Inne miejsca Podróże Spacery

Chłodny, pochmurny dzień w Tierpark Berlin

Będąc w Berlinie nie mogliśmy pominąć wizyty w ogrodzie zoologicznym. Kiedyś już chyba wspominałam, że jestem nieanonimową zooholiczką. Od czasu gdy jest z nami Lajka, nie tracimy okazji by odwiedzić z nią zoo, jeśli tylko zaistnieje taka możliwość. Dla mnie to przyjemność, a dla piesy z silnym instynktem łowieckim, nie tylko ekstremalna socjalizacja, ale też bardzo duży wysiłek włożony w panowanie nad emocjami – ilość zapachów dookoła oraz widok całkiem nowych dla psa gatunków zwierząt jest czasem oszałamiająca. O tym jak Lajka sobie radzi w takich warunkach miałam już okazję przekonać się w Praskim ZOO. Planując nową taką wycieczkę nie musiałam już się zastanawiać czy jej podołamy.

W Berlinie przed pójściem z psem do zoo trzeba najpierw się upewnić, że trafimy w odpowiednie miejsce, bo ogrody zoologiczne są tam dwa. Zoo Berlin znajduje się w Berlinie zachodnim i jest to najstarszy przybytek tego rodzaju w Niemczech. Jak większość starych ogrodów nie jest bardzo duży, za to niewątpliwie malowniczy i bardzo przyjemnie się go zwiedza. Stary nie znaczy wcale przestarzały – wybiegi i sposób ekspozycji pokazują, że kierownictwo zdecydowanie stara się nadążać za dobrymi zmianami widocznymi w świecie. W tym ogrodzie można też zobaczyć na przykład Pandę wielką, a nie każdy ogród ma pieniądze i możliwości wypożyczenia tego zwierzęcia z Chin. W budynku przylegającym do zoo znajduje się Aquarium Berlin, które warto odwiedzić przy okazji.

Berlińska panda w 2011r.

Przyznaję, że w czasach „przed psem” to Zoo Berlin było moim pierwszym wyborem podczas wizyt w tym mieście. Niestety tego ogrodu nie można zwiedzać z psem.
Z czworonożnym kumplem można za to udać się do Tierpark Berlin – ogrodu zoologicznego znajdującego się w Berlinie wschodnim.  Żeby zrozumieć jak bardzo można się pomylić idąc do zoo w Berlinie muszę dodać jeszcze jedną informację. W mieście znajduje się też duży i piękny park nazwany Tiergarten (w dzielnicy o tej samej nazwie), co biorąc pod uwagę, że mój ulubiony, śliczny wiedeński ogród zoologiczny nazywa się Tiergarten Schönbrunn, przyprawia mnie o lekkie pomieszanie zmysłów za każdym razem kiedy staram się zlokalizować jakiekolwiek zoo w Berlinie.

Tierpark Berlin, czyli to drugie zoo, wcale nie jest gorsze. Nie mówię też, że lepsze, chociaż „psi argument” mógłby przeważyć. Jest po prostu zupełnie inne.
Duże, pełne zieleni oraz przestrzeni – tak można opisać je w kilku słowach. Wygląda jak duży park, w którym umieszczone zostały wybiegi i pawilony ze zwierzętami. W ciepłym okresie można tam spędzić przyjemnie z rodziną cały dzień, a miejscowi latem chętnie piknikują na dużych trawnikach. Infrastruktura w postaci toalet i punktów z jedzeniem jest w pełni wystarczająca. Jeżeli pies jest nauczony ładnie chodzić na smyczy i nie przeszkadza mu zbytnio monotonność takiej formy ruchu, to można w Tierparku zafundować sobie długi i przyjemny spacer urozmaicony innymi rozrywkami takimi jak podziwianie zwierząt.
Bilet wstępu dla dorosłej osoby kosztuje 12 euro, natomiast za psy nie ma dodatkowych opłat. Pies nie musi być w kagańcu, jednak należy go trzymać na krótkiej smyczy i oczywiście sprzątać po nim. Wszystkie niezbędne informacje (np. ceny biletów, godziny otwarcia,  dojazd, czy pory karmienia zwierząt)  można znaleźć na internetowej stronie ogrodu.

Lajson zwiedza po swojemu.

Jeżozwierze, chociaż nie było ich widać za murkiem, szumiąc igłami przez potrząsanie, jako pierwsze zaintrygowały Lajeczkę.

Jak wygląda kotek każdy widzi.

Lajson obróżkę miała tematyczną.

Opisałam w skrócie jak zwiedzanie wygląda latem, co wiem z poprzednich wizyt. My jednak do Tierparku trafiliśmy zimą – tuż po Nowym Roku  – w momencie kiedy ta zima właśnie przypomniała sobie, że miała nadejść i z milusich plusowych temperatur nie wiadomo jak w ciągu kilku dni zrobiło się -11 stopni Celsjusza.
Dla mnie i Najlepszego Męża to nie pierwszyzna, bo lista ogrodów zoologicznych, które zwiedziliśmy o tej porze roku jest dość długa. Za każdym razem zdumiewa mnie jak wiele egzotycznych gatunków odpornych jest na warstwę śniegu noszoną z godnością na grzbiecie. Najgorzej wspominam wizytę w zoo w Helsinkach i chociaż Najlepszy zarzeka się, że było tam wtedy „tylko” -10, to padający śnieg, lód na drodze i mroźny wiatr sprawiły, że zapamiętałam tamtą wycieczkę jako najtrudniejszą jeśli chodzi o warunki pogodowe.

Lew indyjski wypoczywa w swoim śnieżnym helsińskim królestwie.

W Berlinie śnieg nie padał, a dodatkowo okazało się, że do wszystkich pawilonów wolno wchodzić z psami (tylko w budynku restauracji oraz w „hali wolnych lotów” dostrzegłam zakaz) – jak dla mnie warunki okazały się całkiem luksusowe. Byłam więc szczęśliwa i nastrój mi lekko siadał tylko chwilami, kiedy nieopatrznie spoglądałam na posępne oblicze Najlepszego, który mój zoo-nałóg traktuje na ogół pobłażliwie, ale niestety nie lubi jak mu odmarzają paluchy. Na szczęście w pawilonach było bardzo ciepło, więc przejrzeliśmy mapkę ogrodu i szybko nasze zwiedzanie przekształciło się w slalom pomiędzy wybiegami od budynku do budynku. Pomimo mrozu, nie tylko ludzi, ale i towarzyszących im psów było całkiem sporo. Może oni tam jacyś odporniejsi na ujemne temperatury?
Ja byłam zachwycona, piesa raczej pobudzona, Najlepszy lekko naburmuszony. Zwiedzanie wcale udane, bo okazałam litość i nie zmuszałam ich do odwiedzenia wszystkich zakątków, tylko tych wybranych, co i tak pomimo żwawego tempa zajęło nam dobrze ponad dwie godziny. Cóż za pech tak gnać w miejscu stworzonym do spędzania leniwych popołudni.

Żyrafy są spoko, nawet interesujące. Trochę podobne do psów – straszne żebraki. Najlepszy Mąż został pomiziany podczas żyrafiego poszukiwania żarcia, które mogliby chomikować zwiedzający.

Ptaszki nudne, ale pawilon ciepły. Pańcia jak zwykle nawiązuje łączność.

„No koza. Ale co ja mam robić z tą kozą?”

A to jedyne zwierzątka, które wyraziły chęć zabawy z Lajką. W końcu to kuzyni. Poznali się na sobie 🙂

Podsumowując: latem wycieczkę do Tierparku polecić mogę w zasadzie wszystkim, którzy lubią pospacerować z psem w miłym miejscu, natomiast zimą zdecydowanie jest to rozrywka dla amatorów takiego spędzania czasu.

Może Ci się spodobać

8 komentarzy

  • Odpowiedz
    marieanne
    03/02/2016 o 07:58

    O tak, nasze psy zawsze są zafascynowane zoo 🙂

    Mnie jednak najbardziej zaintrygowała wasza smycz :> Cóż to?

    Pozdrawiamy!
    Śledź też pies

    • Odpowiedz
      filozof
      03/02/2016 o 09:58

      Smycz jest z zee.dog (obroża też). Ten gumowy zygzaczek na końcu ma amortyzować szarpnięcia, ale jest dosyć sztywny i przez to wydaje się być dostosowany raczej do większych i silniejszych psów.

  • Odpowiedz
    Marta K
    03/02/2016 o 10:10

    Zawsze mi się marzyło zwiedzić Zoo z psami, ale jakoś nigdy nie ma okazji 🙂
    A jeżeli z ciebie taka zoomaniaczka to pewnie wiesz, czy gdzieś w Polsce wpuszczają z futrami?

    • Odpowiedz
      filozof
      03/02/2016 o 11:54

      Niestety, do żadnego ogrodu zoologicznego w Polsce nie wpuszczają psów (chociaż może w jakichś prywatnych mniejszych zwierzyńcach jest taka możliwość). Najbliżej (w zależności od tego gdzie się mieszka) z psem do zoo można wpaść w Niemczech lub w Czechach 🙂

  • Odpowiedz
    Valerie
    03/02/2016 o 12:03

    O niee, nigdy do zoo. Zoo to zło! Jestem przeciwna zabieraniu zwierząt z ich naturalnego środowiska. Jak duży nie byłby wybieg/klatka, to zawsze jest klatka. W dodatku kręcący się w koło ludzie, zaczepiający zwierzęta, które nie mają dokąd uciec w razie poczucia zagrożenia, a z pewnością towarzyszy ono większości z nich, co dostarcza im mnóstwo stresu. Zresztą – to temat na bardzo długą dyskusję, w każdym razie moja noga w żadnym zoo nie stanie…

    • Odpowiedz
      filozof
      03/02/2016 o 13:33

      Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii… ale może warto poznać dobrze prowadzone zoo od środka i wtedy wyrobić sobie opinię 🙂
      Ja bywam tylko w ogrodach zoologicznych zrzeszonych w EAZA lub WAZA, co gwarantuje pewien standard takich miejsc oraz inny sens ich istnienia poza czysto rozrywkowym.
      Oczywiście wybieg/klatka to nie środowisko naturalne, ale już co do tego, że zwierzęta nie mają gdzie uciec, jeśli nie chcą być na widoku się nie zgodzę. Nowoczesne wybiegi są konstruowane w taki sposób, by człowiek mógł zobaczyć jak najwięcej, jednocześnie jak najmniej przeszkadzając zwierzętom oraz by zwierzęta miały bezpieczne miejsca, w których mogą się ukryć, jeśli nie chcą się pokazywać. Większość zwierząt w zoo jest zestresowana nie z powodu obecności ludzi (do czego są przyzwyczajone), ale z powodu niemożliwości realizowania swoich naturalnych potrzeb, co z resztą ogrody starają się im zapewnić wszelkimi dostępnymi środkami. Konstrukcja wybiegów oraz sposoby wzbogacania środowiska zwierząt w zoo, to dwie rzeczy, które mnie najbardziej interesują – na ogół bardziej niż same zwierzęta, bo te w każdym zoo wyglądają tak samo (z pewnym wariacjami zgromadzonych gatunków). Płacąc za bilety mam nadzieję, że na to idą moje pieniądze, dlatego nigdy nie narzekam na cenę.
      Ogrody zoologiczne to nie zwierzyńce. Pełnią bardzo ważną rolę w ochronie gatunków biorąc udział w międzynarodowych programach hodowlanych – to jest chyba najważniejsza ich funkcja (chociaż trzeba też wziąć pod uwagę aspekty naukowo-badawcze i dydaktyczne).
      Dając możliwość zwiedzania osobom postronnym, ogrody zoologiczne nie tylko częściowo wypełniają jedną ze swych podstawowych funkcji, ale też zdobywają dodatkowe źródło finansowania.

    • Odpowiedz
      kynokultura
      04/02/2016 o 08:04

      Mnie faktycznie dobijają te zoo, gdzie wybiegi są nudne, małe, a zwierzęta wykazują kompulsywne zachowania (chodzenie w kółko po wybiegu itp.). Ale myślę, że ogólnie zoo mają ogromny potencjał. Zwierzakom można dać naturalne zabawki czy łamigłówki na inteligencję, kongi, owoce zamrożone w lodzie do wydłubywania itd.

      Zwierzęta w naturze zwykle zajmują określony teren i rzadko go opuszczają, więc samo zamieszkiwanie na wybiegu nie musi być dla nich złe. Problemem jest nuda, która sprawia, że zwierzęta są ogłupiałe, otępiałe i chorują. "Utrudnianie życia" poprzez chowanie im pożywienia i stymulację umysłu może bardzo im pomóc 😉

      W sumie nasze psy czy inne zwierzaki domowe nie żyją w środowisku naturalnym, ale nie sądzę, by miały się źle. Wręcz mają się lepiej niż zwierzęta w naturze, które cierpią z powodu chorób i pasożytów…

  • Odpowiedz
    uzytkownik
    26/03/2016 o 20:47

    dzień dobry,

    przeczytałam większość Pani postów i narodziło się we mnie pytanie. Może zechciałaby Pani podjąc współpracę. Jestem właścicielką sklepu internetowego – http://www.psiebajerki.pl

    oferujemy gadżety z psami – kubki, przypinki, podkładki pod myszkę,poduszki, bluzy i wiele innych 🙂

    bardzo proszę o kontakt w razie podjęcia decyzji

    pozdrawiam serdecznie

    AD

Zostaw odpowiedź

Proszę uzupełnić poniższe działanie: *