Akcesoria

Lajkowy przegląd: turystyczne miski dla psa

Jesteśmy rodziną, której trudno usiedzieć w jednym miejscu i jeśli mamy trochę wolnego czasu (za wiele go nie mamy, ale kto w dzisiejszym świecie ma) to zaraz gdzieś wybywamy. Lubimy podróżować. To znaczy ja bardzo lubię, Najlepszy Mąż prawdopodobnie jeszcze bardziej, a Lajson najbardziej na świecie lubi kiedy rodzina jest w komplecie. Rzadko się zdarza żebyśmy nie zabrali piesy ze sobą, ponieważ my też wolimy, kiedy nasz model 2+1 się nie rozdziela. Wycieczka bez psa jest na pewno łatwiejsza do zorganizowania, ale o ileż mniej ciekawsza.
Jednym z podstawowych akcesoriów, które warto zabrać nawet w najkrótszą podróż, jest psia miska.

Nie muszę chyba pisać, że miska na karmę to tylko miły dodatek. Przyda się, jeśli nasza podróż jest dostatecznie długa, ale gdy o niej zapomnimy, to pies z taką samą przyjemnością schrupie swój posiłek prosto z podłogi, a jeść z ręki opiekuna, to już dla niego w ogóle frajda. 
Jednak bez miski na wodę trudno się obyć. Jeśli jej nie mamy przy sobie, to musimy liczyć na życzliwość innych ludzi, improwizować lub korzystać z naturalnych zbiorników wodnych – dla nas opcja trochę fuj, chociaż dla psa sama radość. Niektórzy uczą psy pić prosto z butelki, niestety nie każdemu się to udaje. Uważam, że oprócz domowego kompletu, warto też zainwestować w dodatkową przenośną miskę.  
Idealna miska turystyczna byłaby: 
– wygodna w użyciu
– zajmująca mało miejsca
– trwała
– stabilna 
– estetyczna i ładnie wykończona.
Tak się składa, że w życiu trudno znaleźć ideał, nawet wtedy, gdy chodzi o taką błahostkę. Testowaliśmy już z Lajką różne rodzaje przenośnych poideł i chętnie podzielimy się naszymi doświadczeniami.

Nie wiem do końca dlaczego, ale od dłuższego czasu towarzyszą nam składane, silikonowe miski Trixie (kupuję ciągle takie same, bo notorycznie je gubię), chociaż nie uważam ich za wyjątkowe pod jakimkolwiek względem. Jeśli chodzi o wygląd: nie jest ani ładna ani brzydka – jest to zwyczajna niczym niewyróżniająca się składana miska. Wszystkie, które miałyśmy były w kolorze czerwonym, ale dostępne są również niebieskie. Produkowane są w kilku rozmiarach – my kupujemy najczęściej takie o pojemności 0,5 litra (średnica ok. 14 cm, wysokość ok. 6 cm). Ich cena (tak jak wszystko inne) jest przeciętna – koszt półlitrowej to ok. 25 złotych.

Miski Trixie są miękkie i łatwo się je składa, ale jeśli tylko niechcący się je trąci, to wylewa się z nich woda, a psy bardzo często przez przypadek następują na nie i samodzielnie je składają. Oprócz tego, bardziej zabawowym psom może spodobać się miękka guma, którą niestety dość łatwo uszkodzić psim zębem i nieodwracalnie zniszczyć miskę – w ten sposób straciliśmy jedną z naszych, poświęcając ją dla uciechy goldena. Dodatkowo nie jest łatwo ją przenieść za małe uchwyty, ponieważ lekko wygina się i sprężynuje pod ciężarem wody. Natomiast po napojeniu psa, gdy ją składamy nawet, gdy dobrze ją wytrząśniemy, woda pozostaje w szczelinach, więc lepiej nie wrzucać jej do torby, jeżeli nie chcemy zamoczyć zawartości. Można oczywiście miskę wytrzeć lub – wersja dla leniwych – przypiąć  np. do pasa lub plecaka wykorzystując dziurki w uchwytach.

Moim zdaniem najlepiej nadaje się na krótkie wycieczki i sytuacje gdy na postoju tylko poimy psa, a następnie chowamy miskę i ruszamy dalej.
Chcąc korzystać z zalet naszej sztandarowej miski podróżnej, ale uniknąć części jej wad, jakiś czas temu kupiłam materiałową miskę Ruffwear Quencher Bowl. Wybrałam najmniejszy rozmiar (S): 0,75 litra, o średnicy ok. 14 cm i wysokości ok. 8 cm – w kolorze różowym rzecz jasna. Ta akurat jest naprawdę ładna.
Na jej niekorzyść działa cena ok. 65-70 złotych. Nie bardzo podoba mi się też, że w przeciwieństwie do misek silikonowych, które rozszerzają się ku górze, lub niektórych materiałowych o takiej samej średnicy w każdym punkcie, ta miska zwęża się ku górze. Nie wydaje mi się, żeby utrudniało to psu picie (o ile dobierzemy odpowiedni rozmiar) jednak dla bardziej delikatnego psa może być nieprzyjemne. 
Miskę Ruffweara jest trudniej wywrócić niż wcześniej opisywaną, jednak jeśli pies stanie na jej krawędź lub lekko naciśnie ją łapą, może wylać wodę. Chociaż, co mile mnie zaskoczyło, jest bardziej sztywna niż się spodziewałam.
Ma kilka plusów, których nie mają inne opisywane miski: jest leciutka, można ją zwinąć w kulkę i wcisnąć prawie wszędzie, a jeśli zwinie się ją odpowiednio, to ostatnie kropelki wody nic nam nie zachlapią. Dodatkowo dość łatwo otrzepać ją z resztki wody. Dostępna jest też w nieco droższej wersji z zamknięciem – ściągaczem ze sznurka. Podsumowując: na razie jestem z niej zadowolona, ale zobaczymy jak będzie po pierwszej dłuższej wyprawie.
UPDATE: Miska jest fantastyczna, wygodna do noszenia i rozłożenia – towarzyszy nam na wszystkich pieszych wycieczkach.

Naszym najnowszym łupem jest składana miska zakupiona „niechcący” w Auchan. Pierwszą jej zaletą, którą spostrzegłam była cena: bodajże 9 złotych i 90 groszy. Moim zdaniem to bardzo tanio. Doceniłam też różowy kolor (nielubiących różu uspokoję, że jest też wersja niebieska) i otwory w kształcie serduszek, dzięki którym można miskę zahaczyć i powiesić. Jej średnica to ok. 19,5 cm, wysokość ok. 6 cm. Prawie cała wykonana jest z silikonu, poza górną częścią z tworzywa sztucznego, dzięki czemu uchwyty (mała rzecz, a cieszy) nie wyginają się kiedy napełnimy ją wodą. Muszę przyznać, że wydaje się być bardziej solidna od miski Trixie. Silikon jest twardszy i o wiele trudniej się ją składa, co moim zdaniem jest zaletą – jest szansa, że pies średniej wielkości nie złoży jej przez przypadek.

Tak naprawdę w naszym przypadku ma to być miska przenośna-stacjonarna: Najlepsza Matka poprosiła mnie o składaną miskę, którą mogłaby wyjmować tylko na czas wizyt psa, a którą w międzyczasie można by było bez problemu schować. Ta jest świetna do tego celu. Myśląc o jej stabilności poleciłabym ją też na dłuższe wyjazdy – nie zajmie wiele miejsca w bagażu, a jeżeli rozstawimy ją na dłużej w pokoju hotelowym, to jest duża szansa, że nikt z niej niechcący nie wyleje wody na dywan.

Moim zdaniem osobom często podróżującym samochodem wygodnie będzie, gdy zaopatrzą się w dodatkową miskę do auta. Powinna być niewielka, lekka, ale mocna i niekoniecznie składana (nawet lepiej, jeśli będzie normalna). My tak zrobiliśmy i teraz, gdy zatrzymujemy się gdzieś na dłuższy postój, mogę ustawić picie dla Lajki i nie muszą się martwić, że zaraz ktoś niechcący je przewróci. Naszą miskę nabyłam w zoologicznej sieciówce za kilkanaście złotych – całkowicie spontanicznie (jak to często bywa w naszym przypadku). Jest metalowa, co wydaje mi się bezpieczniejszym wyborem niż miska plastikowa, którą o wiele łatwiej połamać. Ma wszystkie cechy, które wymieniłam jako przydatne, a oprócz tego jest podgumowana dzięki czemu dobrze trzyma się podłoża. Wybrałam pasujący do używanej przez nas samochodowej psiej maty czerwony kolor. Dla nas ta dodatkowa miska jest strzałem w dziesiątkę: wcale nie zabiera miejsca w aucie, a niezależnie od tego czy jesteśmy na dłuższej, czy krótszej wycieczce, ani czy odpoczywamy na parkingu, czy w restauracji, mamy ten komfort, że nie musimy ani prosić o wodę dla psa, ani nerwowo szukać turystycznej miski w bagażach.
UPDATE: Niestety kiedy w miska zardzewiała, kiedy na dłużej pozostawiłam w niej wodę.

Na sam koniec zostawiam nie-miskę, czyli psi bidon. To bardzo fajny sprzęt – butelka na wodę z dość mocnego plastiku z zamocowanym podłużnym pojemnikiem na wodę. Mechanizm jest pomysłowy: gdy odchylamy pojemnik w bok, odblokowujmy odpływ butelki i gdy ją przechylimy i ściśniemy,  woda spływa do rynienki, z której może napić się pies. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie tracimy dodatkowego miejsca w bagażu. Zamiast butelki i miski możemy zabrać tylko jedno poidełko. Oczywiście jest to rozwiązanie idealne np. na piesze wycieczki, gdy bardzo zależy nam na oszczędzaniu miejsca w plecaku, a psa planujemy poić szybko i skutecznie. Minusem na pewno jest fakt, że raz wypompowanej wody nie zlejemy z powrotem do butelki, więc jeśli pies jej nie wypije, to możemy w ten sposób zmarnować sporo zapasów.
Mnie do bidonu zniechęciła jedna sytuacja. Miałam zwyczaj wracać z Lajką z pracy spacerem. Trwało to około dwóch godzin, ale po drodze miałyśmy park, dwa małe lasy i inne atrakcje, więc była to kusząca opcja (żeby po powrocie do domu nie lecieć już na spacer tylko w spokoju odpoczywać). Na taką drogę bidon wydawał się być idealny, a ja akurat dostałam w prezencie od szwagierki przywieziony z zagranicy, śliczny, przezroczysto-fioletowy, idealnej wielkości i w dodatku z dość grubego, ale elastycznego jak na plastik materiału, więc zawsze pakowałam go do plecaka. I pewnego pięknego dnia, prawie już będąc w domu, kiedy stałam na parterze i czekałam na windę, spojrzałam na posadzkę i pomyślałam „co ze fleja tu tak nachlapała”, po czym nerwowo złapałam się za plecak. Z niewiadomych przyczyn, w nieznanych bliżej okolicznościach, a w miłym i przytulnym wnętrzu plecaka mój bidon postanowił się zepsuć jednocześnie przeokrutnie mocząc nie tylko plecak, ale i bardzo ważne dokumenty z pracy. Od tamtej pory nie ufam bidonom…

Może Ci się spodobać

5 komentarzy

  • Odpowiedz
    Shusha Schroniskowy Spaniel
    24/08/2015 o 22:24

    My również posiadamy różową miskę, ale zakupioną w Auchan. Szczerze mówiąc zabieram ją na każdy wyjazd, gdziekolwiek. Jest bardzo stabilna, trwała, nadaje się świetnie jako wyjazdówka – stacjonarna -> tak jak wspomniałaś 😉 Zamierzam kupić jeszcze jedną mniejszą wyjazdówkę na karmę .

    • Odpowiedz
      filozof
      27/08/2015 o 18:53

      O widzisz, uświadomiłaś mi, że ja też kupiłam w Auchan – zaraz poprawię.

  • Odpowiedz
    Marta K
    25/08/2015 o 08:04

    My uwielbiamy te miski silikonowe, faktycznie łatwo ją psu samemu złożyć, ale wystarczy trochę przypilnować i jest okej. Baardzo podoba mi się ta z Ruffwear, ale niestety cena kosmiczna, a to jednak tylko miska 😉

    • Odpowiedz
      filozof
      27/08/2015 o 18:55

      Tak, u mnie też silikonowe wygrywają jako poidła na większość okazji.
      Moim zdaniem też Ruffwear przesadza – no niby wodoodporna, ale jednak szmata 😉

  • Odpowiedz
    Anonimowy
    06/04/2016 o 11:21

    Ja kupiłam śliczną miseczkę dla mojej Grażyny w bowl&bone bardzo ładna. Czasami się zastanawiam czy teraz pisaki to nie mają ładniejszych rzeczy niż my sami.

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *