Piesa tańczy na lodzie, czyli Jeziora Plitwickie zimą

W Nowy Rok odwiedziliśmy Park Narodowy Jezior Plitwickich. Mieliśmy nadzieję, że zimą w dodatku w ten konkretny dzień nie będzie tam tłumu turystów, z którego Park jest znany. Nie jest to dziwne – jest on na liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO i nie stało się tak bez powodu – to niesamowite miejsce. Kilkanaście jezior z czystą, przejrzystą wodą połączonych wodospadami. Być w Chorwacji i nie zobaczyć tego cudu nie wypada.

Na miejsce dojechaliśmy bez problemu, a jeszcze okazało się, że parking był bezpłatny (tyle wygrać 😉 – takie rzeczy tylko zimą), więc szybko zaopatrzyliśmy się w bilety i wyruszyliśmy na spacer. Startowaliśmy z góry z pięknym widokiem na wodospad. Do jezior prowadziła droga złożona z serpentyn.
Na tym etapie musieliśmy wyprzedzić azjatycką wycieczkę – pewnie wiecie, że to nie jest łatwe, ale za to potem mogliśmy przez większość czasu napawać się ciszą i spokojem, bo tylko od czasu do czasu kogoś mijaliśmy.
Mieliśmy też małego pecha, bo tego dnia słońce nie wyszło zza chmur i było raczej ponuro.

Piesa miała w końcu za to możliwość swobodnego hasania (w granicach rozsądku). Jeżeli chodzi o psy, to wstęp do Parku jest bezpłatny, ale muszą one
przebywać na smyczy i lepiej posłuchać tego nakazu. Co prawda okolice
Jezior Plitwickich były odminowane, ale wiadomo, że: „Strzeżonego Pan Bóg strzeże” i lepiej nie kusić losu.  Niestety ścieżki były tak śliskie (wyślizgany śnieg i lód oraz przelewająca się woda), że bardzo szybko spuściłam Lajkę ze smyczy dla bezpieczeństwa nas obu. W duecie miałyśmy dużo większą szansę się skąpać – wystarczyłoby, że ja bym się zagapiła, albo piesa szarpnęła w nieodpowiednim momencie.
Oczywiście Lajson wykorzystał zyskaną wolność do spaceru po jeziorze. Lód nad płynącą wodą był bardzo cieniutki i może bym spanikowała, gdyby to była pierwsza, albo najstraszniejsza taka nasza przygoda. Na szczęście przywołanie mamy opanowane, więc wystarczyła jedna komenda i piesa wróciła na ścieżkę.

A jak wyglądała droga? Jak wspomniałam tłumów nie było, ale nie było też zupełnie pusto. Niektóre miejsca wyglądały całkiem w porządku – np. mostki, na których powstały śnieżne boczki dające złudne poczucie bezpieczeństwa:

Było też kilka miejsc całkowicie straszliwych, po których może odważylibyśmy się przeczołgać, ale przejść raczej nie (widoczna poniżej drewniana część jest już pokryta warstewką lodu):

Niektóre ścieżki sprawiały zupełnie mylne wrażenie, bo na ubitej drodze znajdowały się maleńkie kałuże – idealne, żeby się wykopyrtnąć:

Lajka natomiast każdą wolną chwilę spędzała na skarżeniu się „mamo, mamo jest mi tak źle!”. Ale o co dokładnie jej chodziło nie mam pojęcia. Nie było za zimno, spacerowaliśmy, śniadanie zjadła. Niektórym nigdy się nie dogodzi.

Przelewająca się woda niemiłosiernie huczała. Tam normalnie dudni cały czas. Po chwili jednak człowiek się przyzwyczaja i nie zwraca uwagi na hałas. Chyba, że próbuje się z kimś porozumieć, wtedy można spostrzec, że jednak coś jest nie w porządku.

Część naszej trasy prowadziła przez las, w górę, w dół, w głębokim śniegu – urozmaicenia były 😉

Na końcu czekała nas niespodzianka. Wybraliśmy dość krótką trasę
prowadzącą dookoła kilku jezior, ale kiedy doszliśmy prawie do jej końca tzn. znaleźliśmy się na szczycie naprzeciwko punku z którego
startowaliśmy – nasz samochód w linii prostej znajdował się naprawdę niedaleko – okazało się, że zejścia na dół i przejścia przez jezioro nie ma, bo ścieżki zostały
zalane. Musieliśmy wrócić tą samą drogą (czyli przejść prawie całą trasę jeszcze
raz).

Poniższy domek znajduje się tuż nad tym największym wodospadem z pierwszych zdjęć – strumień przepływa pod nim, a następnie woda spada w urwisko:

Zwiedzanie Jezior Plitwickich zimą ma kilka zalet: poza tym, że jest pięknie w zupełnie
inny sposób niż latem, to jest jeszcze dużo, dużo taniej (wstęp latem
kosztuje ok. 108, a zimą ok. 33 zł za dorosłą osobę) oraz jest mniej ludzi (ale i
tak więcej niż przypuszczaliśmy).
Z minusów mogę wymienić:
zamknięcie części szlaków z powodu zalania (i jak można się domyślać
oblodzenia) oraz bardzo śliską nawierzchnię.

5 thoughts on “Piesa tańczy na lodzie, czyli Jeziora Plitwickie zimą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *