Opinie Szkolenie W domu W społeczeństwie

O (nie)konieczności szkolenia psów i najważniejszych komendach

Kiedy pracuję z psem, w wywiadzie mam zawsze pytanie o to, czy był on szkolony. Jeżeli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca, dowiaduję się jakie polecenia umie wykonać pies. Takie informacje mogą być przydatne, ponieważ umiejętność wykonywania niektórych czynności na komendę, jeśli jest dobrze nauczona, czyli poprawnie wykonywana przez psa, może przydać się w rozwiązywaniu psiego problemu. Mówi też czasem to i owo o stosunkach na linii pies-właściciel, ale w tym wypadku łatwo o nadinterpretację, jeżeli nie mamy pełnego obrazu sytuacji.

Pytanie jest w pełni uzasadnione – odpowiedź na nie jest dla mnie ważna. Jednak właściciele psów na ogół reagują na nie odrobinę dziwnie. Wielu z tych, którzy nie szkolili swojego psa (ewentualnie nauczyli wykonywania jednego-dwóch poleceń) mówi o tym z lekkim zażenowaniem jakby troszkę się wstydzili, albo bali się mojej reakcji. Nie jestem pewna czy to kwestia strachu przed oceną ze strony osoby, która ma pełnić rolę eksperta, czy może rosnącej popularności szkoleń i presji ze strony otoczenia psiarzy, że pies ma być szkolony. W trosce o nerwy rozmówców staram się podkreślić, że niezależnie od stopnia nie-wyszkolenia psa wszystko jest w porządku. Nie ma się czym martwić – nauczymy tego, czego potrzebujemy, a ewentualne dalsze szkolenie jest wyborem właściciela.

Z drugiej strony jako opiekun psa muszę stwierdzić, że jedno z pierwszych pytań zadawanych mi po poznaniu Lajsona jest: „Umie jakieś sztuczki?”. Szczególnie osoby nie posiadające psów upodobały sobie to zdanie. A gdy tylko ktoś się dowie, że pies był szkolony, wtedy dopiero zaczyna się zabawa – wyobraźnia podsuwa obraz pudla w cyrku… najlepiej jeżdżącego na rowerze. Niestety Lajka w większości ćwiczy różne rzeczy wyjątkowo niewidowiskowe, więc w ostateczności mogę zainteresowanemu puścić jakiś filmik z treningu agility, co spotyka się ze słabym zainteresowaniem. I nigdy nie potrafię wytłumaczyć osobom usilnie próbującym przywitać się z Lajką „po ludzku”, że piesa podaje łapę na „łapa”, bo „daj” oznacza dla niej coś zupełnie innego, więc „daj łapę” w najlepszym wypadku nie znaczy dla niej nic.
Wydaje się, że dopóki nasz pies nie próbuje kogoś zjeść, nadgryźć, albo chociaż przeturlać w błocie, umiejętność wykonania naszych poleceń wzbudza w większej części społeczeństwa jedynie lekką ciekawość w poszukiwaniu rozrywki.

 

Zastanówmy się więc: czy pies musi być szkolony?
Jeżeli zaś odpowiedzieliśmy twierdząco na pierwsze pytanie, to pomyślmy nad tym: co powinien umieć wykonać na komendę?

Uściślę: przez szkolenie rozumiem uczenie psa wykonywania określonych zachowań na komendę. Komenda w moim rozumieniu oznacza sygnał (może być to wypowiedziane słowo, gest dłonią, dźwięk gwizdka itp.) podawany przez człowieka, na który pies ma zareagować w określony, wyuczony sposób.

Co do pierwszego pytania: jest jasne, że nie każdy musi szkolić swojego psa. Obowiązku takiego nie ma. Według mnie również nie każdy powinien to robić.
Ludzie mają swoje drobne słabostki, a dwoma dość powszechnymi jest to, że lubimy sądzić innych według siebie i popisywać się wiedzą. Jednak każdy człowiek jest inny i każdy z naszych psów różni się od pozostałych. Nie powiem, że szkolenie psów to tylko moda, ale też nie uważam, żeby był to wyznacznik dbania o zwierzę. Nie każdy człowiek lubi i potrzebuje szkolenia swojego czworonoga, a co najważniejsze: nie każdy pies do szczęścia potrzebuje szkolenia. Ważne, aby potrzeby człowieka i psa były zbieżne tzn. żeby byli oni do siebie dobrze dopasowani. Moim zdaniem z wielu względów warto szkolić psa, jednak nie może być to przymus (nawet nasz wewnętrzny), bo na niego wiele osób reaguje niechęcią. Natomiast szkolenie przede wszystkim powinno być przyjemnością zarówno dla psa, jak i dla opiekuna.

 

 

Pewnie pamiętacie najbardziej nielubiane i lubiane przez Was przedmioty w szkole. Jaki wpływ na Waszą sympatię do przedmiotu miał stosunek nauczyciela do nauczanego przedmiotu i uczniów? Myślę, że nauczyciele zafascynowani wykładanym przedmiotem oraz szanujący uczniów i doceniający ich postępy, potrafili w pewnym stopniu zainteresować lekcją nawet najbardziej opornego ucznia. Niezależnie od atmosfery i tak trzeba było opanować materiał, ale trudno powiedzieć jak wiele osób jest przekonanych, że jakiś dział nauki nie jest dla nich, tylko dlatego, że nauczyciel nie chciał lub nie potrafił uczyć. Czy więc chcemy na takie smutne wkuwanie pod przymusem skazywać nasze psy?
Jeżeli szkolić, to tylko z sercem.

Wiem, że dobre chęci nie wystarczą i dobry nauczyciel (zarówno dla psów, jak i dla ludzi) powinien odznaczać się jeszcze kilkoma ważnymi cechami charakteru (np. cierpliwością, opanowaniem) oraz posiadać pewne dodatkowe umiejętności (np. umieć jasno i prosto tłumaczyć). Pomimo tego zapał do pracy (byle nie słomiany) jest podstawą.

O ile rozbudowane szkolenie nie jest konieczne, to wychowanie psa już tak, ponieważ źle wychowany pies to na ogół problem nie tylko jego właściciela, ale wszystkich, którzy staną na jego drodze. I nieważne czy pies jest nadmiernie towarzyski, czy wręcz przeciwnie – zachowuje się agresywnie albo sprawia inne problemy. Można uczyć psa, jak wykonywać polecenia, a można uczyć tego, jak powinien się zachowywać. W pierwszym wypadku uczymy się komunikować (a w zasadzie odczytywać nasze sygnały), w drugim uczymy funkcjonowania w ludzkim świecie.

Granica między jednym i drugim może czasem stawać się nieco płynna. Jeśli będziemy psu zawsze w tym samym miejscu lub okolicznościach kazali wykonywać tę samą komendę, to w końcu pies przestanie czekać na nasz sygnał i bez naszej podpowiedzi w tych konkretnych warunkach będzie prezentował dane zachowanie.
Podobnie, ale nie do końca tak jak to opisałam, było z Lajką na początku nauki. Kiedy umiała wykonać tylko kilka komend, w wielu okolicznościach wykorzystywałam „siad”. Piesa szybko nauczyła się, że kiedy nie wie co ma robić, najlepiej jest usiąść i poczekać na dalsze instrukcje ode mnie.

Jestem zdania, że istnieją czynności, które pies powinien umieć wykonać na komendę. Współczesny świat jest tak skonstruowany, że pies, jeżeli ma funkcjonować w miarę naturalnie jako część naszej rodziny i nie sprawiać problemu nam i naszemu otoczeniu, powinien być dobrze nauczony prawidłowego reagowania na kilka podstawowych poleceń. Przede wszystkim jest to konieczne dla zachowania bezpieczeństwa tego psa oraz ludzi i innych zwierząt.
Może być tak, że nie chcemy inwestować czasu, energii i pieniędzy w długie szkolenie, w tym sensie, że nie traktujemy szkolenia jako przyjemnej formy spędzania czasu, a raczej jako przykry obowiązek. W takim wypadku warto skoncentrować się na nauce podstaw – najbardziej przydatnych umiejętności, które pozwolą nam na opanowanie psa w różnych warunkach. Nie powiem, że będzie to mały wysiłek, bo właśnie te podstawy często wiążą się z wymaganiem od psa, aby opanował swoje naturalne instynkty. Może być trochę trudno, być może trzeba będzie też skorzystać z pomocy fachowca – tym bardziej, jeśli nie jesteśmy przyzwyczajeni do w miarę regularnego szkolenia swojego psa, a chcemy tylko nauczyć kilku rzeczy. Warto pamiętać, że w trakcie nauki postępy psa mogą się nie tylko zatrzymać, ale wręcz cofnąć. Później też czasem może się wydawać, że pies zapomniał, jak reagować na komendę, którą zawsze wykonywał bezbłędnie – np. jeśli zachowanie całkiem przestało być nagradzane.
Ważne, żeby pamiętać, że chwilowe cierpienia na pewno się opłacą.

Według mnie istnieją trzy podstawowe zachowania, które pies powinien umieć zaprezentować na komendę:

Powrót do opiekuna.

 

Przywołanie to prawdopodobnie najważniejsza rzecz, której możemy nauczyć psa. Dobrze nauczone oznacza, że pies na odpowiednią komendę ma zawsze do nas wrócić. Pod tym terminem rozumiem też odwołanie (od czegokolwiek, co zainteresowało psa). Nieważne, co pies robi w danym momencie – hasło na powrót ma działać zawsze.
W tym wypadku styl w jakim pies je wykonuje nie do końca mnie interesuje. Istotne jest, by powrót był jak najszybszy, ale to, czy na końcu pies usiądzie blisko, przede mną, spoglądając mi z uwagą w oczy, czy krzywo stanie obok mnie patrząc na leżący obok patyk, jest całkowicie nieistotne. Ma być skutecznie, nie musi być pięknie.

 

Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego to takie ważne polecenie. Tak naprawdę najważniejszym elementem tutaj jest odwołanie. To, że pies do nas podejdzie, gdy nic go akurat nie zainteresowało jest osiągnięciem, ale raczej przeciętnego formatu. Jakość przywołania możemy ocenić w warunkach „bojowych”, czyli tam, gdzie na ogół „mózg psa się wyłącza” i zwierze „głuchnie” na nasz głos. Nie ważne, czy to kochający ludzi labrador wypełzł prosto z kałuży i leci się przywitać z panią w białej sukience, czy posokowiec wpadł na trop i tak się „zawąchał”, że jest już pod lasem, ważne, abyśmy umieli poskromić psa w najtrudniejszych dla naszej dwójki warunkach.

Siad.

 

Siadanie na komendę przyda się wszędzie tam, gdzie potrzebujemy, by pies przez dłuższą lub krótszą chwilę nie ruszał się z miejsca. Myślę, że w tej chwili niejedno zastosowanie tej komendy przyszło Wam do głowy. Pies nie czeka grzecznie przed otwieranymi drzwiami? Wybiega sam na ulicę? Z ekscytacji nie pozwala sobie zapiąć obroży? Ileż spokoju możemy zyskać ucząc dobrze wykonywać jedną prostą komendę.
„Siad” ma pewną przewagę nad „stój”: z zadkiem przyklejonym do podłoża psu nieco trudniej się przesuwać, czy nawet wystartować niż stojąc. Dodatkowo psu w wielu przypadkach przyjemniej będzie usiąść niż się położyć, bo w tej pozycji „jest wyżej” i więcej widzi, a jak chwila będzie dłuższa, to wygodniej będzie psu posiedzieć niż stać.
Najważniejsza będzie dla nas możliwość zatrzymania psa. Nie zawsze warunki są odpowiednie by ściągnąć psa od razu do siebie, czyli wykorzystać przywołanie, ale na ogół wtedy możemy go zatrzymać. Uwierzcie proszę, że to bardzo ważne i przydatne.
Przykład z życia: kilka lat temu, na początku naszej znajomości, spacerowałam z Lajką wiejską drogą wśród pól. Widoczność miałam ograniczoną przez rosnące dookoła krzaki, ale w tym miejscu praktycznie nie było ruchu i pomyślałam, że w panującej ciszy na pewno usłyszę nadjeżdżający pojazd, więc piesa hasała bez smyczy. W pewnym momencie zza rogu wyjechał samochód, którego się nie spodziewałam. Lajka była po drugiej stronie drogi, dlatego chwilowo miałam zablokowaną możliwość przywołania. Na wszelki wypadek, gdyby w piesie nagle zrodziły się myśli samobójcze, czyli postanowiła do mnie dołączyć, kazałam jej usiąść tuż przed rozdzieleniem nas przez samochód. Lajka usiadła i wytrzymała, aż do zwolnienia z komendy. Trudno ocenić, na ile realne było to zagrożenie. Jednak ja, jako właściciel psa w awaryjnej sytuacji, nie pozostałam bezsilna – miałam możliwość adekwatnej reakcji i pokierowania zachowaniem psa.

Zostawianie, czyli niepodejmowanie, wypluwanie i porzucanie.

Dobrze wychowany pies nie powinien brać do pyska i zjadać wszystkiego co wyda mu się atrakcyjne i potencjalnie jadalne, ale każdemu psu może się zdarzyć, że pod jego nos lub do jego pyska trafi coś, co znaleźć się tam nie powinno. Naprawdę najgrzeczniejszemu psu może się przytrafić taka sytuacja na przykład z przedmiotami, które mógłby zniszczyć lub produktami, którymi mógłby się zatruć. Wyobraźmy sobie, że nawet my – właściciele nie jesteśmy nieomylni i możemy między innymi przez pomyłkę podać psu coś, czego jeść nie powinien. Dlatego zanim trzeba będzie próbować odwrócić, to co już się stało, dobrze mieć ostatnią szansę na reakcję i naprawienie sytuacji.
Wygodnie jest mieć jedną komendę oznaczającą zostaw/wypluj/odejdź od tego, czyli odsuwającą psa od danego obiektu. Wtedy niezależnie od tego, czy pies dopiero zainteresował się tym, czym nie powinien, czy już ma to w pysku, możemy szybko reagować bez znacznego ryzyka pomyłki w komendzie. Nawet jeśli nie widzimy dokładnie, co i z czym robi pies, ale jego zachowanie budzi nasz niepokój, możemy wykorzystać ten sygnał.


Istnieje wiele innych przydatnych komend, które mogą nam ułatwić życie z psem. Przewrotnie dodam, że często im gorzej wychowany pies, tym więcej dodatkowych komend uznamy za przydatne. Przede wszystkim do tej grupy zaliczyłabym „komendy przypominajki”, czyli te którymi dobrze wychowanemu psu przypominamy jak powinien się zachowywać.
Na przykład:
Jeśli pies nie ma zwyczaju szczekać bez umiaru z byle powodu, to nie będziemy musieli go uciszać. Bo przecież jedno szczeknięcie, gdy np. zaskoczyliśmy go czymś nie jest niczym nagannym.
Podobnie jest z chodzeniem na luźnej smyczy – uważam, że jeśli mamy na takie zachowanie komendę, to powinna być właśnie „przypominajka”, bo najlepiej żeby pies był nauczony, że na smyczy się nie ciągnie.
Osobiście lubię „czekaj” używane jako przypominajkę. Kiedy wydaję polecenie, by piesa siedziała lub leżała, to oczekuję, że będzie trwała w tej pozycji do czasu, aż ją zwolnię. Mam jednak wrażenie, że jest o wiele spokojniejsza dostając potwierdzenie, co dokładnie ma robić oraz co ja będę robiła. „Czekaj” może oznaczać, że zaraz odejdę, albo będę robić coś innego, ale ona nie ma mi tym razem towarzyszyć. Dla przypomnienia – nie mam na myśli nauki do zawodów posłuszeństwa, tylko szkolenie ułatwiające codzienną komunikację.

Jednym potrzeba wiele szkolenia i komend, by w miarę sprawnie brnąć przez życie z czworonogiem, inni radzą sobie bez tej oprawy. Na pewno kojarzycie skądś taką parę: pana spod budki z piwem, uroczą starszą panią lub bezdomnego, z doskonale wychowanym psem. Małym kundelkiem, który bez smyczy idzie grzecznie w pobliżu właściciela, zawsze przychodzi na jego wołanie, nie zaczepia ludzi, nie szczeka bez powodu, nie wybiega na ulicę itd. Nie ma jednej magicznej metody na stworzenie więzi z psem i na jego wychowanie.

 

Jak widać, moim zdaniem w szkoleniu psów lepiej robić mniej, ale dobrze. Nie powinno być problemem, jeśli poprzestaniemy na absolutnym minimum programowym, ale te podstawy u każdego psa powinny być wyuczone doskonale.
Nie chodziło mi o to, żeby zniechęcać kogokolwiek do szkolenia psa, ale żeby pokazać, że nie jest to jedyna droga do szczęścia w psio-ludzkiej relacji. Jestem zwolenniczką dawania wyboru i pozwalania ludziom na samodzielne myślenie – psom zresztą też zdarza się okazać odrobinę geniuszu, gdy zezwolimy im na nieco samodzielności. Sama bardzo lubię szkolić Lajkę, chociaż nie jest ona najłatwiejszym współpracownikiem, ale daleko mi do oceniania ludzi, którzy potrzeby szkolenia psa nie czują. Oczywiście ta tolerancja funkcjonuje w pewnych granicach, których wyznacznikiem jest wpływ działalności właścicieli nie pracujących z psami i tych psów na innych członków społeczności.

 

Może Ci się spodobać

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    Pies do kwadratu
    13/04/2016 o 12:50

    Zgadzam się z Tobą w 100% – jak chyba zawsze zresztą.
    Swoją drgoą, śmieszna sprawa z tymi sztuczkami, też mnie to dręczy, szczególnie w przypadku Gambita – od setera nikt nie oczekuje niczego poza dostojnym wyglądaniem, więc jak Tytania poda łapę i stanie na tylnych nogach to już jest szczęście i radość społeczneństwa. Jakoś wobec Gambita ludzie mają większe wymagania (kwestia borderowatego wyglądu?) i trudno im przetłumaczyć, że pies jest przygotowywany do startu w zawodach w dyscyplinie, która jak się nie wie, na co patrzeć to… cóż, jest po prostu nudna. I co z tego, że mam pięknie zrobione chodzenie przy nodze, jak to nie jest dostatecznie widowiskowe. 😛 Wczoraj byłam na piwie i zabrałam młodsze zwierzę, żeby mu jeszcze zrobić trening w nowym miejscu i znajomi zastali nas przed kanjpą w trakcie ćwiczeń właśnie. Byli w sumie dość zawiedzeni – raz, że pies kiedy podeszli, nie rzucił się na nich żeby się przywitać, tylko tkwił w pozycji przy nodze, a dwa, że w sumie nic szczególnie widowiskowego nie zrobił (czasem mi się upiecze i "stópki" załatwiają sprawę :P).

    • Odpowiedz
      filozof
      22/04/2016 o 05:09

      Nie chcę obrażać synusia, ale… może Tytania jest na prawach prawdziwej piękności? Tzn. jest taka śliczna, że tylko się chce na nią patrzeć i już nic więcej od niej nie wymaga 😉
      Gambit też jest ładniutki, ale w starciu z seterem przegrywa. Nawet ja – raczej niezbyt entuzjastycznie nastawiona do seterów – nie mogę się oprzeć irlandom 😀

  • Odpowiedz
    Martyna Gajda
    13/04/2016 o 14:44

    Moim zdaniem, każdy kto decyduje sie na psa dorosłego, ze schroniska lub fundacji a juz w szczególności członkowie domów tymczasowych powinni przechodzić szkolenie. Jeśli nie z psem to przynajmniej w ramach kursu "na sucho". nie moge słuchac, jak ktos twierdzi, ze pies którym mu sie przyszło opiekowac jest głupi albo złosliwy. My Lilkę szkolimy intensywnie z posłuszeństwa i przywoływanie / odwoływanie to zadanie, na któe nie znaleźlismy jeszcze skutecznego sposobu 🙁
    pozdrawiamy!

    http://www.PROJEKTAMSTAFFblogspot.com

    • Odpowiedz
      filozof
      22/04/2016 o 05:11

      Dobrze napisane 🙂 Jestem zdania, że szkolić trzeba przede wszystkim ludzi.

  • Odpowiedz
    Psiolubni
    14/04/2016 o 15:12

    Ja z moimi psami mieszkam na wsi (choć właściwie nie jest to wieś a bardziej okolice leśne…) Tutaj nikt nigdy psa nie wychowywał a o nauce sztuczek nie ma mowy. Jeśli więc ktoś do mnie przyjdzie a ja jestem w trakcie treningu z psami to nie przerywam tego co robię, tylko uczę skupiania uwagi nawet przy piszczących i "o jacie, jaki sprytny" ludziach. Zauważyłam że największą fororę robi Nero trzymający na głowie różne przedmioty i Niko vaultujący od wszystkiego co popadnie.

    • Odpowiedz
      filozof
      22/04/2016 o 05:13

      Niestety mam pojęcie jak psi los wygląda na wsi. Brak wychowania psów to często najmniejszy problem.

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *