takiej ilości.
    A propos pogody, odkąd mam psa trochę zmieniły mi się gusta pogodowe: prywatnie kocham upał, ale ze względu na psa zaczynam doceniać chłód i pluchę, kiedy można spacerować spokojnie, nie będąc przez nikogo zaczepianym.

    • Odpowiedz
      filozof
      01/07/2014 o 06:42

      Ta Helska 500-metrowa była fajna, bo bardzo szeroka a co za tym idzie duża i naprawdę spora grupa psów mogłaby się na niej wyszaleć.
      Lajka kiedyś się nie lubiła morza (tak agresywnie się wysuwa), ale też słona woda jej nie smakowała. Ostatnio natomiast weszła do wody (poświęciła się na komendę), ale za to próbowała się napić (na szczęście się nie pochorowała).
      Tak, deszczowe poranki są najlepsze – spokój cisza i nawet większość psiarzy wymięka 🙂

  • Odpowiedz
    urlopnaetacie.pl
    18/08/2014 o 12:26

    Kurcze, 100m to rzeczywiście mało, ale Orłowo uwielbiamy, więc na pewno wybierzemy się na poszukiwania psiej plaży 🙂 BTW – Lajeczka – piękna!

  • Odpowiedz
    urlopnaetacie.pl
    18/08/2014 o 14:43

    Ps. Post o Babich Dołach skomentowała Aleksandra, a ten ja (Michał) 🙂

    • Odpowiedz
      filozof
      20/08/2014 o 04:07

      🙂
      100 metrów, to może być wystarczające do plażowania, ale na pewno nie na szaleństwa, których oczekuje po wyjściu większość psów.

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *