Bez psa

Kiedy masz dość psa: Klub Serbski

Dobra, dobra, wcale nie musisz mieć dość towarzystwa swojego psa. Możesz, ale nie musisz. Zresztą od zapsionych mniej lub bardziej znajomych czasami słyszę „nie samym psem człowiek żyje”. Nie jestem tego taka pewna, chociaż są miejsca, do których warto się udać pomimo tego, że nie wpuszczą nas do nich z psem. Trudno w to uwierzyć, ale one istnieją. Są po prostu tak ciekawe, że można się dla nich poświęcić i rozbić rodzinę porzucając gdzieś psa na chwilę. Powiedzcie sami jaki stopień fajności trzeba mieć, żeby kusić nawet bez psa? Bo przyciągać psem to raczej żadna sztuka.

Nie spodziewajcie się tu u „dzikich ludzi” jakiś hipsterskich ekscesów z tej okazji. Na ten nasz blogowo-zdradliwy pierwszy raz wybrałam miejsce moim zdaniem absolutnie fantastyczne, do pokochania od pierwszego wejrzenia: Klub Serbski. O miejscu tym można gdzieniegdzie przeczytać w internetach, chociaż raczej niełatwo wpaść na jego trop przypadkiem, a wejść do niego „z ulicy” (nie będąc przez nikogo uprzedzonym o lokalizacji tego przybytku) całkowicie niepodobna. Brak szyldów i strzałek nie powinien nas jednak zniechęcać. Nie jest aż takim kłopotem jak to niektórzy sugerują trafienie tam – wystarczy mieć dobrą instrukcję, a ja Wam taką podam.

Zacznijmy od tego czym jest Serbski Klub. To ni mniej ni więcej tylko stołówka ambasady Serbskiej. Nie, nie wpuszczam Was w maliny – naprawdę polecam Wam stołówkę.

Bardzo lubię dobrze zjeść, a w tym miejscu da się to zrobić. Może nie jest to najbardziej eleganckie miejsce z najwytworniejszym jedzeniem na świecie, ale jest smacznie, dużo i tanio (jak na Warszawę nawet bardzo – moim zdaniem). Najecie się i będziecie szczęśliwi – dokładnie tak, jak ja po wizycie w Klubie. W końcu nie zawsze musi my być „ą-ę” – wystarczy, że jesteśmy w ambasadzie.

Pierwsze co rzuca się w oczy to wystrój wnętrza. Trzeba przyznać, że nie jest supernowoczesny. Dominuje styl
stołówkowo-retro-restauracyjny w odcieniach żółto-zielonkawych z dodatkiem bieli, ale przecież nie
dla podziwiania dizajnu krzeseł, czy innych pierdół się tam chodzi, więc nie ma się czego
czepiać i nad czym rozwodzić. Czysto jest, schludnie jest, i wygodnie. Można sobie spokojnie
odpocząć czekając na posiłek. Szczególnie, że obsługa jest sympatyczna.

W Klubie można zakosztować bałkańskich specjałów w miłej i kameralnej atmosferze. Dla spragnionych nowości i egzotyki na pewno coś się znajdzie. Ci, którzy nie lubią wydziwiać też trafią na coś dla siebie – rzeczy nazwane i wyglądające całkiem normalnie np. szaszłyk, mizeria, czy naleśniki z dżemem (pyszota).

Na pierwszym zdjęciu poniżej czewapy z kajmakiem. Mniam 🙂

Karta dań jest dość długa, ale nie zawsze wszystko będzie dostępne, co jednak nie przeszkadza, bo przecież zawsze można wybrać jakiś inny smakowity kąsek. I nie ma problemu jeśli mamy ułańską fantazję jeść wszystko z kajmakiem (a my z najlepszym mężem mamy taką tendencję) – tzn. nie wszystko jest tak podawane, ale nikt na nas nie spojrzy jak na wariatów jeśli go zamówimy do mięsa (to już nam się w jugosławiańskim barze w Warszawie zdarzyło).

Z minusów, które trudno znaleźć – nie ma na miejscu serbskich/bałkańskich piw. Smuteczek. Za to jak ładnie poprosicie, to można zamówić rakiję (nie szukajcie jej w karcie).
Jedyny drobiazg, który zawsze mi się nie podoba – można płacić jedynie gotówką.

Godziny otwarcia:
12:00-21:00 od poniedziałku do soboty

Adres:
Aleja Róż 5

Instrukcja:
Stojąc na chodniku przodem do ambasady, a tyłem do ulicy, należy udać się na lewo, gdzie znajduje się furtka i brama. Następnie trzeba zadzwonić guzikiem przy domofonie opisanym „klub” – nie róbcie przy tym głupich min, bo w środku mają podgląd z kamery. Kiedy rozlegnie się sygnał dźwiękowy można otworzyć furtkę w bramie (po lewej, bo po prawej jest furtka do ambasady). Potem idziemy do końca budynku, skręcamy w prawo, przechodzimy przez białe drzwi znajdujące się naprzeciwko (przed wejściem może stać ktoś palący, a same drzwi jeśli jest ciepło mogą być zachęcająco uchylone) i, po przejściu przez kolejne drzwi, schodzimy po schodkach na prawo w dół. Jeśli dotarliście do milusiej sutereny, w której pachnie jedzeniem, widać stoliki z krzesełkami i wita Was sympatyczna kelnerka, to jesteście na miejscu.

Jakbyście byli ciekawi to Lajson na czas naszej wizyty był porzucony u Najlepszych Rodziców 🙂

Może Ci się spodobać

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    bohunpies
    08/05/2015 o 12:40

    Czytam, zastanawiam się o czym mówisz, jakie wskazówki dojścia do celu, to chyba nie może być aż tak trudne, ale nie, to jakaś masakra 😛 Dobrze, że jestem we Wrocławiu, przynajmniej nie kusi mnie żeby sprawdzić czy trafię 😉 Wygląd dań rzeczywiście stołówkowy, chociaż skoro polecasz, to rzeczywiście musi to dobrze smakować. A czasem no cóż, trzeba się od psa odchamić, ja nawet nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy gdzieś bez Bohuna, nawet na imprezy pracownicze i domówki z nami chodzi 😉

    • Odpowiedz
      filozof
      11/05/2015 o 16:45

      My też na ogół chodzimy z Lajsonem i rzecz jasna jedno z pierwszych pytań Najlepszego Męża, to było "czy tu wolno przyjść z psem?". Rzadko robię takie wyjątki, ale to jest tak dziwne miejsce.W centrum Warszawy, w dość drogiej (jeśli nie eleganckiej) części miasta przycupnęła tajemna stołówka. Sama koncepcja jest absurdalna i chyba warto wpaść choćby z ciekawości. Poza tym jak ktoś lubi bałkańskie klimaty jedzeniowe, to nie wiem czy jest "smaczniejsze miejsce" w Wawie.

  • Odpowiedz
    Anonimowy
    11/05/2015 o 09:52

    Fajny post. Temat jedzenia i tak skojarzył mi się z "pieskimi sprawami": na jakiej diecie jest Lajka? Co myślisz o BARFie i o łączeniu tej diety z inną? Już dawno miałam Cię o to zapytać. Anka

    • Odpowiedz
      filozof
      11/05/2015 o 17:01

      Obecnie Lajka jest na pańciowej wersji/adaptacji BARF-a. Ona jest trochę niejadkiem, więc pewne zmiany w oryginale były konieczne. Testowałyśmy już karmę suchą, mokrą, gotowane posiłki i surowiznę chyba we wszystkich wariantach również z łączeniem różnych pokarmów i sposobów żywienia.
      Jednak co do żywienia psów, to na ogół staram się nie wypowiadać, bo nie mam żadnego formalnego wykształcenia w tej dziedzinie i w związku z tym uważam, że nie powinnam wypowiadać się publicznie na ten temat.
      Sama staram się podchodzić do żywienia psów racjonalnie – moim zdaniem powinniśmy karmić psa tym co uważamy dla niego za najlepsze/najzdrowsze, tym co on sam lubi i czego przygotowanie nie sprawia nam zbyt wielu problemów. Lajson ze względu na częste braki apetytu jest moim "żywieniowym poligonem" i "królikiem doświadczalnym". Jej akurat BARF w dużej mierze odpowiada (poza tym, że są rodzaje mięsa i warzywa, których za nic nie zje). Znam psy, które bardzo lubią i bardzo im służy BARF i takie, które w życiu do pyska surowego mięsa by nie wzięły. Wszystko jest kwestią indywidualną 🙂

  • Odpowiedz
    Katarzyna Knopp
    21/08/2015 o 14:15

    czy Klub jest faktycznie otwarty do 21:00? w soboty też?

    • Odpowiedz
      filozof
      22/08/2015 o 06:04

      Tak 🙂 Chyba, że nastąpił jakiś nieoczekiwany zwrot akcji – ostatni raz byliśmy w klubie kilka tygodni temu.

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *