Opinie Zachowanie/problemy

Dzielnicowy, czyli pies pilnujący porządku

Jakiś czas temu (tempo pisania mam niezwykłe) przez Lajkowy Facebook zaprosiłam czytelników do zadawania mi pytań dotyczących zachowania psów. Pierwsza sprawa, o którą było pytanie (pozdrawiamy Bohuna wraz z opiekunami) to psy pilnujące porządku.
Na początek przyda nam się definicja. Pies pilnujący porządku, czyli ten, którego określam dzielnicowym to pies: kontrolujący interakcje pozostałych czworonogów (czasami dyskretnie), interweniujący, gdy uzna to za konieczne tzn. zabawa stanie się zbyt intensywna lub zachowanie psów jest agresywne, zachowujący się tak najczęściej poprzez wejście ciałem pomiędzy psy, rozgonienie psów (pogonienie psa uznanego za napastnika), czasami rozdając również „sztuczne kuksańce”, czyli ostrzegawczo kłapiąc zębami w stronę rozdzielanych psów.

Moje doświadczenia mówią, że dzielnicowi to często duże, pewne siebie, ale spokojne i opanowane samce. Takie, które „nic nie muszą”, a już na pewno nie muszą udowadniać swej wartości. Nie lubią awantur, raczej nie biorą w nich udziału i starają się utrzymać spokój wokół siebie. Oczywiście mogą być wśród nich wyjątki. To również logiczne, że masa umożliwia im interwencję, bo mały piesek choćby o najlepszym i najbardziej walecznym sercu, poturbowany kilka razy w wyniku własnych pokojowych działań, raczej się zniechęci do takich czynności, tym bardziej, że jest spora szansa, iż inne psy w „ferworze walki” nawet go nie zauważą.
Muszą mieć też pewną pozycję w grupie lub być bardzo pewnymi siebie psami by bez lęku o swoją skórę wkraczać w awanturę.

Ewolucyjnie hamowanie agresji u psów jest uzasadnione. Psy pomimo bycia drapieżnikami i posiadania „strasznych” zębów, to dość „pokojowo nastawione” istoty. Wynika to z ich pochodzenia od zwierząt stadnych i bycia zwierzętami społecznymi. Wiadomo, że polowanie popłaca, a walka z pobratymcami (szczególnie u zwierząt społecznych) niekoniecznie i niesie ona ze sobą spore ryzyko – można zostać zranionym i przez to umrzeć lub nie móc zdobyć pożywienia oraz osłabić grupę, w ramach której się funkcjonuje (będąc rannym lub martwym albo też raniąc lub zabijając innego członka grupy). Tak więc dążenie do bezpośredniej konfrontacji z osobnikami tego samego gatunku na ogół nie leży w interesie psów. W tym akurat są one bardzo podobne do wilków – i należy dodać, że nawet jeśli walczą, to zazwyczaj nie wyrządzając sobie większej krzywdy. U psów rozwinęły się również mechanizmy ograniczające intensywność zachowań agresywnych takie jak np. (jeśli już jesteśmy przy zagadnieniach związanych z komunikacją) ich rytualizacja pozwalająca zaoszczędzić sił  – zwierzęta zachowują się określony sposób, który wyraża lub zastępuje agresję, ale nie jest walką i ma jej zapobiec (Roger Abrantes, The Evolution of Canine Social Behavior, Wakan Tanka Publishers 2005).
Trudno jednak ocenić w jaki sposób korzystne mogłoby być, i jak wyewoluowało zachowanie, w którym trzeci osobnik rozdziela dwóch zwaśnionych. W końcu równie możliwe jest zakończenie konfliktu, jak jego eskalacja i uszczerbek na zdrowiu już nie dwóch, a trzech osobników.

Przyznam, że pomimo, iż opisywane zachowanie jest znane mi i znajomym behawiorystom, to miałam problem ze znalezieniem jego dobrego opisu w literaturze. Przejrzałam bardzo wiele książek, przeszukałam internet pod kątem tego rodzaju zachowań oraz typów charakterologicznych psów i w podobnym kontekście najwięcej jest informacji jak człowiek powinien rozdzielać walczące psy.
Dopiero w trakcie przeglądania materiałów zauważyłam, że zachowanie to często klasyfikowane jest jako jeden z tzw. Sygnałów Uspokajających, czyli sygnałów, które służą psom do unikania potencjalnych konfliktów (Turid Rugaas, Sygnały uspokajające. Jak psy unikają konfliktów, Galaktyka 2005).  Psy mają cały wachlarz zachowań, które mają im pomóc w niedopuszczeniu do walki. Pies zachowując się w określony sposób pokazuje drugiemu osobnikowi, że jest niegroźny, przyjaźnie nastawiony i nie chce walczyć. W artykułach w języku polskim dominuje takie ujęcie i powoływanie się mniej lub bardziej bezpośrednio na teorię Rugaas:
„ROZDZIELANIE
Wejście między psy czy ludzi ma zapobiec powstaniu konfliktu. Szczególnie ważne jest rozdzielenie dwóch osobników nie należących do jednej grupy, choć również w jej obrębie zbyt bliski kontakt może być przyczyną powstania nerwowej sytuacji.”
To zachowanie wydaje się być zbliżone do tego, o które nam chodzi. Jednak należy zauważyć, że z opisu i podanych dalej w książce przykładów wyłania się zachowanie dużo bardziej bierne niż przejawia „dzielnicowy”. W opisach Sygnałów Uspokajających pies wchodzi pomiędzy inne psy rozdzielając je lub blokuje napastliwego, narzucającego się psa własnym ciałem zasłaniając „słabszego” możliwe, że wystraszonego psa, natomiast „dzielnicowy” potrafi pogonić, czy postawą pogrozić psu, którego chce utrzymać w pewnej odległości, czy zmusić do spokojnego zachowania.
Rugaas dodaje jeszcze: „Wiele osób błędnie pojmuje rozdzielenie jako przejaw zazdrości. To bardzo mało prawdopodobna interpretacja.”. Mam wrażenie, że w tym momencie łączy w opisie i myli ze sobą dwa zachowania. Pierwsze, gdzie sytuacja jest faktycznie napięta i jeden pies wkracza pomiędzy dwa inne by zapobiec konfliktowi. Drugie, gdzie pies zasłania sobą człowieka przed psem lub człowiekiem nierzadko domagając się jego uwagi – to zachowanie w przypadku właściciela określiłabym jako delikatne bronienie swojego najcenniejszego zasobu, w przypadku innej osoby jako chęć koncentracji uwagi na sobie. Uzasadnianie tego zachowania chęcią zapobieżenia konfliktowi przez psa, podczas gdy zachowanie rozdzielanych osobników jest spokojne i/lub radosne/nieagresywne wygląda na nadinterpretację.

Warto zauważyć, że ten zaprezentowany przez Rugaas nie jest jedynym opisem tego rodzaju zachowań, choć prawdopodobnie najpopularniejszy w naszym kraju. W Canine Behavior: A Photo Illustrated Handbook (Dogwise Publishing 2008) Barbara Handelman napisała: „”Calming Sygnals” is an umbrella term that came into popular usage among pet dog trainers after the publication of Turid Rugaas’ book „On Talking Terms with Dogs: Calming Signals”.
Ethologists have long recognized and categorized the same behaviors – using the terms displacement behavior, and distance increasing behavior (…)”. Autorka opisuje również grupę podobnych zachowań określanych mianem Cut-Off Signals (wyzwalane przez konflikt i służące do uniknięcia go). Skrócony opis sygnałów odcinających (Cut-Off Signals) oraz zachowań przerzutowych (displacement behavior) można znaleźć w książce Jamesa O’Heare’a Zachowania agresywne u psów. Analiza przypadków, zapobieganie i terapia behawioralna (Galaktyka 2010). Dokładniejszy opis tych grup sygnałów (zachowań) znajduje się książce Brendy Aloff Aggression in Dogs. Practical Management, Prevention, and Behaviour Modification (Dogwise Publishing 2004).

Niestety nie znalazłam opisu tego zachowania w literaturze. Przyznaję, że pomimo mnogości materiałów, które przejrzałam, mogłam taki opis przeoczyć. Mogło stać się tak za przyczyną np. nieznajomości odpowiedniej terminologii (duża część źródeł dotyczących psów dostępna jest tylko w języku angielskim, co zwiększa ryzyko pomyłki). Natomiast samo zachowanie nastręcza pewnych trudności. Ponieważ można powiedzieć, że jest ono na pograniczu pomiędzy rozdzielaniem psów, czyli zachowaniem mającym na celu zmniejszenie zachowań agresywnych, a atakiem (ewentualnie pozorowanym) na psy celem ich rozgonienia (również przerwania zachowania agresywnego), które same w sobie jest zachowaniem agresywnym. Trzeba też zauważyć, że w trakcie często zmienia się jego dynamika – może ono zacząć się od spokojnego rozdzielenia ciałem psów, przez ich rozgonienie, aż do psiej bójki z udziałem naszego dzielnicowego. Z drugiej strony jeśli rozdzielane psy zmienią swoje zachowanie na znacznie bardziej spokojne, to konflikt może zakończyć się zanim na dobre się rozpocznie. To zachowanie prawdopodobnie jest najbliżej Distance Increasing Signals, czyli sygnałów zwiększających odległość – przecież taki jest jego cel. Brenda Aloff napisała: „Distance Increasing Signals are designed to gain social distance. Assertive, threatening, and aggressive behaviours all fall into this category.”

Znam kilka psów dzielnicowych. Lajson też zna i nawet zdarzyło się jej skorzystać z pomocy takiego kolegi. Doceniam ich rolę w grupie, o ile nie są nadgorliwe, a psy i ich właściciele się znają i są pewni, że ich psy będą starały się unikać konfliktu.
Ostatni incydent z dzielnicowym, który pamiętam miał miejsce w „naszym” parku. Dwie spore (labradorka i prawie rottweilerka), znajome suki bawiąc się razem spotkały Lajkę i tak się rozochociły, że postanowiły pobawić się mniejszą koleżanką. I wtedy wkroczył z ratunkiem kumpel (domownik rottweilerki, który z założenia miał być w typie rottweilera, ale jest naprawdę duży), który zaczął odganiać większe dziewczyny, gdy tylko próbowały się zbliżyć do piesy. Lajka miała możliwość by odetchnąć i czas by schować się za pańcią. Sama raczej nie dogoniłabym trzech dokazujących psów, żeby obronić mojego. Koleżanki najprawdopodobniej nie zrobiłyby Lajce krzywdy, a ich ataki były na zasadzie „kategorycznie ci rozkazuję masz teraz grać naszą ofiarę”. Napisałam „raczej”, bo psy były w towarzystwie opiekunek, które z pewnością starałyby się je zatrzymać. W innym wypadku łatwo mi wyobrazić sobie sytuację, że suki nakręcają się tak, że dochodzi do pogryzienia oraz innych obrażeń u piesy (masa psich koleżanek nie byłaby bez znaczenia).  Mały pies z pewną godnością osobistą nie ma ochoty być traktowany jak wiewiórka czy kot, ale nie to jest ważne – na pewno w takiej sytuacji pies boi się tak jak kot. Pomoc kolegi była więc nieoceniona 🙂

Jeżeli chodzi o to jak powinien zachowywać się właściciel psa dzielnicowego, to trzeba się nad tym dobrze zastanowić. Zacznijmy od tego na ile ufa się własnemu psu i jego ocenie sytuacji. I to nie tylko w kwestii tego, czy on nie zrobi krzywdy pozostałym (choć to też oczywiście musimy wziąć pod uwagę), ale czy nie stanie się krzywda jemu. Należy postawić sobie kilka pytań:
– Czy nasz pies na pewno dobrze ocenił sytuację (np. może psy bawią się co prawda dość agresywnie, ale gdy ktoś spróbuje im przerwać, to zaatakują intruza)?
– Czy nasz pies na pewno zachowuje się w odpowiedni sposób (np. nie jest zbyt natarczywy, nie zachowuje się agresywnie)?
– Czy nasz pies kontroluje sytuację?
– Czy jesteśmy w stanie na tyle dobrze ocenić mowę ciała naszego i pozostałych psów by interweniować w odpowiednim momencie jeśli zajdzie taka potrzeba?
– Czy mamy na tyle doświadczenia i wiedzy by wiedzieć jak przerwać zachowanie psów jeśli będzie taka konieczność?
I tu dochodzimy do miejsca, w którym pytamy na ile ufamy samym sobie. Trzeba powiedzieć, że nie warto robić za „dobre ciocie”. Konflikt innych zwierząt acz przykry, to nie jest nasza sprawa. Jeżeli nie mamy odpowiednich kwalifikacji by rozdzielać walczące psy (a wierzcie mi nikt nie ma stuprocentowo bezpiecznego sposobu, bo to bardzo trudny dyskutowany problem przez treserów i zoopsychologów), to nie puszczamy naszego psa w środek konfliktu. To co prawda jest często skuteczna metoda – korygowanie zachowania psa przy wykorzystaniu drugiego zrównoważonego, ale też nie jest ona łatwa do zastosowania i o ile nie jesteśmy pod opieką doświadczonego szkoleniowca należy całkowicie zaniechać takich eksperymentów. Po prostu nie wolno tego robić ze względu na zdrowie i życie nasze i naszych podopiecznych.
Od razu napiszę też jak zwykle „jesteśmy tylko ludźmi” i nie musimy się biczować jeśli nasz dzielnicowy wymknie się nam na interwencję. Pamiętajmy jednak, by dziesięć razy pomyśleć o konsekwencjach zanim wsadzimy ręce w żywe kłębowisko kłów i pazurów, bo z dużym prawdopodobieństwem może się to skończyć dla nas nieprzyjemnie lub wręcz tragicznie.

Na koniec dodam, że dostępnych jest bardzo wiele książek opisujących zachowanie w tym mowę ciała psów. Należy jednak pamiętać nie tylko o tym by analizować sygnały z całego ciała psa (nie tylko skupiać się np. na ogonie, uszach, pysku, czy kilku wybranych elementach), ale też by zauważać jak ważny jest kontekst całej sytuacji. Tak jak w mowie ludzkiej również u psów znaczenie zachowania rozumianego jako komunikat może być różne w zależności od sytuacji.
Aby bardziej skomplikować i tak trudną dla nas psią mowę ciała pamiętajmy, że psy uczą się nowych zachowań i różnią się pomiędzy sobą w sposobie komunikacji nie tylko ze względu na ograniczenia ich własnych ciał (porównaj buldoga z owczarkiem), ale również ze względu na coś, co można by określić „zasobem słownictwa”. Jedne psy mają bardziej rozwinięte umiejętności komunikacyjne, a inne mniej.
W prawdziwym życiu przychodzi moment kiedy wiedzę książkową musimy skonfrontować z tym, co zaobserwowaliśmy u własnego psa oraz jego psich przyjaciół. Analiza interakcji pomiędzy znajomymi psami może być trudniejsza niż się spodziewamy, a trafne odgadnięcie psich intencji wymaga często wielogodzinnych obserwacji przy czym to, co wcześniej przeczytaliśmy, może okazywać się nieadekwatne do tego, co zaobserwowaliśmy. To, co może nam pomóc, to czerpanie wiedzy z różnych źródeł oraz obserwowanie własnego psa, ale to jest chyba dla prawdziwego psiarza prawdziwa przyjemność.

Może Ci się spodobać

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    bohunpies
    22/03/2015 o 22:24

    Bardzo dziękuję za ten wpis 🙂
    Wszystko, o czym piszesz jest mi niezwykle bliskie. Bohun to do tej pory jedyny dzielnicowy, z jakim się spotkałam. Pewny siebie, nie muszący niczego i nikomu udowadniać, duży pies, któremu żaden inny pies nawet nie chce próbować podskakiwać. Leci do każdej bójki, każdej nadmiernej ekscytacji, podnieconych szczeknięć w celu kontroli sytuacji i interwencji. Przy czym interweniuje przeważnie najpierw wchodząc pomiędzy grupę, następnie izoluje nerwowego osobnika, a jeżeli ten nie rozumie przekazu to kłapie zębami, do skutku, o ile nie uda mi się go odwołać. W około 90% przypadków interwencje dotyczą płci męskiej, Bohun to zupełny pantoflarz i kobieciarz. Martwi mnie natomiast jego potrzeba dzielnicowania. Mam wrażenie, że nie może się odprężyć, kiedy w pobliżu bawią się inne psy. Zachowuje się jak pies ogrodnika – sam się nie dołączy do zabawy, ale innym też nie da się pobawić. Przyznam, że do tej pory raczej pozwalaliśmy na rozwiązywanie problemów między sobą psom, a sami interweniowaliśmy, gdy obcy pies był wyjątkowo natarczywy lub ignorował wyraźne sygnały wysyłane przez Bohuna oraz kiedy to Bohun za bardzo wczuwał się w swoją rolę. Ostatnio jednak na grupowym spacerze wyraźnie przekroczył granicę – pomimo wspólnego pokonywania trasy ok 10km spokoju), gdy zaczęły bawić się pies i suka, ten nagle wskoczył pomiędzy nie i zaatakował psa, ten drugi nie pozostał dłużny i wywiązała się bójka, w której co prawda nikt nie ucierpiał, ale widok mojego psa trzymającego za skórę na plecach innego, dał nam ostateczny sygnał, że dłużej tak być nie może. Mam wrażenie, że dzielnicowanie nasila się, tym bardziej, że co raz częściej uczestniczymy w grupowych spacerach z nieznajomymi psami. Dla nas miarka się przebrała i mając na uwadze bezpieczeństwo innych psów zdecydowaliśmy się na wdrożenie planu, który mam nadzieję, doprowadzi do zniechęcenia do pilnowania porządku. Po pierwsze, aby uniemożliwić wyrządzenie krzywdy i nadużywania zębów, na ryj trafił nowy kaganiec. Po drugie, rozpoczęliśmy seryjną produkcję najatrakcyjniejszej nagrody – ciasteczek wątróbkowych i teraz najczęściej słyszaną komendą na spacerze jest "patrz na mnie". Pies idzie chodnikiem – "patrz na mnie", psy się bawią – "patrz na mnie", wchodzi nowy pies – "patrz na mnie", pies przykleił się do bohunowego tyłka – "patrz na mnie". Od tamtej sytuacji minął tydzień. Drobne efekty już są, bo pies dostrzega korzyć z olania otoczenia na rzecz wyjątkowej nagrody ciasteczkowej i pisku mojego zachwytu. Przy okazji tej magicznej uniwersalnej komendy korygujemy zastyganie na chodniku na widok innego psa i rzucanie się w jego kierunku, nie podejmowanie jedzenia – full serwis. Niby takie to wszystko oczywiste, ale musieliśmy dostać mocnego kopa, aby wziąć się porządnie do pracy. Gdyby Bohun jedynie wchodził pomiędzy psy, to pozwolilibyśmy na takie zachowanie. Kiedy jednak w ruch idą bardzo często zęby, to niestety trzeba to ukrócić, mimo zachwytu właścicieli natarczywych psów, bo przecież "ktoś w końcu ich psa ustawi".
    Podziwiam cię, za ogrom pracy, jaki włożyłaś w przygotowanie tego wpisu 🙂 Pozwolę sobie udostępnić na bohunowym profilu 🙂

    • Odpowiedz
      filozof
      23/03/2015 o 10:38

      Twój opis pokrywa się z moimi obserwacjami. I właśnie to różni dzielnicowego od psów wysyłających sygnały opisane w tekście – dzielnicowy nie pozostaje bierny. Wyjątek jaki zaobserwowałam to gdy rozdzielane psy od razu sparaliżuje i "zaczną się zachowywać", wtedy często dzielnicowy odpuszcza (je jednak często widzę jeszcze to pogonienie/oddzielenie psa uznanego za napastnika).
      Niestety tak jak napisałaś ja też mam wrażenie, że takie zachowanie z czasem narasta i widać to właśnie po tym, że pies rozdziela psy, które bawią się dość niewinnie np. w ganianego. To mnie jednak nie dziwi, w końcu to jest samonagradzające – "ale zrobiłem porządek, uhuhu, ale ich poustawiałem – cisza, spokój…". Jednocześnie jeszcze jedną kwestią w tym kontekście, nad którą się zastanawiałam, to dominacja, ale przyznam, że część dzielnicowych, które znałam poza tymi sytuacjami nie potwierdzała w żaden wyraźny sposób swojego statusu, ani nie było widać, żeby inne psy zachowywały się jakość szczególnie w ich obecności.

      Wiem, że to jest zawsze trudna decyzja – kiedy interweniować, a kiedy pozwolić psom na samodzielne rozwiązanie konfliktu, myślę jednak, że postąpiliście bardzo rozsądnie. Trochę pracy wyjdzie wszystkim na dobre, a dyktatorskie zapędy trzeba zdusić 😉
      Mam też nadzieję, że nie mieliście zbytnich nieprzyjemności po bójce.

      Dziękujemy za udostępnienie 🙂

    • Odpowiedz
      bohunpies
      23/03/2015 o 20:15

      Na "szczęście" ofiarą był Nitro Oli z Pies we Wrocławiu. Ola była bardzo wyrozumiała i pomogła w rozdzielaniu psów z bójki, do której dołączyły się pozostałe psy. Jestem ciekawa,co będzie dalej, czy uda nam się rozwiązać kwestię dzielnicowania i w jakim stopniu. Trzymaj kciuki! 🙂

    • Odpowiedz
      filozof
      28/03/2015 o 07:34

      To tyle dobrego, że psia awantura nie była z kimś obcym. Bo wiem, że ewentualna kłótnia z opiekunem drugiego psa jest dla człowieka czasem tak "traumatyzująca" jak sama akcja pomiędzy psami.
      Trzymamy kciuki 🙂

  • Odpowiedz
    Kalyna
    22/03/2015 o 23:28

    Właśnie trafiłam do Was z Bohunowego fejsa i podoba mi się u tu. Fajna tematyka jest poruszana, taka jaką lubię 😉
    ps. nie wierzę, że Łajka ma 38cm, mój Ciap ma o 8 cm mniej, a porównując zdjęcia to Łajka ma mega długie nogi, tfu łapy 🙂
    Podziwiam za zaangażowanie w temat, profesjonalnie napisane i bardzo przyjemnie się czyta 😉

    Nosz kurcze, napisałam cały elaborat o interakcjach a naszym stadzie i usunęłam komentarz. To już trzeba się nazywać ciapą. Napiszę w skrócie tylko, że u nas to wygląda trochę inaczej. Mam 3 psy, w tym dwa samce i sukę. Alfa to mały kundelek, a parka to ONki. I w momencie, gdy najmłodszy samiec stawiał się na starszego (alfę) to suka wchodziła między nich i uspokajała gówniarza. Zdarzało się to często, bo młody próbował swoich sił,a ona zawsze postępowała tak samo. Ile CSów przy tym było i cała gama zachowań, no coś pięknego i zawsze kończyło się to spokojem.
    Ale z drugiej strony nasza alfa nie rozumie mowy ciała pozostałej dwójki i podczas ich zabawy wrąca się. I zawsze idzie na samca i jego chce uspokoić, ale nie potrafi, bo jest mały i nie sięga, przy czym zaczyna szczekać i suka zmienia swoje zachowanie o 180stopni i bójka jest gwarantowana. Gówniarz urósł i nie pozwoli się glebować.

    Ja nie lubię konfliktów w stadzie i mam opracowaną metodę. Jak kundelek ma piłkę i zajęcie to nie interesuje się, co się dzieje pomiędzy pozostałą dwójką, mogą koziołki fikać, a jego to nie rusza. Przy czym jak nie ma co robić (czyt. nie ma piłki i ja nic od niego nie chcę) to próbuje się wtrącić, więc w porę odwołuję go i nie ma problemu. I ta sama metoda jest z suką, jak ma zabawkę to Panowie nawet po razie mogą sobie dać, a ona tego nie chce widzieć.
    W poprzednim komentarzu to tak bardziej rozbudowałam, opisałam zachowanie i sytuację, no ale szkoda. Jestem ciapa jak mój pies,a godzina zbyt późna 😉 Ja nie wiem czy dobrze widzę to co widzę, czy w dobrym kierunku interpretuję ich zachowanie. Ale z mojego laickiego punktu widzenia tak to właśnie wygląda…

    Pozdrawiamy

    • Odpowiedz
      filozof
      23/03/2015 o 10:17

      Cieszymy się, że się podoba 🙂

      A Lajka i tak jest kluska "dłuższa jak wyższa" 😀

      Mi się nagminnie na bloggerze zdarza, że mi zżera komentarz. I szczerze mówiąc doprowadza mnie to do pasji, bo też dzieje się tak na ogół wtedy, kiedy moja wypowiedź jest wyjątkowo długa. Ta więc rozumiem ten ból i niechęć do ponownego rozpisywania się 🙂

      Fajnie, że możesz obserwować na co dzień interakcje aż trzech psów. Prawda jest taka, że właściciel ma fory w interpretacji zachowania swoich psów, bo najlepiej je zna i w dodatku wie jaki mają pełny wachlarz zachowań, czyli jest w stanie stwierdzić kiedy pies robi coś nietypowego. Jasne, że czasem można się pomylić, ale znając charakter/osobowość swojego psa mamy dodatkowe tło do interpretacji (tego nie da się przecenić).
      Jedyny problem jaki widzę, to fakt, że w przypadku psów mieszkających razem tych interakcji może być więcej i ich motywacja może być dużo bardziej złożona – więcej rzeczy musimy wziąć pod uwagę i możemy coś wtedy przegapić.
      Ale jeśli znalazłaś własny działający sposób na zaprowadzenie ładu i trzymanie w ryzach takiej gromady, to gratuluję 🙂

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *