Podróże

Nasza majówka, czyli wyprawa z psem do Pragi i co zobaczyliśmy po drodze

Wspominałam, że jestem opieszała? Z pewnością tak. Dlatego dopiero teraz zabieram się za relację z naszej majówki. Udałyśmy się do – jak to usłyszeliśmy podczas naszej wycieczki – „najpiękniejszego miasta na świecie”, czyli Pragi.
Dla czepliwych od razu napiszę o kagańcu na zdjęciu po lewej. Zostało ono zrobione na schodach ruchomych w praskim metrze. Lajka jako kundel ma nietypowy pyszczek i do tej pory nie udało nam się dobrać odpowiedniego kagańca, dlatego jeśli jest taka konieczność używamy archaicznego cudu po moim pierwszym psie – najwygodniejszy nie jest, ale piętnastominutową przejażdżkę w metrze da się w nim wytrzymać (uchylenie pyska dla zaczerpnięcia świeżego powietrza i wystawienie jęzora też jest w nim możliwe).
Przejazd z Warszawy do Pragi nie jest najkrótszy i w zasadzie w naszym przypadku była to „osobna historia”. Zaliczyliśmy po drodze dwa przystanki tzn. dwa istotne, bo przerw na kawę, jedzenie, czy fizjologicznych było znacznie więcej. W podróży było pięknie, właśnie kwitł rzepak i krajobrazy przez większą część czasu wyglądały tak (pomyślałby kto, że u nas się nic nie uprawia poza rzepakiem):

Najpierw zatrzymaliśmy się w Pisarzowicach na zwiedzanie opuszczonego kościoła ewangelickiego. Nie była to nasza pierwsza wizyta w tym miejscu – jest ono bardzo piękne i klimatyczne, ale też przygnębiające jak każdy popadający w ruinę zabytek. Ze zwiedzaniem nie ma problemu – nie jest ono w żaden sposób zabezpieczone – oczywiście na własną odpowiedzialność. Piesa również z nami weszła, jednak trzeba uważać na psa ze względu na porozrzucane wszędzie kawałki szkła oraz schody bez barierek (innych niebezpieczeństw nie dostrzegłam).

Następnie udaliśmy się do Jeleniej Góry.

Tam zwiedzaliśmy Szklaną Manufakturę – galerię wraz z pracownią, w której grawerowane jest szkło. Przyjął nas właściciel, który opowiedział nam zarówno o sztuce grawerowania szkła jak i o swojej z nią przygodzie. Chociaż o szkle nie wiem zbyt wiele i nie jest ono moim hobby, bardzo podobała mi się ta wizyta – miło spotkać człowieka z pasją szczególnie jeśli potrafi bezpretensjonalnie o niej opowiadać. Lajka rzecz jasna była z nami cały czas. Jej jednak wizyty w galeriach nie zachwycają – tyle udało mi się uzyskać, że leży grzecznie i nie jęczy jak to ma w zwyczaju. Poniżej z serii „weź pieska na ręce zrobię wam zdjęcie”:

Jako że Szklana Manufaktura to również sklep, udało mi się wyjść z łupem. Infantylna ze mnie baba, więc wybrałam kubeczek dla dzieci. Kiedy okazało się, że będzie na nim też wygrawerowane moje imię, to faktycznie ucieszyłam się jak dziecko.

Bo czego innego można spodziewać się po takiej psiarze?

W Jeleniej Górze zdecydowaliśmy się też zjeść obiad w restauracji sieci Sphinx. Tu spotkało nas miłe zaskoczenie – nie tylko nie było problemu z wejściem z psem (choć usiedliśmy w ogródku), ale też zaproponowano nam wodę dla psa. Zdziwiliśmy się ponieważ ze Sphinxami mieliśmy rożne doświadczenia (chodzi o próby wejścia z psem): w Gdańsku weszliśmy bez problemu, w Kaliszu wpuszczono nas tylko do ogródka, a we Wrocławiu wcale. Jak widać firma nie ma jednej psiej polityki, więc warto pytać i sprawdzać gdzie można wejść.

Do Pragi dotarliśmy dopiero wieczorem. Nasz wyjazd był nieco spontaniczny (akurat czytałam książkę o Czechach i pomyślałam „a może by tak majówka w Pradze…”) i organizowany w pośpiechu, więc nie mieliśmy zbyt dużego wyboru jeżeli chodzi o hotele. Z tych z wciąż dostępnymi pokojami, niedrogich i akceptujących psy zdecydowaliśmy się na Hotel Bridge znajdujący się w dzielnicy Černý Most – coś takiego jak nasze Kabaty  – koniec świata, czyli miejsce gdzie kończy się metro. 
To zacznę od tego co było niefajne. Prysznic, który był, ale niestety bez kabiny – wszystko przystosowane dla osób niepełnosprawnych jednak niezbyt praktycznie – woda rozlewała się po całej łazience. Dość daleko do metra – około 700 metrów, ale dla nas to był plus – akurat pies miał czas załatwić poranne potrzeby. Kiedy weszliśmy do hotelu pierwszy raz, na recepcji leżały na wierzchu dowody osobiste, a pobliżu nie było nikogo z obsługi. Najgorsza jednak była polska wycieczka  i sytuacje typu: stoisz w trzyosobowym ogonku po kiełbaski na śniadaniu, a nagle materializują się przed tobą kolejne trzy osoby (cudowne rozmnożenie).
Nie podobały mi się dwie sytuacje z psem. Od razu powiedzieliśmy i pokazaliśmy, że jesteśmy z psem – podczas płacenia nie ściągnięto opłaty za psa, o której istnieniu nie zostaliśmy poinformowani. Natomiast kiedy kolejnego dnia pobytu wchodziliśmy do hotelu i chcieliśmy zapłacić za wi-fi, recepcjonistka zapytała nas czy płaciliśmy za psa. Powiedzieliśmy, że nie. Oczywiście dopłaciliśmy za psa i nie to było problemem. Nie lubię niejasnych sytuacji, w których traktuje się mnie jak oszustkę czy naciągaczkę, a tak się poczułam. Pobyt psa kosztował nas około stu złotych.
Kiedy staliśmy przy recepcji piesa szczeknęła… RAZ…  i została przez nas natychmiast uciszona. Recepcjonistka w niezbyt miły sposób zwróciła nam uwagę, że pozostałym gościom może się to nie podobać. Nie lubię kiedy traktuje się mnie jak osobę, która nie zna zasad współżycia społecznego. Ciekawe jak by pani zareagowała gdyby komuś zapłakało dziecko? Czyżby w hotelu nie przewidziano, że pies może szczeknąć? Nie mówię o ciągłym darciu japy tylko o przypadkowym szczeknięciu. Cóż… kiedy inni goście wracali o piątej nad ranem z imprezy i hałasowali na korytarzu nikt się nie przejmował czy nam się to podoba a dodam, że recepcja czynna była całą dobę.
Z plusów mogę wymienić: duże pokoje, miłą obsługę, przeciętne śniadania (tak, jeżeli śniadaniem hotelowym można się najeść, jest świeże i jadalne, to już jest plus).

Najfajniejsza jednak była wielka łąka ze stawem, którą od hotelu dzieliła  kładka nad drogą (niestety odkryłyśmy ją dopiero ostatniego dnia).

Może Ci się spodobać

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    D.
    10/05/2014 o 17:14

    Pierwsze zdjęcie jest fantastyczne. Lajka wygląda, jakby krzyczała o ratunek: "Pomocy, porywają! Jestem niewinna!". Cudo.
    Jak wyglądała kwestia zwiedzania z psem? W Pradze byliśmy jeszcze w czasach sprzed T. i pamiętam, że sporo zwiedzaliśmy, jeżeli chodzi o rozmaite muzea i galerie oraz zabytki. Da się, czy nie bardzo?

    • Odpowiedz
      filozof
      11/05/2014 o 19:24

      Będę jeszcze pisała o tym co zwiedzaliśmy. Muzea itp. nie były naszym priorytetem, więc nie jestem pewna, ale przypuszczam, że jest tak jak wszędzie. Była z nami osoba, która miała nieco inny plan (właśnie zwiedzała galerie i muzea), więc zapytam.

  • Odpowiedz
    Ola
    13/07/2017 o 12:05

    czy pupil musi mieć paszport?

    • Odpowiedz
      Ewelina
      13/07/2017 o 12:52

      Tak, podczas wyjazdów na terenie Unii Europejskiej pies musi mieć paszport w ważnymi szczepieniami. Niektóre kraje Unii mają dodatkowe wymagania, ale na wyprawę do Czech nas szczęście wystarczy to.

  • Odpowiedz
    Ewa i Abi
    07/08/2017 o 09:26

    Jak myślisz, oszukany kaganiec (kantar) by wystarczył w komunikacji miejskiej? i czy kupowaliście dla psiaka bilet? Za tydzień się wybieram z moją pannicą 🙂 i troszkę się obawiam 😀

    • Odpowiedz
      Ewelina
      07/08/2017 o 09:42

      Myślę, że jest spora szansa, że kantar by wystarczył – w Warszawie wystarcza, a przypuszczam, że tam też nikt się w definicje kagańca nie bawi 😉
      Pies podróżuje bezpłatnie.
      Życzę udanej podróży 🙂

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *