Opinie

Najbardziej irytujące typy ludzi…

…spotykanych podczas spacerów (lista na podstawie
własnego doświadczenia, chociaż ja zazwyczaj staram się być
wyrozumiała):

1.
Ciotka dobra rada. Może
być też mężczyzną i w większości przypadków będzie. Osoba, która niepytana,
zasypie cię morzem porad dotyczących psów. Z potrzeby serca i dobroci. Swą
wiedzę dotyczącą wychowania i opieki nad psem czerpie z osiedlowych
wieści, od pradziada z odległej wsi oraz przede wszystkim z TV. Tu
niezastąpionym mistrzem jest Cesar Millan.
Te wszystkie kundlowate
pochodne ratlera dążące do dominacji nad światem. Jak byśmy je
powstrzymali, jeśli nie dzięki opalonemu, medialnemu guru zza oceanu? Być może właśnie dzięki poradom wspomnianej ciotki…
Nie
ważne jak wychowany jest pies naszego doradcy (najczęściej wcale) – on i tak wie,
co robisz źle i jak powinieneś to zmienić. Przy tym pęka z dumy i
samozadowolenia. Osobiście przyjmuję taktykę milczenia, bo mnie zatyka, kiedy
słyszę ogrom głupot wygadywanych przez ludzi i często nie wiem nawet jak rozpocząć próby sprostowania tej „wiedzy”, tym bardziej, że najczęściej są to osoby
niereformowalne i całkowicie nie nastawione na dyskusję na temat swej
ślepej wiary. Przy kolejnej okazji przypadkowo spotkanego na ulicy mijam szerokim łukiem.

2.
Kupkacz osiedlowy z
częściowym paraliżem kręgosłupa (najczęściej moralnego). Nigdy nie
przychodzi mu do głowy sprzątnąć po swoim psie. Kiedy widzi jak ty się
schylasz, patrzy z politowaniem. Jeśli akurat z tobą rozmawia, ignoruje
fakt, że jego pies defekuje na trawniku obok (starannie omijając tę scenkę
wzrokiem). Nigdy więcej się nie odzywam do takiego, zdarza się, że nie mówię „dzień
dobry”. W końcu to ja, na moim bucie (weszłam na trawnik, żeby sprzątnąć
po moim psie) niosę do domu, to czego on nie posprzątał. Generalnie
traktuję go, jakby gość nasr** mi na wycieraczkę, bo w praktyce do tego
się jego zachowanie sprowadza. Tak, przy takim zachowaniu włącza mi się
agresor jak u mini-yoreczka, tracę cierpliwość do wychowywania, bo i tak najczęściej kończy
się słowną przepychanką.

3.
Właściciel psa „on chce
się tylko pobawić”. Takie piękne słowa: kiedy widzę, że innemu psu na
widok mojej piesy załączyła się opcja „łańcuch łowiecki”, piesa też to
widzi i chowa się za mną, a właściciel rzeczonego psa wrzeszczy z oddali „on
nie zrobi krzywdy, on lubi pieski” lub kiedy drugiego psa ponosi w
zabawie, która przestaje być zabawą i słowa słyszę te same. Można
oczywiście odesłać rzeczonego właściciela psa do behawiorysty, albo omijać
szerokim łukiem i czekać aż w końcu jego piesek zrobi innemu pieskowi
prawdziwą krzywdę, a sprawa skończy się w sądzie.

4.
Widownia. Ćwiczysz sobie z
psem w parku (sztuczki, posłuszeństwo, czy co tam sobie wymyślisz) i nagle
orientujesz się, że ktoś obserwuje cię z zainteresowaniem. Czasem więcej
niż jedna osoba, czasem nawet wasz występ jest komentowany (oczywiście w trakcie, wystarczająco donośnym głosem, żebyście się zorientowali, że to o was – bo
że staniecie się obiektem osiedlowych plotek, to pewne). Gratuluję, jesteś
prawdziwym zjawiskiem – niemalże cyrkowcem, bo gdzie indziej pieski robią
takie śmieszne rzeczy. Pół biedy jeśli pies jest w stanie pracować w takim
rozproszeniu, gorzej jeśli widownia domaga się dialogu, elegancko
zagadując „a on to lubi? a sama go pani tego nauczyła? a trudno tego
nauczyć?”. Co i tak jest o niebo lepsze, niż puszczenie luzem swojego
pikusia, żeby pobiegał sobie z takim grzecznym, zdolnym psem jak twój (może się czegoś przy tym też nauczy, jakoś tak przez osmozę czy podobnie).
Ewentualnych oglądaczy używam jako nagrody dla psa – Lajka wykonuje kilka
poleceń, a następnie jest zwalniana, żeby mogła się pobawić z widownią i
ich psami. Jeżeli widownia nie chce integrować swojego pieska z naszym? A
czy moimi chęciami, ktoś się przejmował chwilę wcześniej?

5.
Flirciarz. Niestety każda
młoda (lub jak w moim przypadku, ujmę to poetycko, „wciąż jeszcze młoda”)
kobieta spacerująca z psem jest narażona na „atak” podrywacza. Z wiekiem stwierdzam, że mniej młodym i nawet lekko zapuszczonym (znacie te poranne spacery w piżamie?) też może się przytrafić na trasie erotoman- gawędziarz. Jeśli ma
się akurat dobry nastrój do flirtowania, a typ nie jest zbyt nachalny, to
nie ma problemu. Ja jednak wychodzę na spacer z psem, a nie na podryw (cóż, trzeba mieć priorytety), więc coraz częściej mnie to drażni. I nie ważne w
jak stare, ubłocone ciuchy się ubierzesz, jak się przygarbisz, że pryszcz
na nosie i że jest środek zimy, a tobie po dwóch godzinach na mrozie
cieknie z nosa (po twarzy, bo już straciłaś czucie) – zawsze, ale to
zawsze znajdzie się jakiś amator twojej prywatnej wersji „dziada
śmietnikowego”. Strategia pozbycia się jest dowolna – w zależności od poziomu
cierpliwości w danym dniu.

Razem na końcu świata – najlepiej.
Nie zrozumcie mnie źle. 99% ludzi spotykanych przeze mnie
na spacerach, to bardzo fajne osoby. Po prostu, co jakiś czas trafi się ktoś
wyjątkowo działający na nerwy i inspirujący do wymyślenia stu i jeden sposobów na popełnienia samobójstwa.

A Wy macie
jakieś swoje wybitnie denerwujące typy?

Może Ci się spodobać

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    Olka Mikler mojprzyjaciel-pies
    10/02/2014 o 14:26

    Ja typy 1 i 3 spotykam najczęściej. Kiedyś dyskutowałam, ale stwierdziłam że to nie ma sensu i nic już nie mówię, tylko robię swoje. Przecież inni i tak wiedzą najlepiej :D.

    • Odpowiedz
      filozof
      10/02/2014 o 18:18

      Dla własnego zdrowia – nie warto. Dziesięć głębokich wdechów i wydechów często załatwia sprawę… no może czasem 20 😉

  • Odpowiedz
    DeeDee
    10/02/2014 o 16:16

    Ja dorzuciłabym jeszcze jeden typ "proszę zabrać psa!" – ludzie spacerujący zwykle z pieskami małych ras, które nigdy nie są spuszczane ze smyczy. Jak idę z moim psem (większy, bo seter irlandzki) to taka psina natychmiast jest ściagana albo i brana na ręce, nawet, jeżeli pokazuje po sobie tylko chęć do zabawy.

    • Odpowiedz
      filozof
      10/02/2014 o 18:17

      Słuszna uwaga. Niestety też to znam, a przeżyłam niemały szok, kiedy po raz pierwszy pani ratowała swojego yoreczka przed Lajką-mordercą (mniej niż 40 cm w kłębie). Szkoda tylko tych psów, które jeszcze nie mają nerwicy swoich właścicieli, a ci za wszelką cenę starają się skrzywić im psychikę.

  • Odpowiedz
    AsiaSml
    10/02/2014 o 20:20

    Ja najbardziej "lubię" tych, co są święcie przekonani, że nawet jeśli Boniakowa ich w danej chwili obszczekuje, to za chwilę będzie potulnym pieseczkiem. Nie będzie. Schylają się, cmokają, wyciągają łapska – "nie bój się piesku", "no chodź tu do mnie", "ja kocham wszystkie pieski". Nie mówię, że Bona jest aniołkiem i trzeba się natrudzić, żeby ją wkurzyć – ona z natury nie lubi ludzi, ale bawienie się w zaklinacza psów nie pomaga, a wręcz wzmaga zdenerwowanie mojej suczy.
    Pozdrawiamy, Asia i Bona http://piesoswiat.blogspot.com/

    • Odpowiedz
      filozof
      11/02/2014 o 07:46

      O proszę, ilu pominęłam 🙂 Faktycznie są tacy i na ogół mają jeszcze w zanadrzu magiczny argument "on mi nic nie zrobi, bo mnie wszystkie pieski lubią, bo ja je lubię i one to czują".

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *