Kiedy nie patrzę, czyli chwile grozy

Często powtarzam, że Lajka jest bardzo grzecznym pieskiem i nie jest to tylko moja opinia. Faktycznie te „duże” problemy, które nam towarzyszą wynikają z jej trudnego życia, jej kłopotów i nie wolno jej za nie winić. Pracujemy nad nimi cały czas i chociaż oczywiście rzutują one na nasze codzienne życie, zdołałyśmy się do nich przyzwyczaić i radzimy sobie całkiem nieźle. Łatwo za to jest wpaść w samozachwyt, gdy ciągle ktoś zwraca nam uwagę „jaka ona jest grzeczna”, bo nie ciągnie na smyczy, nie włazi bez pozwolenia na jezdnię, wykonuje polecenia itd. itp.. Do tego dochodzą słodkie minki, czyli składanie uszek, zmarszczone „z zatroskaniem” czółko, „ufne” długie
spojrzenia w oczy oraz bardzo delikatne zabieganie o uwagę i złudzenie
chodzącej grzeczności gotowe. To może dziś opowiem trochę o drugiej ciemnej stronie, bo jest z nami słodka Lajeczka i potworny Lajson, a to wszystko ukryte w małym pokrytym rudą sierścią ciałku (czyżby jednak „rude było wredne”?).

Codzienne polecenia (w których nagrodą jest często szybkie „dobry pies” czy „super”) piesa wykonuje na ogół w miarę szybko i bezbłędnie. Natomiast pracuje ze mną (uczy się) często bardzo opornie tzn. jeżeli ja wydobędę z siebie maksimum entuzjazmu, zrobię z siebie debila na całą okolicę (skaczę, piszczę, pokrzykuję), wydobędę najlepsze smaki (czyli wpadnę na to, które aktualnie są najlepsze, bo Lajka czasem ma ochotę na domowej roboty pieczone mięsko, a czasem na twarde jak kamień najtańsze ciasteczka ze sklepu) oraz nową (bo stare jest już be) i fajną zabawkę (tu przynajmniej istnieje pewna stałość – ma być miękka i najlepiej piszcząca), to może wykrzeszę z niej podczas ćwiczeń podniesione uszy (z merdającym ogonem pracować się nie godzi). A te podniesione uszy to już pół sukcesu, bo to zawsze znaczy: bardziej energicznie, szybciej. I to też daje niewprawnym oczom złudzenie dobrze wychowanego, (ba!) wręcz uprzejmego psa na co dzień, bo przecież widać, że jej się chce a robi to co mówię i pokazuję, czyli grzeczna jest niezaprzeczalnie. Z pewnością większe wrażenie sprawia posłuszeństwo wykazywane przez Lajkę w chwilach niezwykłej ekscytacji, ale tego nie nadużywam, bo aż żal usadzać zwierzę kiedy wreszcie wydobyło z siebie nieco życia.

To kiedy widać tego złego Lajsona? Jak napisałam w tytule – „kiedy nie patrzę”. Dodam, że nie należy tego stwierdzenia brać dosłownie. Lajka doskonale wie kiedy uwaga skupiona jest na niej i wcale nie muszę mieć wlepionych w nią oczu by powstrzymać ją od kombinowania.

Na podstępność Lajki nie zwracałam uwagi do czasu aż jakiś czas temu Najlepszy Mąż fuknął na mnie przez telefon z wyrzutem, że piesę nie zawsze da się odwołać – miało to chyba znaczyć, żebym nie kłamała w tych internetach. Zapytałam co się stało i dowiedziałam się, że Lajka pobiegła za kotem, a zawołana nie wróciła od razu. Najlepszy Mąż w tym czasie szedł i rozmawiał z kolegą, czyli nie poświęcał psu zbyt wiele uwagi. Odpowiedziałam złośliwie, że psa to trzeba umieć wołać. Choć i w tym jest trochę prawdy. Gdy piesa zerwie się do biegu za psim kumplem, a moim zdaniem czas wracać do domu lub gdy dostrzeże coś nowego i ciekawego, wtedy używam łagodnego i pogodnego „do mnie”. Jeśli zaś łamie domowe zasady i leci pogonić kaczkę słyszy krótkie i ostre „wróć”.

Pomimo tego, że jednym z problemów z początków naszego wspólnego życia było zjadanie świństw na spacerach (np. podgniłe mięsko, ludzkie odchody – na szczęście z tym była tylko jedna próba), to teraz daję Lajce dużo wolności. Uważam, że swoim zachowaniem zasłużyła na moje zaufanie. Wolno jej z bliska wąchać nieświeże mięso i śmiercionośne kości na trawniku, znikać mi z oczu w krzakach (w których ludzie załatwiają potrzeby fizjologiczne – na Kępie Potockiej w ciepłej porze roku jest to prawdziwa zmora psiarzy), powąchać ropuchę, czy wybrać towarzyszy zabawy.

Kiedy jednak tylko się zdekoncentruję piechełenka zamienia się w podłego Lajsona. Nic sobie nie robi z mojej obecności, czyli dokonuje czynów zakazanych takich jak ganianie kaczek i podbieganie do psów na smyczy. Czasem nawet ignoruje moje polecenia. Do zjadania paskudztw jeszcze się nie posunęła, ale kto wie co jeszcze wymyśli. Nie dziwiło mnie gdy zorientowała się, że rozmowa przez telefon skutecznie mnie unieszkodliwia i to że patrzę nie znaczy, że widzę. Zaskoczyło natomiast świetne wyczucie momentów kiedy odpływam myślami. Wystarczy więc, że się zamyślę, a piesa robi co jej się podoba a czego normalnie robić jej nie wolno.

Mały potwór ukryty jest przez większość czasu, ale jak się już ujawni nie jest łatwo go opanować. Ponadto ma tajną broń – doskonale wie, że gniew należy rozbroić nie podwiniętym ogonkiem, smutnymi oczkami i położonymi uszami, ale wręcz przeciwnie – dzikim tańcem (tup tup tup – jak przy powitaniu po stu latach niewidzenia się), śpiewem (ona potrafi wydawać z siebie niezwykłą różnorodność pomruczków, powarczków i cichego wycia) i skakaniem na pańcię, a jeszcze można na tym ugrać niezłą zabawę.

Punkt kulminacyjny osiągnęła wstrętna bestia ostatnio podczas jedzenia szaszłyka. Najlepszy Mąż kupił rodzaj gotowego mięsa na grilla –  ciasno nawinięte na patyki do szaszłyków plastry boczku, które pomimo tego na co wskazywała etykieta średnio nadawały się do spożycia dla ludzi. Opieczone niby były dobre, ale moim zdaniem zaczynały dziwnie pachnieć. Piesa dostała do ogryzienia patyczka (coby nie poszedł na zmarnowanie). System był taki: ja trzymałam z dwóch stron szaszłyk i powoli go obracałam, a Lajeczka pięknie delikatnie skubiąc przednimi zębami systematycznie rozprawiała się z mocno przyklejonym do patyczka mięsem. Do czasu, aż zaczęłam rozmawiać z Najlepszym Mężem i na chwilę skierowałam wzrok na niego. A potem znów na patyczek, którego ponad jedna trzecia zniknęła! To by było na tyle w kwestii zaufania. Ostatnia rzecz jakiej by się można było spodziewać po psie, który każdy kąsek z ręki bierze jak najdelikatniej tak by nie dotknąć palców. Widać każdemu się kiedyś kończy cierpliwość – powolne ogryzanie pysznego boczku musiało być irytujące.

Po tym zdarzeniu (które miało miejsce wieczorem) Lajson oczywiście obserwowany był bacznie przez kilkanaście godzin do czasu, kiedy to koło południa dnia następnego podczas spełniania pańciowego obowiązku, tuż obok sprzątanej z trawnika kupy znalazłam brudną 1/3 patyczka do szaszłyków w jednym kawałku. Mój mały mistrz zyskał tytuł „żelazne jelito”.

Żartować sobie mogę, ale zwierz zwyczajnie mnie okpił, a to ja powinnam być mądrzejsza i przewidująca. Miała piesa szczęście, że nic się nie stało, a jeszcze większe szczęście miałam ja, bo taką głupotę trudno sobie darować. Mimo wszystko jak zwykle napiszę: każdemu się zdarza, najlepszym też (a kto twierdzi, że jemu nie ten kłamie). Tak zwani „świadomi” opiekunowie psów mają czasem tendencje do mentalnego samobiczowania się, a „pozytywni” trenerzy mają zwyczaj ich w tym utwierdzać mówiąc, że to co i jak robi pies, to nie jego wina tylko wina człowieka, bo to człowiek jest odpowiedzialny, uczy (widocznie źle) i wychowuje. Nie tędy droga – niby pies jest tylko pies, ale my jesteśmy jedynie ludźmi możemy się mylić i nie kontrolujemy wszechświata.

Taki przykład podłości charakteru 😉 – bestia kradnie buldożerowi sprzed nosa zabawkę z tunelu 🙂

Na koniec dodam, że naukowcy zajmujący się badaniem canis familiaris przeprowadzili nie jeden eksperyment dotyczący tego, czy pies wie kiedy
patrzymy i czy jest w stanie przypisać nam jakąś wiedzę, czyli w pewnym
sensie postawić się w naszym położeniu – stwierdzić co możemy widzieć, ale to już jest temat na kolejny wpis. Ciekawskim na początek proponuję zapoznanie się z dwoma krótkimi i bardzo przystępnie napisanymi artykułami na blogu dr. Trojana: „Uważaj na co patrzysz – czyli jak zwierzęta przyglądają się innym i co z tego wynika?” oraz „Przynieś piłkę!…tylko którą? Podejmowanie decyzji u zwierząt” – uwaga (!) – nie tylko o psach.

2 thoughts on “Kiedy nie patrzę, czyli chwile grozy

  • 30/08/2014 at 09:52
    Permalink

    Psy chyba dobrze wiedzą, kiedy mogą sobie pozwolić na coś więcej :).

    Reply
    • 02/09/2014 at 19:05
      Permalink

      W większości przypadków bardzo szybko się tego uczą 😉

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *