Pieski minimalizm, czyli first world problems

Pies lubiący zabawki, to dobry pretekst do zakupów.

O ile dobrze udało mi się zrobić rozeznanie, to minimalizm jest pewnego rodzaju nurtem w nowoczesnym świecie. W sieci można znaleźć o nim całkiem sporo – w tym wiele blogów (również po polsku) poświęconych wprowadzaniu w życie idei minimalizmu. W skrócie chodzi o to, jak uprościć życie, pozbyć się niepotrzebnego nadbagażu. Nie jestem znawczynią tematu, więc nie podejmuję się dokładnego tłumaczenia tego zjawiska. Zresztą nie do końca ono do mnie przemawia. Jednak ze wszystkiego można wyciągnąć naukę i mnie również blogi o minimalizmie zainspirowały do wprowadzenia pewnych zmian w życiu – także w sferze związanej z psem.

Czasem trzeba spojrzeć na siebie i swój stan posiadania z odpowiednim dystansem. Wydaje mi się, że nie jestem gadżeciarą, nie śledzę nowinek, nie staram się nadążać za modą (w szerokim rozumieniu). Nie jestem też klasycznym domowym „chomikiem”, co znaczy, że nie otaczam się „milionem” bibelotów i sentymentalnych pamiątek. Pomimo tego, rzeczy ciągle przybywa i nie jest łatwo obronić się przed ich naporem. Niby staram się zachować jakąś równowagę i nie kupować zbyt wiele. Jednak przyznaję, że mam drobne grzeszki na sumieniu: zawsze gdzieś w pudełkach upchnięte mam kilka par butów noszonych tylko kilka razy (bo do niczego nie pasują, bo jednak niewygodne itd.), w szafie zalegają od roku ubrania, z których nawet nie oderwałam metki, w łazience stoją od miesięcy ledwo napoczęte kosmetyki, które nie przypadły mi do gustu, a na półce z książkami wegetują pozycje, których zakupu wstydziłabym się, gdybym była nieco bardziej próżna. Myślę, że większość dziewczyn doskonale mnie zrozumie.

Z rzeczami piesy było podobnie. Przez te cztery lata, kiedy mam Lajkę, część rzeczy się zużyła i została wyrzucona, trochę oddałam bardziej potrzebującym psom. Wydawało mi się, że jest w porządku, a zostało wciąż dużo za dużo.
Zaczęłam przyglądać się psim rzeczom w naszym domu: Na stanie mamy na przykład ani razu nie użytą klatkę – pomimo wielu ćwiczeń Lajka nie dała się do niej przekonać. Los klatki podzieliła m.in. przyczepka rowerowa. Przypominając sobie rozmaite zakupy doliczyłam się sześciu legowisk, z których tylko jedno wyrzuciłam, bo było sierściomagnesem. Mogłabym tak wymieniać dłuższą chwilę. Na szczęście pamięć mam niezbyt dobrą.

 

Ulubioną zabawką psa i tak zostaje patyk typu „największy najlepszy”. Tak wyglądają psie zabawy, kiedy zostawi się czworonoga z pańciem.

Problem polega nie tylko na tym, że nadmiar rzeczy i ewentualny bałagan
„zagraża” nam estetycznie. Zawsze powtarzam: porządek w życiu
zaczynam od porządków w szafie. To zabrzmi jak jakaś kiczowata porada z
prasy kobiecej, ale naprawdę panowanie nad najbliższym otoczeniem
sprawia, że czuję możliwość ogarnięcia również innych spraw. Pojawiający się mały domowy chaos zaprząta moją głowę, sprawiając, że nie mogę się skupić na tym
co istotne. Może nie każdego nieład i nadmiar dezorganizują i demotywują, ale czy nie jest irytujące szukanie jednej konkretnej rzeczy w stercie bardzo podobnych do niej lub uganianie się po całym mieszkaniu w poszukiwaniu jakiegoś drobiazgu, który wiemy, że mamy i może nawet rzucił nam się w oczy kilka dni wcześniej. Prawdopodobnie większość ludzi, którzy nie lubią sprzątać, lubi mieć porządek. Wiem, że to taki trochę „first world problem”, i że brak doskwiera bardziej. Jednak nie znaczy to, że jest problemem całkowicie wydumanym.

Popełniałam klasyczne błędy podczas zakupów. W większości przypadków rzeczy dla psa zamawiam przez internet, a jak wiadomo łatwo dorzuca się kolejne produktu do wirtualnego koszyka, który nie ciąży w dłoni. Często zakupy były nieprzemyślane. Zdarzało mi się
kupić coś, co już miałam (niekoniecznie dokładnie
takie samo, ale o takiej samej funkcjonalności), bo zapomniałam, że to
mam. Niekiedy nie poświęciłam wystarczającej ilości czasu na
porównywanie produktów i ofert sklepów – szczególnie, gdy dobierałam coś w ostatniej chwili. Czasem zakupy były nieudane nie
do końca z mojej winy. W takim wypadku albo źle zinterpretowałam opis
przedmiotu, albo go nie doczytałam. Czasem na przykład nie trafiłam z
rozmiarem ubranka lub szelek, bo Lajka jest nietypowego rozmiaru.
Istotne jest to, że górki mniej i bardziej potrzebnych sprzętów rosły.
Tak jak w przypadku moich rzeczy, jestem pewna, że na Lajsonowych
półkach są rzeczy prawie nieużywane lub z metkami. Po tym jak miesiąc
temu znalazłam w szufladzie, kupiony w ubiegłym roku ani razu nie
użyty szarpak wiedziałam, że naprawdę pora coś z tym zrobić.

 

Kilka rzeczy, których nie rozpakowałam (lub nie oderwałam metek) od kilku lub kilkunastu miesięcy. Chwilę po zrobieniu zdjęcia znalazłam kolejne.

Wcześniej miałam nadzieję, że nasze podsumowanie kosztów utrzymania psa robione w ramach akcji Psijacielu Drogi, zapobieże kolejnym niepotrzebnym wydatkom, ale nie do końca się to udało.
Wielomiesięczne niekupowanie nowych obroży sprawiło (wynik noworocznego postanowienia), że później rzuciłam się na zakupy ze zdwojoną energią. Naprawdę nie jest łatwo powstrzymać się od zakupów, kiedy cały czas powstają nowe firmy produkujące śliczne psie akcesoria. Trudno odmówić sobie nowej obroży, czy smyczy – szczególnie, gdy wszyscy dookoła już takie mają. Firmy kuszą coraz ciekawszymi zabawkami – tu przynajmniej można sobie próbować racjonalizować, że to w celu udanego treningu nabywamy, by nasz piesio miał najlepsze nagrody. Srsly? Dajemy się na to sobie samym nabierać?

Zrozumcie mnie dobrze. Nie chodzi mi o przechwalanie się zakupami. To ubolewanie nad konsumencką niedojrzałością i nieporadnością, przed którą chcę was przestrzec. Nie ma się czym chwalić, bo nie ma z tego żadnych korzyści: pieniądze stracone, a mieszkanie zagracone zbierającymi kurz i wysypującymi się z różnych kątów psimi szpargałami. Nie zawsze jest problemem duża ilość psich akcesoriów jakie mamy. Mogę się domyślić, że wiele osób ma tych rzeczy więcej niż ja. My jednak sporej części nie używamy, więc w moim przekonaniu zupełnie ich nie potrzebujemy. Nie czuję, żebym była wystarczająco silna by pozbyć się większości naszych rzeczy i zadowolić się absolutnym minimum. Nie mam też na to ochoty – w końcu wiele z tych przedmiotów wykorzystujemy wystarczająco często, poza tym są śliczne i chociaż rzadziej, to od czasu do czasu cieszą pańciowe oko i ewentualnie piesy zęby. Wspomniany minimalizm, na pewno w kwestii psich akcesoriów, nie jest dla mnie. A mimo to czuję potrzebę, by zaprowadzić w rzeczach piesy jakiś ład i nieco ograniczyć ich ilość, w granicach możliwości ofiary „galopującego konsumpcjonizmu”.

 

Po opróżnieniu kontenerków i szuflady. Dużo? To nie wszystko…

W związku z czym po porządkach w kilku grupach moich rzeczy, postanowiłam zabrać się za psią szafę. „Szafa” to sformułowanie nieoddające naszej rzeczywistości. Kiedy przyjrzałam się rzeczom Lajki, okazało się, że są składowane w przynajmniej czterech miejscach. W skrzynkach na półkach sypialni, w domowej „graciarni”, w mojej garderobie…  i jeszcze zajmują szufladę, w której powinny znajdować się moje ubrania.
Nadeszła pora na solidną inwentaryzację i sprzątanie. Co można z nadmiarem rzeczy zrobić? Wiadomo: oddać, sprzedać, wyrzucić. Prosto powiedzieć, a trudniej wykonać. Mam jednak nadzieję, że uda mi się tego dokonać w najbliższym czasie. To co już się nie nadaje do użytku zostanie wyrzucone, to co jest zbędne, ale w dobrym stanie zostanie oddane bardziej potrzebującym psom.

Jestem bardzo ciekawa jak sprawa psich dóbr wygląda u Was. Starannie wszystko analizujecie i kupujecie tylko potrzebne rzeczy, czy może dajecie się ponieść zakupom?
Posiadaczom racjonalnie rozbudowywanej psiej szafy będę bardzo wdzięczna za wszelkie porady 🙂

 

13 thoughts on “Pieski minimalizm, czyli first world problems

  • 28/05/2016 at 23:48
    Permalink

    Witaj 🙂 no więc mamy jeden szarpak, dwie piłki w tym jedna pęknięta, ale nadal lubiana, mimo, że bardziej przypomina skorupę żółwia niż piłkę. Na polu bitwy do tej pory poległy trzy szarpaki i jedna piłka. Plus spora ilość podartych skarpet, rajstop itp, które powiązane są świetnymi szarpakami i niezliczona ilość plastikowych butelek.
    Przez pięć lat zużyliśmy dwie najtańsze, cienkie, letnie kołdry z marketu, jako posłanie dla szczeniaka. Dwa koce.
    Obecnie psuka ma legowisko czekające na naprawę, bo się boczki popsuły i próbuję się zmotywować aby je ogarnąć zanim wydam kasę na nowe legowisko…
    Do legowiska ma zawsze jeszcze kocyk, obecnie dwa na wymianę.
    Wszystkie kocyki przywędrowały do nas od kogoś komu były niepotrzebne.
    Co jeszcze…
    Zużyliśmy cztery smycze. Pierwszą w której psina przyszła ze schroniska, drugą która czekała w domu i która z czasem stała się za krótka, trzecią której odpadły kółeczka i ciut się zniszczyła ( leży jako awaryjna ) i ta którą obecnie używamy.
    Podobnie z obrożami. Teraz jest czwarta.
    Dwie pary szelek, skórzane i tekstylne.
    Nigdy nie miałam obroży i smyczy na wymianę w sensie modowym 🙂
    Z ubranek nasza psuka nie ma potrzeby korzystać.
    Szkoda mi wydawać kasę na coś bo mi się podoba, pies się na tym nie zna. Ważniejsza jest funkcjonalność i " długowieczność " przedmiotu. Choć optycznie kuszą te wszystkie kolorowe cudeńka…
    Być może mogłaby mieć więcej zabawek, które pozwoliłyby jej się bardziej rozwijać ?
    pozdrawiam Aleksandra z Lilu 🙂

    Reply
    • 29/05/2016 at 20:09
      Permalink

      Oj… Wpędzasz mnie w kompleksy niczym perfekcyjna pani domu. Bo ja mam więcej wspólnego z tą panią domu, która ma bardzo popularny profil na facebooku 😉
      A tak serio, to zazdroszczę ogarnięcia i gospodarności 🙂

      Reply
    • 16/08/2016 at 17:36
      Permalink

      a ja czasem mam kompleksy, że nasz piesek na za mało rozrywki , ech

      Reply
  • 29/05/2016 at 04:26
    Permalink

    No nie, to ja tak nie mam 😀
    U mnie psy mają kilka zabawek – może 7-8 (a na 5 psów to chyba niewiele 😉 ), każdy ma po jednej obroży ktorą nosi + po jednej w zapasie – na czas prania, suszenia; smycze też "na głowę", + ostatnio świetny dwójnik, który bardzo przydaje mi sie na wystawach z młodymi Śledziami 😉
    Moje zakupy są praktycznie zawsze przemyślane 😉 aż czasem się dziwię, jak widzę te szały zakupów na FB czy blogach 😀

    Reply
    • 29/05/2016 at 20:11
      Permalink

      Czyli króluje podejście racjonalne 🙂
      Mi się wydaje, że te szały zakupów psich to jest taka choroba jak kupowanie butów czy torebek przez niektóre kobiety. Przynajmniej u siebie widzę analogię 😉

      Reply
  • 29/05/2016 at 08:42
    Permalink

    Ja prawie wszystkie zakupy muszę sumiennie przemyśleć. Czy to potrzebujemy, ale czy na pewno to itp. Fakt, że mamy dużo zabawek wynika z tego, że wszystkimi się bawimy, częściej lub mniej, ale są w użyciu. Za to mam kilka rzeczy, których nie używamy jak obroża z rączką czy kaganiec fizjologiczny, bo z rozmiarem nie trafiłam, czy zmieniła mi się koncepcja i to próbuję sprzedać, ale z marnym skutkiem.

    Jednak nie mamy tysiącpińcet obroży, smyczy czy kolorowych smaczków 😉

    Reply
    • 29/05/2016 at 20:15
      Permalink

      Pewnie zakupów nie ułatwia fakt, że wiele rzeczy jest dostępnych tylko online i nie da się ich obejrzeć na żywo i np. przymierzyć…
      Gratuluję samokontroli 🙂

      Reply
    • 30/05/2016 at 18:21
      Permalink

      Niekoniecznie nic nie daje psu, bo nie obejmuje tylko zabawek i obroży/smyczy. Poza tym jeśli uprawia się jakiś sport, to na ogół wymienia się akcesoria na nowsze/lepsze/bardziej nam pasujące. Odpowiednikiem tego będą w psich sportach nie tylko sprzęty do nich niezbędne, ale też zabawki i smaki.
      Nie ukrywam, że zależy mi też na tym, by nasze rzeczy były estetyczne i atrakcyjne wizualnie również dla mnie – stąd ciągłe nabywanie nowych. Tak jak wymieniam stolik do kawy, bo znalazłam ładniejszy lub bardziej pasujący do wystroju mieszkania, tak wymieniam na przykład psie miski czy legowiska. Moim zadaniem właściciel psa też ma prawo zaspokajać swoje potrzeby, również te związane z psimi akcesoriami. Nie wydaje mi się, żeby te zakupy psu jakoś szkodziły, o ile zakup akcesoriów nie odbywa się kosztem zakupu karmy.

      Z przyjemnością zapoznam się z Twoim tekstem 🙂

      Reply
  • 31/05/2016 at 15:09
    Permalink

    Swoich rzeczy nie chomikuje, 'wywalam' wręcz to co niepotrzebne, ale z tymi psiarskimi już jest u mnie gorzej. Potrafię nie usuwać tych już zniszczonych zabawek i innych rzeczy, ale trzymać je gdzie indziej, w każdym razie i tak trzymać 😉 Czy uważam że tak jest źle? W pewnym sensie na pewno tak, w końcu to co jest zniszczone do zabawy w całości już się nie nada, na dodatek brzydko wygląda, i zajmuje dużo miejsca, ale, no właśnie ale. Stare rzeczy, często wykorzystuję do tworzenia czegoś nowego. Ostatnio totalnie padły nam szelki, ale z "pozostałości" zrobiła się nagle rączka do szarpaka 😉

    Reply
    • 31/05/2016 at 17:56
      Permalink

      Ach, jeśli masz taki talent i pomysły na recykling zniszczonych psich rzeczy, to super sprawa 🙂 Czasem też coś takiego wymyślę, ale z wykonaniem dużo gorzej…

      Reply
  • 08/06/2016 at 13:53
    Permalink

    Skrajny minimalizm zakupowy, jeśli chodzi o gadżety i zabawki, nie sprawdzi się w przypadku psa. Warto czasem porozpieszczać trochę pupila, ale trzeba też pamiętać, że sama zabawka nie wystarczy, ważny jest też nasz udział w zabawie, żeby nasz piesek czerpał prawdziwą radość 🙂

    Reply
  • 01/10/2016 at 10:01
    Permalink

    Ojejku ile rzeczy! Ja niestety obecnie nie ma pieniędzy, więc Furia ma naprawdę tylko rzeczy niezbędne, a to co jestem w stanie robić sama, no to tak zaozczędzę 😀
    Zapraszam na mojego bloga! 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *