Podróże Spacery

Jak szukaliśmy plaży dla psów w Babich Dołach…

Miałyśmy już tu na blogu piękną historię o szukaniu plaży dla psów w Orłowie – wtedy nam się udało. Ba! Nawet nie znaliśmy numeru wejścia na plażę, przy którym jest ta nasza upragniona, a jakoś trafiliśmy. Postanowiliśmy więc powtórzyć nasz sukces z drugą otwartą dla psów Gdyńską plażą – w Babich Dołach. Jednak zacznę od początku.
Do Gdyni udaliśmy się w ponoć najbardziej upalny weekend tego lata, a pomimo ostatnich chłodniejszych dni pamiętamy, że lato mamy w tym roku doskonałe. Zmęczeni gorącem, po tygodniach siedzenia pod wiatraczkiem postanowiliśmy wybyć i nacieszyć się słońcem nad Bałtykiem, bo co jak co, ale taka gratka nieczęsto się zdarza. Też tak macie, że jak chcecie wypocząć nad pięknym polskim morzem, to zaraz się okazuje, że deszcz, gradobicie i może jeszcze śnieżna zawierucha wam stają na drodze do upragnionego szczęścia? Może przesadzam, ale krajowa pogoda wakacyjna zbyt często nas nie rozpieszcza, więc koniecznie trzeba było skorzystać.

Pierwsze kroki jak zwykle skierowaliśmy do Orłowa, tym razem jednak nie na psią plażę, ale by Najlepszy Mąż mógł sobie pospacerować po Kępie Redłowskiej. Ja w tym czasie dzielnie pilnowałam Lajeczki, bo psom do tego rezerwatu zakazano wstępu. Zostałyśmy więc przy wejściu i chłonęłyśmy morskie widoki. Dobra, trochę ściemniam – Lajka smuteczkowo leżała (tak, ona potrafi smutno leżeć, a zniknięcie ukochanego pańcia, to jest dobry powód do horyzontalnego wyrażenia cierpienia), natomiast ja bawiłam się internetami. W międzyczasie całkiem przypadkiem zorientowałam się, że tuż koło nas zatrzymał się wóz straży miejskiej, więc dyskretnie zapięłam piesę na smycz, bo zgaduję, że takie jest minimum jeżeli chodzi o przepisy miejskie (nie widziałam sensu, żeby nam się sznurek walał po ziemi w czasie odpoczynku). Tym razem to nie psiarze byli obiektem zainteresowania służb – zostawiono nas w spokoju. Na szczęście Najlepszy Mąż szybko wrócił i po krótkiej wizycie na najlepszym i jedynym słusznym molo w Trójmieście mogliśmy udać się dalej.

Widok na Kępę Redłowską.
Widok z molo.

Po dojeździe do Babich Dołów zaczęliśmy jeździć raz w jedną a raz w drugą stronę, poszukując jakichś wskazówek, aby jak najbardziej się zbliżyć do wejścia na plażę GDY 4, przy którym miała znajdować się plaża dla psów. Tak, tym razem byliśmy przygotowani, a przynajmniej tak nam się wydawało. Mieliśmy co prawda „drobny” problem, bo internety nie podawały jednej wersji, w którym dokładnie miejscu poszukiwane wejście się znajduje (różne informacje m.in w artykule o psiej plaży i Google Maps), ale przynajmniej mniej więcej się orientowaliśmy gdzie powinno ono być.
W końcu zaparkowaliśmy przy ulicy prostopadłej do Arenda Dickmana, wysiedliśmy z auta i poszliśmy dalej prosto – pomysł był świetny, morze znaleźliśmy, niestety tabliczka informacyjna była oznaczona „GDY 5”. Cofnęliśmy się i skręciliśmy w prawo (gdybyśmy poszli tamtędy od razu, to skręcalibyśmy w lewo). Widzieliśmy, że w tym kierunku podążały psiaki z opiekunami, więc mieliśmy nadzieję, że tym razem trafiliśmy.
Co dokładnie znaleźliśmy? Wejście na plażę. Niestety nie udało nam się zauważyć żadnego oznakowania, chociaż byliśmy przekonani, że w tym miejscu powinno znajdować się wejście GDY 4. Dodam, że Lajka podczas chodzenia wąwozem na plażę odkryła nową zabawę – zamiast zbiegać po piaszczystym zboczu, prostowała przednie łapki, opuszczała kuperek i w tej pozycji zjeżdżała po i razem z piachem. Na dole okazało się, że faktycznie na plaży było trochę psów, jednak rozlokowały się z opiekunami na odcinku z pewnością dłuższym niż 200 metrów (a tyle miała psia plaża mierzyć). Nie zobaczyliśmy też żadnego oznakowania związanego z psami, a jedynie tablicę z potwornie długim regulaminem mówiącym m.in. o tym, że psów w sezonie na plaże w mieście wprowadzać nie wolno. Dodam, że podczas naszego śledztwa przemierzyliśmy spory kawałek brzegu, co nie należało do przyjemności, bo po pierwszym miłym piaszczystym odcinku trochę dalej w piachu co jakiś czas pojawiało się sporo kamieni.

Ze skarpy podziwiamy morze – w poszukiwaniu psiej plaży.
Znaleźliśmy zejście na plażę. Wąwóz idealny do szaleństw.
Przeczesywana przez nas plaża.
Jak zwykle sobie ćwiczymy – piesa do nogi dostawiła się przepięknie, ale pańcia jak głupol zaczęła się przewracać tonąc w piachu, tu widoczna piesa znudzona pańciowymi wygłupami.
Wysyłanie Lajsona do Najlepszego Męża.

I to by było na tyle w kwestii drugiej Gdyńskiej psiej plaży. Czy byliśmy na plaży dla psów w Babich Dołach nie mam pojęcia, jednak głęboko wierzę, że nam się to udało 😉

Może Ci się spodobać

4 komentarze

  • Odpowiedz
    Ola Mikler
    17/08/2014 o 12:49

    Ciekawe, bo zwykle psie plaże chyba są oznakowane. Oj tam, ważne że fajnie spędziliście czas a Lajka się wyszalała ;).

    • Odpowiedz
      filozof
      17/08/2014 o 19:18

      Pewnie ta psia w Babich Dołach też jakoś gdzieś jest oznakowana, ale to może wiedzą miejscowi 😉

  • Odpowiedz
    urlopnaetacie.pl
    17/08/2014 o 14:24

    Uwielbiam tamte rejony! Z Luśką jeszcze nie byliśmy, ale wszytko przed nami, fajnie, że szlaki przetarte 😉 My aktualnie w Łodzi odbywamy muralowe spacery, ale ziiiiimno!

    • Odpowiedz
      filozof
      17/08/2014 o 19:21

      To koniecznie piszcie, co znaleźliście! Uwielbiamy Łódź – my człowieki i o dziwo Lajka też (może dlatego, że to dość spokojne miasto) 🙂

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *