Podróże Spacery

Nietypowe spacery, czyli Teufelsberg i Prora

Dwie rzeczy możemy brać za pewnik: pańciostwo z Lajsonem wyjadą gdzieś na świąteczno-noworoczną przerwę, a relacja na blogu będzie najwcześniej za kilka miesięcy. W ubiegłym roku zaczęłam co prawda nieśmiało pisać o naszym wypadzie do Berlina, ale zapomniałam o dwóch miejscach, które są cudownie spacerowe i wyjątkowo dobrze nadają się do zwiedzania z psem. Obowiązkowe punkty takie jak Alexanderplatz i Brama Brandenburska są warte odwiedzenia, ale chciałam Wam zaproponować wycieczki, które spodobają się również Waszym czworonogom. Teufelsberg znajduje się w Berlinie, natomiast Prora nad Bałykiem, ale zdecydowanie warto się do niej wybrać.

Teufelsberg

O jej istnieniu dowiedziałam się z bloga Makulskich. Teufelsberg to dosłownie „diabelska góra”. Została usypana z gruzów budynków zburzonych w czasie II wojny światowej i jest najwyższym wzniesieniem w Berlinie. Pewnie nie byłoby w niej nic bardziej szczególnego, gdyby nie fakt, że w czasach zimnej wojny amerykańska NSA (Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) wybudowała sobie na tej górze bazę. Brzmi intrygująco? Chyba trochę strasznie, trochę śmiesznie, trochę nostalgicznie. Któż z nas w dzieciństwie nie budował sobie bazy. Na drzewie, na górce, czy w innych krzakach… Jak widać amerykanie hołdują zasadzie „dream big”, więc się nie rozdrabniali przy budowie swojej. W każdym razie w końcu chyba dorośli, bo porzucili bazę, a jej pozostałości są udostępniane zwiedzającym.

 

 

Górę postanowiliśmy szturmować ostatniego dnia roku 2015. Mieliśmy jednak spory problem – internety zgodnie twierdziły, że baza od jakiegoś czasu jest zamknięta dla turystów. Postanowiliśmy zignorować znalezione informacje i sprawdzić samodzielnie czy da się tam wejść. Kiedy podjechaliśmy w pobliże Teufelsbergu, natknęliśmy się na kolejne trudności. Okazało się, że tego dnia jest „Bieg Pączka” (nie pytajcie, nie mam pojęcia o co chodziło z pączkiem, bo żadnych pączków nie widziałam) i droga do bazy jest zamknięta. Musieliśmy więc zaparkować u podnóża góry, pod lasem, na osiedlu domków jednorodzinnych, a dalej udać się spacerem. Łąka i las Grunewald, przez które szliśmy są malownicze nawet w szary grudniowy dzień, a góra nie jest zbyt wysoka – na szczęście, więc jest to dość przyjemny spacer. Charakterystyczne kopuły bazy NSA prawie cały czas są widoczne na tyle, że trudno się zgubić. Jedyny minus był taki, że kiedy dotarliśmy do ogrodzenia, nie bardzo wiedzieliśmy, w którą stronę należy dalej iść, aby jak najszybciej dotrzeć do wejścia. A kiedy już zdecydowaliśmy się na jeden kierunek, doszliśmy do drogi, którą właśnie przemierzali „pączkowi” biegacze, całkowicie blokując nam przejście.

 

 

Kiedy dotarliśmy do wejścia, okazało się, że zwiedzanie bazy jest możliwe, więc tym bardziej byliśmy zadowoleni. Myślę, że gdyby było zamknięte, to mogłabym zupełnie inaczej zapamiętać tę wycieczkę. Pan pobierający opłaty za wstęp (kilka euro od osoby, pies za darmo) był w żartobliwym nastroju, co się nam udzieliło. Zapłaciliśmy i podpisaliśmy oświadczenie, że nie będziemy skakać z budynków. Hm… Na ogół się o takich rzeczach nie myśli, ale wieża może wyglądać obiecująco dla osób chcących targnąć się na swoje życie.
W końcu weszliśmy. Na miejscu znajduje się  kilka budynków – najciekawszy oczywiście jest ten z kopułami. Oprócz tego trochę chaotycznie porozrzucanych instalacji artystycznych (???), które trudno mi ocenić. Najciekawszymi elementami obiektu są prawdopodobnie graffiti pokrywające prawie wszystkie pionowe powierzchnie. Mnie najbardziej interesowało jak wyglądają w środku kopuły wieńczące budynki, bo nawet z oddali robiły kosmiczne wrażenie. Nie można też zapomnieć o świetnym widoku na miasto.

 

 

Prora

Prora to wielki, opuszczony ośrodek wypoczynkowy, wybudowany przez nazistów na wyspie Rugia. Składa się z 8 długich budynków rozciągających się wzdłuż wybrzeża na 4,5 kilometra i robi naprawdę niesamowite wrażenie. Nigdy tak naprawdę nie został ukończony, ale obecnie część budynków została odnowiona. Budynek na północnym krańcu został przerobiony na schronisko młodzieżowe, a jeden z środkowych budynków przerobiono na apartamentowiec. W południowej części wciąż trwają remonty kolejnych budynków.

 

 

Pierwszego dnia 2016 roku udaliśmy się do Prory. Samochodem z Berlina zajęło nam to około dwóch godzin. Warto wyjechać w miarę wcześnie, bo okrążenie ośrodka to mniej więcej 9 kilometrów, co daje bardzo przyjemny spacer. My zaczęliśmy zwiedzanie w północnej części kompleksu, gdzie budynki są w nie najlepszym stanie, ale też nie całkowicie w ruinie i skierowaliśmy się na północny kraniec. Kiedy doszliśmy do ostatniego budynku – tego ze schroniskiem, Najlepszemu Mężowi zabroniono robienia zdjęć. Okazało się, że w budynku ulokowano uchodźców i pilnowano by nie zakłócać im spokoju. Na początku się zdziwiliśmy, ale nie był to jedyny przypadek podczas tego wyjazdu, kiedy natykaliśmy się na miejsca pobytu uchodźców.

 

 

Następnie ruszyliśmy nad morze i brzegiem przeszliśmy do południowego krańca Prory, gdzie zawróciliśmy i kontynuowaliśmy marsz wzdłuż budynków. Mieliśmy szczęście, bo dzień był nie tylko ciepły – idealny na spacer, ale też mglisty, co jeszcze potęgowało melancholijny nastrój budowany przez ruiny i morze. Myślę, że w takich pięknych warunkach przyrody, to idealne miejsce do nakręcenia horroru, albo przynajmniej dreszczowca.

Podsumowując: dwa różne obiekty, oba nietypowe, zapewniające ciekawe doznania estetyczne dla ludzi i zachęcające do dłuższego spaceru z psem. Jeśli traficie do Berlina na kilka dni i obejdziecie już wszystkie obowiązkowe punkty zwiedzania, to powinniście też zobaczyć Teufelsberg i nawet skoczyć na dzień do Prory 🙂

 

 

 

 

Może Ci się spodobać

Brak komentarzy

    Zostaw odpowiedź

    Proszę uzupełnić poniższe działanie: *