Niebezpieczeństwo antropomorfizacji

Wśród posiadaczy psów istnieją dwa problematyczne podejścia do tych zwierząt, często przejawiające się w skrajnej, bezkompromisowej formie:

1. Traktujące psa jako przede wszystkim potomka wilka. Nasz pupil jawi się tu niemalże jako dzikie zwierze – drapieżnik, który pragnie być przywódcą stada i zrobi wszystko, by zdominować człowieka. Nic w tym dziwnego, jeśli jest agresywny i powinien taki być oraz gryźć, bo to pies. (Tym ujęciem zajmę się być może kiedy indziej – piszę „być może”, bo już naprawdę wiele napisano o tym , że pies to nie wilk.)

2. Odnajdujące w psie tylko dziecko-maskotkę. „Piesio” w tym ujęciu to najlepszy przyjaciel człowieka, milusi i słodziusi, który zawsze chce tylko być przytulany i noszony na rękach, a my powinniśmy mu to zapewnić. Na pewno nigdy nikomu nie zrobi krzywdy, bo przecież kocha – swoją panią/pana i cały świat też.

Osoby, które postrzegają psa w ten drugi sposób, często traktują go po prostu jak małego człowieka – takiego trochę kudłatego, na czterech łapkach, ale jednak człowieczka. Co za tym idzie, przypisują mu różne ludzkie cechy np. podobne do ludzkich potrzeby (przecież każdy pieseł pragnie manikiurów czy sojowego mleka) lub ludzki sposób rozumowania.

Zachowanie może determinować sposób myślenia, to co myślimy wpływa na to jak się zachowujemy i powstaje błędne koło, z którego nie sposób się wyrwać. Często prowadzi to do błędnego rozumienia zachowań zwierząt. Analizujemy je i przypisujemy psom motywy działań charakterystyczne dla ludzi. Np. pies zrobił kupę na nowy dywan, bo jest złośliwy; jeżeli pies boi się dzieci, to z pewnością w przeszłości jakieś dziecko zrobiło mu krzywdę.

Wszyscy początkujący trenerzy i zoopsychologowie są przestrzegani przed straszliwą antropomorfizacją. Jest w tym tyle racji, że często język jakiego używamy determinuje nasz sposób myślenia i modyfikuje go. Jeżeli obracamy się w gronie specjalistów i naukowców, to faktycznie należy wystrzegać się mówienia o zwierzętach jak o ludziach, co oczywiście nie jest proste, ponieważ często brakuje nam adekwatnych określeń (nasz codzienny język dotyczy głównie ludzi – ich emocji, uczuć, zachowań itd. – i jest najbogatszy w słowa odnoszące się do nas). Nie ma jednak zbyt wielkiego ryzyka, by źle się zrozumieć – wystarczy podać dokładne definicje używanych słów (co nie zawsze jest łatwe, ale od eksperta można wymagać).

Natomiast w gronie amatorów, wystrzegałabym się używania nadmiernie zdehumanizowanego języka. Ludzie często zbyt wyraźnie widzą różnice pomiędzy psami, a swoim własnym gatunkiem. Zapominamy o tym jak wiele fundamentalnych cech nas łączy, żeby wymienić tylko: emocje, świadomość, bycie zwierzętami społecznymi. To dobry fundament do wzajemnego zrozumienia (to oraz wiele wieków wspólnego rozwoju). Właśnie brak odpowiedniego języka odnoszącego się do zwierząt sprawia, że laikowi łatwiej wytłumaczyć coś, używając słów tradycyjnie odnoszących się do ludzi, przy użyciu porównań, bądź personifikacji. 
W tym przypadku też często trzeba cierpliwie i wyraźnie definiować użyte słowa. Wszystko jest w porządku póki wiemy co nas łączy, a co różni od psów. I że pies to ani wilk ani człowiek. Dwóm rodzajom opisanych powyżej przypadków, często nie da się wytłumaczyć niczego, niezależnie od użytego języka. Dygającym przed antropomorfizacją młodym trenerom i studentom zoopsychologi też.

ps. Ten osioł ze zdjęcia, to żadna aluzja 😉

5 thoughts on “Niebezpieczeństwo antropomorfizacji

  • 25/02/2014 at 15:51
    Permalink

    A propos antropomorfizacji, usłyszałam kiedyś, że nie powinnam szkolić T., bo jest jeszcze młoda i musi cieszyć się życiem, a przecież później się wszystkiego nauczy. 😛

    Reply
  • 25/02/2014 at 16:55
    Permalink

    To ciekawe, bo na ogół spotykam się z opinią, że pies jest za młody (za głupi) jeszcze na szkolenie albo, że dorosłego psa nie da się niczego nowego nauczyć. Ale takie oszczędzanie dzieciństwa? Czego to ludzie nie wymyślą 😀

    Reply
  • 26/02/2014 at 07:20
    Permalink

    Bardzo ciekawy wpis. Zgadzam się, że przesadzanie w kazdą strone może po prostu zaszkodzić zwierzęciu. Uwazam że pies to pies, zwierzę ktoremu należy sie po pierwsze szacunek za to jakim jest i koniec.
    serdecznie pozdrawiam 🙂

    Reply
    • 26/02/2014 at 14:27
      Permalink

      Taki w telegraficznym skrócie, ale cieszę się, jeśli się podoba 🙂

      Reply
  • 20/08/2017 at 14:06
    Permalink

    My zHektorem jestesmy po prostu najlepszymi przyjaciolmi.Staram sie myslec z perspektywy psa,dlatego pewnego dnia pozwolilam mu wytarzac sie we wspanialej, jeszcze cieplej konskiej kupie.Byl bardzo dumny z siebie ze tak pachnial,a ja bylam dumna z siebie ze udalo mi sie bardzo uszczesliwic psa.Mniej wiecej wiemy co lubia psy…czemu czasem nie dac psu isc na calosc???

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *